13.02.2025, 11:50 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.02.2025, 11:55 przez Lorraine Malfoy.)
—07/09/1972—
Odpowiedź na ten list. Do listu, opatrzonego oficjalną pieczęcią Necronomiconu, dołączona była niewielkich rozmiarów paczuszka.
Londyn, 7 IX 1972 r.
Szanowny Panie,
Człowiek rodzi się po to, aby umrzeć. Choć każdy z nas trwa w przeświadczeniu o własnej niezniszczalności, wszyscy nieuchronnie zmierzamy ku temu samemu kresowi, różniąc się jedynie drogą, jaką wybieramy, aby doń dotrzeć. Niektórzy przyjmują śmierć z pokorą i godnością. Inni, niechętnie uznając jej nieuniknioność, rzucają się w wir coraz to nowych skandali, łudząc się, że nagłówki gazet staną się dla nich substytutem nieśmiertelności: pomnikiem wzniesionym na nekropolii wieczności, wspanialszym od mezopotamskich zigguratów czy egipskich piramid. Ale nawet najwspanialszy pomnik nagrobny nie ochroni przed zapomnieniem, jeśli nazwisko, które na nim wyryto, staje się synonimem hańby.
Nie wątpię w Pańskie szlachetne intencje, tak jak nie wątpię, że w naturze ludzkiej leży dążenie do rzeczy niemożliwych. Jedni próbują zgłębić istotę wszechświata, inni dosięgnąć boskości, a jeszcze inni – sprawić, by cudze zasady moralne nagięły się do ich własnej wygody. Muszę jednak z przykrością oznajmić, że Pańskie wysiłki w tej ostatniej kategorii, choć godne podziwu w swym uporze, pozostają skazane na porażkę.
Zarząd Necronomiconu nie może sobie pozwolić na luksus lekceważenia opinii publicznej. Zmuszona jestem odrzucić zatem propozycję spotkania: nie mogę i nie chcę spotkać się osobiście, bo naraziłoby to na szwank renomę Necronomiconu. Nasza instytucja cieszy się nienaganną reputacją, ponieważ – w przeciwieństwie do niektórych – rozumie wartość godnego milczenia.
Co do napaści, o której raczył Pan wspomnieć – proszę wybaczyć, ale nie potrafię podać jej motywów. Byłoby to równie daremne, co poszukiwanie logiki w ruchach robaka toczącego zwłoki. Jakże słodkie jest to złudzenie, że każda zbrodnia ma swoje logiczne uzasadnienie, że każdy akt przemocy można sprowadzić do rozsądnej kalkulacji przyczyn i skutków! Przemoc jest ślepa, instynktowna i bezrozumna. Nie można jej umotywować. Szukanie sensu w aktach przemocy jest równie daremne, co dociekanie, dlaczego rozkład pochłania ciało. Przemoc można jedynie odnotować, licząc, że zapisze się jak nekrolog w rubryce wydarzeń minionych, a nie jak sensacja na pierwszych stronach gazet.
Zdaję sobie sprawę, że przy aktualnej liczbie artykułów, jakie media poświęcają Pańskiej rodzinie, można się nieco pogubić w zawiłościach drzewa genealogicznego Mulciberów, ale nie mam najmniejszych wątpliwości co do tego, kto jest robakiem drążącym jego korzenie. Twarz sprawcy zapadła mi w pamięć. Pański krewny miał swój drobny moment nieśmiertelności w bezpruderyjnej sesji zdjęciowej, która ukazała się na łamach "Czarownicy". To ten sam jegomość, który w sierpniu raczył zwrócić na siebie moją uwagę posyłając mi świecę w kształcie męskiego członka. Gest tak prymitywny, że nawet na tle historii rodu Mulciber mógłby uchodzić za pewnego rodzaju novum. Zaufałam wówczas słowu świętej pamięci Roberta Mulcibera, że podobna sytuacja się nie powtórzy. Byłam w błędzie. Niedotrzymanie tej obietnicy to afront dla jego pamięci i dla zaufania, jakim darzyły się niegdyś nasze rodziny.
Życzę Panu wszelkiej pomyślności w przyszłych zamierzeniach, ufając, że ich charakter będzie sprzyjał budowaniu reputacji, której nie trzeba będzie później korygować sprostowaniami w prasie. Chciałabym sądzić, że cała sytuacja nie nadwerężyła Pańskich nerwów, dlatego też, w geście dobrej woli, pozwalam sobie załączyć do niniejszego listu skromny podarek: kilka kadzideł o działaniu uspokajającym. Być może znajdzie Pan dla nich zastosowanie w chwilach jakże potrzebnej refleksji nad jakością Pańskich relacji rodzinnych. Proszę się nie kłopotać podziękowaniami. Niektóre podarki, winno się przyjmować tak, jak przyjmuje się śmierć. Dym kadzidła i dym stosów pogrzebowych nie różnią się aż tak bardzo.
Zarząd Necronomiconu
Lorraine Malfoy