12.02.2025, 03:12 ✶
—30/08/1972—
List zabezpieczono standardowym zaklęciem ochronnym. W kopercie tkwił krokus, który napełnił Flinta poczuciem pewności siebie i śmiałością, gdy obrócił go w palcach, zanim rozpłynął się w powietrzu.
Londyn, sierpień 1972 r.
Dægberht,
Wieść niesie, że znów przekonałeś syreny, aby wypuściły Cię ze swych pokrytych łuską objęć, i wróciłeś do Anglii, aby śpiewać ich pieśni, w języku zrozumiałym także i dla tych, którzy nie mają imion szeleszczących jak morskie fale. Wierzę, że wróciłeś zdrów. Że Twój głos, wznoszący się ku niebiosom, przyniósł ukojenie wielu duszom zagubionym między światami.
Zastanawiam się, czy i mnie przyniósłby ukojenie. Czy przywiozłeś może ze sobą jakąś nową piosenkę, zapomnianą melodię z zapomnianych lądów? Czy ułożyłeś nową modlitwę, ku czci gwiazd, odbijających się nocą od powierzchni bezkresu wody?
Ja mam jedną dla Ciebie.
Wiele się wydarzyło pod Twoją nieobecność. Nie wiem, czy dotarły do Ciebie wieści o wydarzeniach tegorocznej Lithy, o tym, jak zgromadziliśmy się w kamiennym kręgu na Stonehedge. Jedenaście kapłanek, dziesięcioro świadków, z Isobell, dzierżącą nóż ofiarny na czele. Wszyscy pochyleni nad ołtarzem, który zrosiła ofiara z krwi baranka. Krwi której nie wystarczyło, aby odprawić rytuał. Zgroza napełniła serca zgromadzonych pośród ognisk, gdy jedna z kapłanek, Agatha, zaoferowała własną krew w ofierze – zgroza, gdy Isobell wyraziła na to zgodę, własnymi rękoma kreśląc na jej ciele runiczne znaki – zgroza, gdy grom z jasnego nieba uderzył w kamień ołtarza, a świat pogrążył się w chaosie.
Tylko że kiedy my się obudziliśmy, było już po wszystkim. Wokół nas krążyli magomedycy, aplikujący eliksiry uspokajające i opatrujący powierzchowne rany. Wezwani na pomoc brygadziści krążyli po polanie, tuż po tym jak wspólnie z zastępem kapłanek obezwładnili odchodzącą od zmysłów Isobell, którą w stanie bliskim histerii przetransportowano do Lecznicy Dusz. "Co się stało", pytali, raz po raz, a ja nie potrafiłam odpowiedzieć, bo tego, co się stało, kiedy straciliśmy przytomność, nie jest w stanie pojąc ten, kto nie wierzy.
Ja i dwie moje przyjaciółki, Sarah i Maeve, doznałyśmy widzenia bogini: bogini trójjedynej, bogini o trzech twarzach, lecz w jednej osobie. Dziewica objawiła się nam na górskiej łące pokrytej purpurowymi krokusami, piękniejsza niż jutrzenka, bo skąpana w świetle błękitnej mgławicy, nakrapianej migotliwymi gwiazdami. Mam wiele różnych imion, mówiła, odgarniając włosy przypominające złociste wstęgi komet, krążących nad naszymi głowami, Hekate, Selina, Diana, wyliczała, ale tu znają mnie jako Dziewicę. Oprócz swego imienia, podarowała coś jeszcze. Dziewica, smucąc się odebranym pochopnie życiem niewinnej owieczki, wyjawiła nam, co chce mieć złożone w ofierze podczas rytuału mającego na celu przywrócenie chwały bogini. Kwiaty, plony ziemi, modlitwy, pieśni, i tańce, wyliczała, napomykając, że potrzebny jest jej także nowy ołtarz... Nie wiem tylko, kiedy mielibyśmy odprawić ten rytuał.
Berht, jesteś człowiekiem wiary. Być może Twoja wiara jest mocniejsza od mojej. Paraliżuje mnie irracjonalny lęk, że moja opieszałość zniszczy wszystko, a ten paraliż tylko pogarsza poczucie niemocy. Choć zapewniam Cię, że wiara moja pozostaje niezachwianą, o wielu rzeczach, tajonych w głębinach sumienia wstyd mi mówić, wstyd pisać. To wstyd wstrzymywał mnie przed napisaniem do Ciebie, gdy tylko usłyszałam, że wróciłeś. Nie myśl o mnie źle. Nie chciałam, aby ze słów, jakie zawarłam w tym liście, bił gorzki smak pokuty, lecz aby opływały one w słodycz, z jaką zwykliśmy się do siebie zwracać.
Bo wierzę, że nie wszystko jest stracone.
Na dowód mojej przyjaźni przesyłam dar, jaki otrzymałam od Dziewicy: krokus z górskiej łąki, który odnawia się zawsze w mojej dłoni, tak jak wiara odnawia się wciąż na nowo w moim sercu. Dotknij go. Dotknij go, zanim zniknie. Dotknij purpurowych płatków, rozchylonych lekko, jak wargi, szepczące litanie.
Proszę, wesprzyj mój łamiący się głos w kowenie, gdy przyjdzie czas, aby działać.
Zawsze polecam Cię Matce w swoich modlitwach,
Lorraine