To, co było w jej oczach i twarzy, to nie był strach. Powinien tam być, ale go nie było – ciekawość i fascynacja zdecydowanie wygrywały, jej instynkt samozachowawczy jak zwykle pozostał uśpiony i to nawet w tak skrajnie niebezpiecznej sytuacji. Jedynym sygnałem, że się denerwowała, była mocno ściśnięta różdżka, aż knykcie jej pobielały i to, że wstrzymała oddech tak bardzo, ze aż rozbolały ją płuca. Teraz dość łapczywie nabrała oddech, jakby właśnie przebiegła maraton – a przecież stała w miejscu, przyrośnięta do tego skrawka podłogi jak słup soli. Ale nie ze strachu, to nie był paraliż przerażenia. To był ktoś, kto bał się mrugnąć, by nie ominąć żadnej ważnej milisekundy tego, co się przed nią rozgrywało.
Astaroth i Sauriel walczyli jak zawodowcy, oboje doskonale wiedzieli, co robią i dlaczego. Nawet nie miała wątpliwości, że nie dałaby sobie z nimi radę w starciu fizycznym bez swojej magii – tym bardziej nie poradziłaby sobie z Saurielem, który mógł pizgnąć zaklęciem nie trzymając różdżki w dłoni. Sama mogła sobie być dość wysportowana, w ostatnich miesiącach znacznie poprawiła się jej kondycja, zarysowały mięśnie, teraz niewidoczne pod ubraniem, ale z nimi – nie, z nimi nie mogła się mierzyć.
Jakież szczęście, że wcale nie musiała.
Sauriel zdołał wlać Astarothowi do gardła eliksir, nastąpiło jeszcze kilka wierzgnięć i warknięć, Sauriel przerzucił sobie nawet młodszego wampira przez ramię, aż się zatrząsnęło pomieszczenie, gdy oboje wylądowali na zimnej, kamiennej podłodze, a Victoria… nawet nie była pewna, kiedy dokładnie zrobiła krok do przodu, a może nawet dwa, że niemalże stykała się nosem z przezroczystą ścianą jej własnego autorstwa, wgapiona w obraz dwójki Adonisów o tak różnej urodzie.
Dotarło do niej po kilku długich sekundach, aż się wzdrygnęła otrząsnęła – i nabrała bardzo głębokiego oddechu.
– Czy wszystko w porządku? – zapytała, a jej głos w tej głuchej ciszy, która nastała po skończonej szamotaninie, musiał brzmieć jak krzyk. Łatwo było zapomnieć o jej obecności – tak to sobie wyobrażała, nie wiedząc, czy raczej nie myśląc o tym, że jej krew musi być dla obu nadal wyczuwalna. – Nic wam nie jest? – tak, to ją interesowało. To oraz… – Astaroth? Jak się czujesz? Działa? – te dwa, najważniejsze pytania. Reszta mogła poczekać, a miała wrażenie, że zaraz dostanie opierdol i to z obu stron. Nieważne. W tej chwili najważniejszy był efekt tego eksperymentu.