Richard patrzył pod względem bezpieczeństwa dla swojego brata i bratanka. Jeden miałby porządną ochronę w postaci syna, a drugi byłby poza zasięgiem Ministerstwa. Kwestia załatwiania papierów, czy nielegalnego przekroczenia granic, nie byłaby w sumie problemem. Tym samym, ojciec z synem mieli więcej czasu na poznanie się. A jeżeli nie, dlaczego więc Robert nie zabrał jego? Swojego brata? Lorien była najgorszym wyborem na towarzysza podróży.
Temat ten nie był już kontynuowany. Richard przeszedł do innej sprawy, skoro już tutaj jest. Tym samym mając pewność o zabezpieczeniu, że rozmowa jest tylko między nimi, podjął temat dotyczący Issaca Bagshota. Pytania jakie zadawał Stanley były bardzo słuszne, trafne. Richard westchnął, próbując zebrać słowa, jak to przedstawić bratankowi. Musiał chwilę pomyśleć.
- Charles dał się namówić na zrobienie świeczek w kształcie fallusów. Podobno było to zamówienie indywidualne dla klienta. Na Lammas, zaprezentował je właśnie Bagshotowi, a ten nagłośnił temat na cały kiermasz. Skompromitowało nasze nazwisko i biznes. Robert źle to zniósł. Gorzej było później, kiedy dzień czy dwa po tym zdarzeniu, ukazał się wywiad z Charlesem w Czarownicy, przeprowadzony właśnie przez Bagshota. W sposób bardziej poniżający naszą rodzinę. Nie muszę chyba dodawać, jak bardzo Robert się wściekł a ja… Musiałem ukarać syna.Ostatnie zdanie nie przeszło mu łatwo powiedzieć, kiedy przypomniał sobie tę rozmowę. Ale musiał zrobić co konieczne. Inaczej Charles nie nauczyłby się odpowiedzialności. Bowiem łagodniejsze rozmowy do niego niedocierany.
- Nie mam pojęcia kim, poza byciem manipulacyjnym dziennikarzem, jest Issac Bagshot. O jego istnieniu dowiedziałem się przez Charlesa i całą tę szopkę. Może spróbuj dowiedzieć się czegoś więcej o jego rodzicach? To ułatwi sprawę, by wiedzieć, z której gałęzi wykiełkował.
Dokończył udzielanie odpowiedzi na pytania. W kwestii Sophie, przyjął skinieniem głowy do wiadomości przekaz, że rozumie. Nie rozwijał tematu w jej sprawie. Nie jego córka. Miał swoje problemy z chłopakami i to na nich powinien bardziej skupić uwagę.
Dowiedzenie się o rodzicach Issaca powinno ułatwić też sprawę, aby wiedzieć, czy nie jest czasem dziedzicem z jakiejś głównej gałęzi tej rodziny i znanych Bagshotów. Richard nie chciał rzucać Stanleya na pożarcie i wierzył, że będzie pod tym względem bardzo ostrożny. Liczył na to.
- Jeżeli to się okaże niewykonalne, to powiedz. Załatwię to inaczej."Na swoich zasadach." - dokończył w myślach. Być może posuwając się do metod jakie chciałby zastosować jego syn, Leonard. Ekologicznie. Medycznie.