-Dopóki mamy na to miejsce... I dopóki Benji się do tego nie dostanie - westchnął, spoglądając w stronę swojego pokoju, czy psiak nie wyglądał na nich.
W otwartych drzwiach psiaka nie było widać, więc albo spał, albo po prostu leżał na swoim posłaniu, bo z pokoju również nie dochodziły żadne dźwięki, charakterystyczne dla aktywności psa.
-Miałem małą nadzieję na pomidora, ale truskawka też może być - zaśmiał się lekko. -Twój ojciec też się tak ucieszył na tę nowinę?
W takich momentach Jessie tylko trochę żałował, że nie poznał swoich dziadków, ale tylko dlatego, że również mógłby wyobrazić sobie rodziców Charlotte na skraju zawału, podczas gdy ich córka, tuląc się do ramienia przyjaciela, którego dawniej rodzice wybrali na jej narzeczonego, oznajmiała im, że wychodzi za niego.
-Podpiszcie się pod tym zaproszeniem oboje - może Jonathan też by się pośmiał z reakcji niedoszłej teściowej. -Myślisz, że ucieszyłaby się z kartki na Dzień Babki od wnuków? - uniósł brew zza kubka ze stygnącą herbatą.
Gdyby tak on, Rita i Theo podpisali się pod taką kartą... Odcisnąłby na niej nawet łapę Benjiego, żeby go przedstawić, jako czwartego wnuka. Wciąż go korciło, żeby nauczyć Benjiego gryźć kapcie na komendę "Persephone".
Puknięcie palcem w czoło przyjął z grymasem, marszcząc nos, Wielce Niezadowolony z tego gestu.
-Dlaczego? Nie wolałabyś takiego oryginalnego? Robionego specjalnie dla ciebie, a nie takiego ze sklepu? Kto wie, ile kobiet wcześniej je przymierzało? - absolutnie nie miał zamiaru nawet pytać któregokolwiek z goblinów o zrobienie dla jego matki pierścionka, dopóki sama by go o to nie spytała, ale pożartować nadal mógł.
A potem padło pytanie i zawisła między nimi cisza, kiedy patrzyli na siebie Bardzo Uważnie. I w tej ciszy Jasperowi wydawało się, że słyszał nawet, jak sąsiad z mieszkania wyżej zaczyna kaszleć.
-Tak - odpowiedział Bardzo Poważnie, wyprostowany, jak struna, z kubkiem herbaty opartym o łydkę.
A po krótkiej chwili, podczas której Charlotte mogła zareagować na tę odpowiedź, Jasper rozluźnił się i przechylił lekko głowę, ale wyraz jego twarzy nie zmienił się.
-Trochę trudno żadnego nie spotkać, kiedy się z nimi pracuje, nie sądzisz?