12.02.2025, 09:35 ✶
Prawda była taka, że Lorien nie dość, że była pacjentką upartą, to w dodatku okropnie samolubną. Jakoś nie przyjmowała do wiadomości, że Prewett mógłby nie być w stanie jej leczyć. Postawiona pod ścianą możliwe, że by się ugięła, ale póki był w stanie unieść różdżkę do zaklęć i pióro do wypisania recept - nie widziała powodu do szukania alternatyw.
Skinęła w podziękowaniu głową.
- Wiesz… Każde miejsce, w którym zamieszkam będzie odrobinę bardziej przeklęte. Gdybym chciała przejść na emeryturę pewnie wyjechałabym na… Nie wiem, może na hiszpańską Ibizę?- Zaśmiała się na samą myśl o leżeniu na plaży w słońcu z drinkiem w ręku odpowiednio daleko od wody, żeby nie dostać ataku paniki. Albo w kurorcie. W kurorcie były bary, jakieś dancingi i kompletny brak morderczej wody, w której mogłaby się utopić. Idealne miejsce dla małego wilogowrona.
Nie wyglądała jakby się specjalnie przejęła kwestią Lasu Wisielców czy jakimś rozczłonkowanym ciałem. Na tym etapie życia panią sędzię naprawdę niewiele okrucieństw zdawało się zaskakiwać. Ludzie byli mordowani albo umierali sami z siebie w najróżniejszych okolicznościach - ot, taki był cykl życia.
Little Hangleton miało swój urok kameralnego, odciętego od wścibskich sąsiadów miejsca do życia; przepełnionego tragicznymi historiami, snującymi się po lesie duszami zmarłych i… ciszą. A tej potrzebowała ostatnimi czasy najbardziej.
- Po śmierci mojego męża wyraźnie dano mi do zrozumienia, że nie jestem mile widziana w kamienicy Mulciberów.- Powiedziała miękko. Jakoś zapomniała przy okazji powiedzieć, że sama stamtąd umknęła pod osłoną nocy jak szczur z tonącego okrętu.- Uznałam, że mieszkanie w hotelu, póki nie skończę remontu kamienicy w Little Venice będzie poniżej mojej godności, podobnie jak nocowanie w Ministerstwie albo na kanapie u Alexandra. Anthony zaoferował pomoc - nie było powodu, żeby odmówić.
To, że Lorien od zawsze była blisko Shafiq'a nie było żadną wielką tajemnicą. Przynajmniej dla Prewetta, który trzymał ich oboje pod opieką medyczną.
Cierpliwie znosiła wszelkie mniej i bardziej przyjemne zaklęcia diagnostyczne, starając się nawet nie drgnąć. To nie było trudne; po tylu latach szło się przyzwyczaić do niekiedy dziwnego uczucia przepływu magii przez ciało, miarowego szeptu kolejnych inkantacji. Czy trwało to dłużej niż zwykle? Może trochę, ale Lorien nie zwróciła na to szczególnej uwagi - jak zwykle skupiła się na wszystkim co miała do zrobienia. Przez ten pogrzeb dużo rzeczy w Ministerstwie zaczęło się nawarstwiać, kilka ważnych spraw czekało nieruszonych. No i jeszcze Louvain miał dzisiaj zacząć. Dzisiaj? Tak, chyba tak.
Z powrotem na ziemię ściągnął ją temat… ciastek w kuchni? Spojrzała na kuzyna wyraźnie zaskoczona.
- Basiliusie.- Jej głos po raz pierwszy uderzył w mocniejsze tony. Pozbawione gniewu co prawda, ale twarde. Nieprzejednane.- Nie chcę ciastek.- Dodała nieco łagodniej, ale z miejsca się nie poruszyła. Głównie dlatego, że nie chciała uskuteczniać niepotrzebnych wędrówek wte i wewte. Ciastka były.. zapewne kruche. Drapałyby w podrażnione gardło okruszkami o ostrych krawędziach jak papier ścierny. Może gdyby utopiła je w herbacie… Nie. Szczerze powiedziawszy zrobiło jej się nieco niedobrze na samą myśl o zjedzeniu takiej paskudnej papki. Pobladła jeszcze bardziej pod swoją solidną maską z makijażu.
