Wspaniałość tego pomysłu, żeby próbować pomóc Edgowi, przytłaczała go coraz bardziej. Już kurczył się w samym sobie i czuł tę specyficzną słabość, która sprawiała, że miał ochotę się położyć. Zamiast położenia się podtrzymywał głowę na dłoni, przymknął oczy i modlił się do nienazwanych bogów o niewiadomym pochodzeniu, aby skapnęła na niego cząstka oświecenia. Aby odpowiedzieli na pytanie, co on mógł w ogóle tutaj zrobić i jak sprawić, żeby poszło to spotkanie lepiej. W tej błogosławionej, natchnionej na modlitwy chwili nie wiedział jeszcze, że ta gazeta w dłoni Flynna stanie się prawdziwą bronią.
- Nie wiem, Basiliusie, to ty tu jesteś lekarzem. - Odpowiedział, siląc się na spokojny ton głosu. I wyszedł on zadziwiająco dobrze. Zerknął na kuzyna. - Jakieś eliksiry, żeby chociaż złagodzić te objawy, jeśli nie da się z nimi walczyć. - Bo z tym, żeby nie palił... nie łudził się, że walka miała sens. Nawet pomijając, jak uparty Flynn był, to walka z uzależnieniami nigdy nie była prosta. Mieli tutaj naprawdę wiele problemów - ociupinkę za dużo, żeby się jeszcze decydować na takie skoki. - To mój partner. Proszę, nie mów tej nowiny nikomu, chciałbym sam się posunąć do tego kroku. - Niewypowiedziane: kiedy będę miał siłę znosić spojrzenia pełne zwątpienia (i gorsze) - takie jak twoje - zawisnęło w powietrzu. Basilius jednak błyskawicznie przeszedł nad tym do porządku dziennego, ale to też jakoś szczególnie go nie dziwiło. W końcu widział już niejedno, widział samego Laurenta w niejednym stanie i pewnie swoich pacjentów w jeszcze dziwniejszych. Tym nie mniej... istniała szansa, że nikt z jego rodziny nie był gotów, że Laurent postanowił się związać nie dość, że z mugolakiem, to jeszcze z mężczyzną. Kolejność wymienienia tych dwóch aspektów - przypadkowa.
Nie miał już siły, kiedy zaczęła się ta rozmowa. I w żadnym wypadku nie był gotów na to, że Flynn zrobi coś gorszego niż zgrywanie obrażonego dziecka. Skonfundowanie sprawiło, że Laurent nawet nieco uniósł głowę, oderwał ją od dłoni i automatycznie skierował wzrok na rzuconą gazetę. Pobladnięcie jednak w jego wykonaniu nadal było całkiem możliwe, a na pewno widać było zgrozę na twarzy blondyna, kiedy sięgnął po gazetę i przysunął ją odrobinę do siebie. Fenomenalny nagłówek i słowa Flynna to nie było jednak wszystko, o nie! Akrobata postanowił ich zaszczycić ciągiem dalszym opowieści. A Laurent poczuł, że robi mu się niedobrze. Że żołądek mu się ściska, że go mdli i że zrobiło mu się naprawdę słabo.
- Przepraszam na chwilę... - Wymruczał niewyraźnie i podniósł się na niepewnych nogach, żeby skierować się do łazienki. I tam zamknąć za sobą drzwi.