Lubiła znać plan. Na pewien sposób, to ją zawsze uspokajało: że może cofnąć się w głowie do tych ważnych punktów, przejść przez nie jeszcze raz i dopasować się do nich, jeśli tylko coś zacznie odbiegać od pierwotnego planu. Posiadanie tego planu oznaczało, że jest się przygotowany, wie, co chce się osiągnąć, jaki był cel – chociaż niektórzy powiedzieliby, ze to nie cel jest ważny, a droga. A prawda była taka, że obie te sprawy były ważne.
Znała plan, przedyskutowała go z Cynthią listownie, chociaż miała tylko jedną szansę przeczytać list, nim ten spłonął – na szczęście miała dobrą pamięć, inaczej nie miałaby w szkole tak dobrych ocen.
Chciała porozmawiać z Saurielem, ale po tym, jak Cynthia napisała jej, że chce to załatwić sama – oddała jej pola, tym bardziej, że nawet nie znała dokładnej daty. A przynajmniej nie wtedy, gdy w ogóle o tym rozmawiały. Nie chciała więc zaczynać rozmowy, w której powie Saurielowi, że Cynthia chce z nim porozmawiać, nie chciała go dodatkowo stresować, pozwoliła to więc załatwić Flintównie tak, jak sama chciała i uważała. A teraz… znała już miejsce i godzinę, i jakoś… Hmm. Była przekonana, że Cynthia wprowadzi go w temat znacznie lepiej niż ona. Nie sądziła, że się tutaj jakoś myliła.
Przeniosła się za pomocą kominka do najbliższego publicznego punktu, a później już na nogach na nieznany jej cmentarz. Ubrana w czarne, materiałowe spodnie i czarną, luźną, a jednak podkreślającą jej kobiece walory koszulę, nie mogła się zanadto odznaczać w cieniach wieczoru, nie gdy jej włosy, niemalże tak samo czarne jak ubranie, nie odznaczały się na tle. Pomiędzy grobowcami wypatrzyła dwie sylwetki – czy Sauriel już tutaj był? To ją trochę skonsternowało, zwłaszcza, gdy go rozpoznała; sądziła że kto jak kto, ale ona będzie na miejscu wcześniej. Zawsze była wcześniej. Lecz nie tym razem.
Żyli oboje, znaczy – nie pobili się, to dobrze. Victoria nie usłyszała jednak, o czym rozmawiają, bo została zauważona, a Cynthia wstała, a gdy już była blisko, złapała ją za dłoń. Victoria nie była w gestach tak oszczędna i po prostu przytuliła się do przyjaciółki, chłonąc zapach jej perfum, a gdy położyła brodę na jej ramieniu, uśmiechnęła się do stojącego z tyłu Sauriela.
– Hej – odpowiedziała i przywitała się jednocześnie, uśmiechając się również. – Tak, jest w porządku – poza tym, że była zimna jak lód, ale nie była to żadna nowość. Zaraz się odsunęła, nie chcąc wywoływać w jasnowłosej więcej dreszczy, niż było to konieczne. – A tu… wszystko dobrze? – odbiła piłeczkę, patrząc uważnie na Cynthię, nim przeniosła spojrzenie na Sauriela.