Skinęła w podziękowaniu głową.
- Wiesz… Każde miejsce, w którym zamieszkam będzie odrobinę bardziej przeklęte. Gdybym chciała przejść na emeryturę pewnie wyjechałabym na… Nie wiem, może na hiszpańską Ibizę?- Zaśmiała się na samą myśl o leżeniu na plaży w słońcu z drinkiem w ręku odpowiednio daleko od wody, żeby nie dostać ataku paniki. Albo w kurorcie. W kurorcie były bary, jakieś dancingi i kompletny brak morderczej wody, w której mogłaby się utopić. Idealne miejsce dla małego wilogowrona.
Nie wyglądała jakby się specjalnie przejęła kwestią Lasu Wisielców czy jakimś rozczłonkowanym ciałem. Na tym etapie życia panią sędzię naprawdę niewiele okrucieństw zdawało się zaskakiwać. Ludzie byli mordowani albo umierali sami z siebie w najróżniejszych okolicznościach - ot, taki był cykl życia.
Little Hangleton miało swój urok kameralnego, odciętego od wścibskich sąsiadów miejsca do życia; przepełnionego tragicznymi historiami, snującymi się po lesie duszami zmarłych i… ciszą. A tej potrzebowała ostatnimi czasy najbardziej.
- Po śmierci mojego męża wyraźnie dano mi do zrozumienia, że nie jestem mile widziana w kamienicy Mulciberów.- Powiedziała miękko. Jakoś zapomniała przy okazji powiedzieć, że sama stamtąd umknęła pod osłoną nocy jak szczur z tonącego okrętu.- Uznałam, że mieszkanie w hotelu, póki nie skończę remontu kamienicy w Little Venice będzie poniżej mojej godności, podobnie jak nocowanie w Ministerstwie albo na kanapie u Alexandra. Anthony zaoferował pomoc - nie było powodu, żeby odmówić.
To, że Lorien od zawsze była blisko Shafiq'a nie było żadną wielką tajemnicą. Przynajmniej dla Prewetta, który trzymał ich oboje pod opieką medyczną.
Cierpliwie znosiła wszelkie mniej i bardziej przyjemne zaklęcia diagnostyczne, starając się nawet nie drgnąć. To nie było trudne; po tylu latach szło się przyzwyczaić do niekiedy dziwnego uczucia przepływu magii przez ciało, miarowego szeptu kolejnych inkantacji. Czy trwało to dłużej niż zwykle? Może trochę, ale Lorien nie zwróciła na to szczególnej uwagi - jak zwykle skupiła się na wszystkim co miała do zrobienia. Przez ten pogrzeb dużo rzeczy w Ministerstwie zaczęło się nawarstwiać, kilka ważnych spraw czekało nieruszonych. No i jeszcze Louvain miał dzisiaj zacząć. Dzisiaj? Tak, chyba tak.
Z powrotem na ziemię ściągnął ją temat… ciastek w kuchni? Spojrzała na kuzyna wyraźnie zaskoczona.
- Basiliusie.- Jej głos po raz pierwszy uderzył w mocniejsze tony. Pozbawione gniewu co prawda, ale twarde. Nieprzejednane.- Nie chcę ciastek.- Dodała nieco łagodniej, ale z miejsca się nie poruszyła. Głównie dlatego, że nie chciała uskuteczniać niepotrzebnych wędrówek wte i wewte. Ciastka były.. zapewne kruche. Drapałyby w podrażnione gardło okruszkami o ostrych krawędziach jak papier ścierny. Może gdyby utopiła je w herbacie… Nie. Szczerze powiedziawszy zrobiło jej się nieco niedobrze na samą myśl o zjedzeniu takiej paskudnej papki. Pobladła jeszcze bardziej pod swoją solidną maską z makijażu.