A jednak uważała że, nawet jeśli nie chciał tego słuchać, to powinien. Nie mówiła tego po to, żeby go zmusić do swojego myślenia, bo tylko to jej jest prawidłowe, a po to, by sobie to przemyślał. By wyciągnął wnioski i skontrował je ze swoim negatywnym myśleniem. By miał podkład do tego, by poprawić swoje myśli, jeśli uzna to za warte świeczki. Jak miał się stawać lepszą osobą, gdy nie mógł się rozwijać? Ponoć jesteśmy sumą pięciu najbliższych nam osób, czy więc nie było warto tego chociaż wysłuchać? Dlatego mówiła. Mówiła do niego różne rzeczy, nie tylko dzisiaj, a tak ogólnie. Mówiła mu o tym, jak sama widzi świat, by dostrzegł, że są w nim barwy – wcale nie muszą być intensywne, ale nie musi być też szaro i smutno.
Cichutko wypuściła powietrze przez usta i uśmiechnęła się, leciutko kręcąc głową. Saurieluszek upartuszek znowu robił swoje scenki, a ona nie zamierzała się z nim wykłócać czy faktycznie był czy nie był w stanie to zrobić – nie miało to znaczenia.
– To tylko dlatego, że robisz te swoje minki – zachichotała, starając się, by nie brzmiało to tak strasznie poważnie, stąd ten mały żarcik. Ale była to prawda, wydawał się być podejrzany, bo robił… takie miny, jakby zaraz miał coś wywinąć, nawet jeśli tego wcale nie planował. Może to jakaś ogólna nerwowość, albo przekonanie o tym, że tak musi być, skoro został wampirem, jakaś podświadoma nienawiść do siebie? Nie umiała tego rozgryźć, prawda jednak była taka, że wyraz twarzy nie musiał wcale zdradzać intencji i w przypadku Sauriela tego nie robił. Był mylny.
Właściwie to dobrze, że nie było żadnego spięcia na to, co jej się wyrwało, bo jeszcze tego tutaj brakowało: kolejnego dystansu, bo nie umiała trzymać języka za zębami. Na szczęście Sauriel zareagował na to aż nadto spokojnie i Victoria nie była pewna, czy dlatego, że do niego nie dotarło, czy raczej dlatego, że mu to nie przeszkadzało. Dla niej nie był nikim, nie wstydziła się go, jeśli o to chodziło. Lubiła go jako Sauriela, pieszczotliwie nazywała Kotem, ale nie uważała, żeby była tu podstawa, by zniknąć całkowicie. Pracował przecież w Ministerstwie, do jego imienia i nazwiska nie przyklejały się żadne skandale – jedyne, co o nim głośniej mówiono to to, że jest mężem, a nie narzeczonym Victorii, gdy ktoś puścił plotkę, że wzięli potajemny ślub, a później, że się rozstali. To tyle. Niektórzy wiedzieli, że jest wampirem, ale za co mieliby go szukać, przeszukiwać?
Uniosła wyżej brwi. Nie, nie mówił tego, co najwyżej w swoich myślach, których ona nie czytała, ale najwyraźniej biegły po bardzo podobnych torach. A później się na niego zapatrzyła, zaskoczona propozycją, i przez moment po prostu mrugała powiekami. A w końcu się uśmiechnęła.
– Mogę się jeszcze trochę z tobą napić, ale nie za dużo. Muszę być rano na chodzie, nie na kacu. Nie wypada się w ten sposób żegnać – odparła i na moment posmutniała wyraźnie, jej ramiona opadły odrobinę, a ona wydawała się przez moment zagubiona. – Spaceru nie odmówię – dodała, żeby nie było wątpliwości. Chciała tego rozproszenia, potrzebowała go. Tak samo jak chciała spędzić czas z Saurielem, potrzebowała tego. I to był w całości jej wybór.