13.02.2025, 15:41 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.02.2025, 15:55 przez Cathal Shafiq.)
W pierwszej chwili Cathal uznał, że z Thomasem Figgiem coś jest bardzo nie tak. Shafiq nigdy nie słyszał o rasie hobbitów – były gobliny, skrzaty domowe, ale na pewno nie żadni hobbici – a wierzył w swoją wiedzę i absolutną pamięć na tyle mocno, by być pewnym, że jeśli nie natknął się na informacje o jakichś stworzeniach, to te stworzenia nie istniały.
W drugiej chwili, gdy Thomas zaczął wyjaśniać, że to wszystko z jakiejś mugolskiej książki, w której mugolski pisarz stworzył cały świat, Cathal po prostu sięgnął po papierosa. Odpalił go, zaciągnął się dymem i nie odezwał się ani przez całą przemowę klątwołamacza, ani gdy ten skończył mówić. Postanowił raz w życiu być dyplomatyczny i nie zdradził niczego z tego, co sobie myślał, ani słowem, ani miną (ciocia na pewno byłaby z niego bardzo dumna). Odezwał się dopiero, kiedy Ginny wspomniała o Nell.
– Nie omieszkam spytać jej, czy nie jest Hobbitem. Jeśli jeszcze ta nacja jest szczególnie złośliwa, to naprawdę mają wiele wspólnego – skwitował, chociaż tak naprawdę ani myślał pytać o coś takiego Nell Bagshot. Za samo sugerowanie jej jakiejś miłości do nor, prawdopodobnie oberwałby po głowie (chociaż musiałaby wspiąć się na jakiś stolik, żeby tej dosięgnąć, biorąc pod uwagę, że była konusem).
Cathal był nieświadomy, że gdyby Nell przeczytała książki i poznała szczegóły, włącznie z tymi bosymi, dużymi stopami, to zapewne skończyłoby się nie na dostaniu po głowie, a morderstwie w afekcie.
– W takim razie do obozu.
Nie sprzeczał się z nimi, bo i sam, po prawdzie, palił się teraz do tego, by wrócić do obozu i przyjrzeć się znalezisku. Tajemniczy pergamin, zostawiony jeśli nie przez Cassandrę, to być może jakichś jej krewnych, był dla niego interesujący już choćby dlatego, że był ewidentnie stary – a istniała przecież całkiem spora szansa, że znajdą na nim jakieś wskazówki co do filarów. Interesowało go to dużo bardziej niż rozmówki z mugolami (którymi faktycznie pewnie najchętniej potrząsałby po prostu, dopóki nie wytrząsłby z nich wszystkich odpowiedzi).
Zdeptał niedopałek, spojrzał jeszcze na Thomasa i Ginewrę, jakby upewniając się, że żadne z nich nie zmieniło zdania, a potem znikł z cichym trzaskiem, by pojawić się w pobliżu obozu archeologicznego.
*
Zadbanie o to, aby na pewno nie uszkodzić zawartości tubki, wymagało trochę czasu. Nie dało się tego zrobić od ręki, ale kolejnego dnia, mając pod ręką odpowiednie narzędzia, eliksiry i jednego ze specjalistów od rzemiosła, mogli rozwinąć pergamin, pokryty rysunkami oraz runami. Pierwsze oględziny nie przyniosły wprawdzie odpowiedzi na pytanie, co dokładnie oznaczały te wszystkie notatki – ale po odrobinie pracy dało się wreszcie dostrzec wzór. Rysunki na pewno były związane z filarami i ich rozmieszczeniem, a dodatkowe treści zdawały się sugerować, że ktoś z Blackwoodów starał się znaleźć sposób na to, aby dezaktywować je na dobre…
W drugiej chwili, gdy Thomas zaczął wyjaśniać, że to wszystko z jakiejś mugolskiej książki, w której mugolski pisarz stworzył cały świat, Cathal po prostu sięgnął po papierosa. Odpalił go, zaciągnął się dymem i nie odezwał się ani przez całą przemowę klątwołamacza, ani gdy ten skończył mówić. Postanowił raz w życiu być dyplomatyczny i nie zdradził niczego z tego, co sobie myślał, ani słowem, ani miną (ciocia na pewno byłaby z niego bardzo dumna). Odezwał się dopiero, kiedy Ginny wspomniała o Nell.
– Nie omieszkam spytać jej, czy nie jest Hobbitem. Jeśli jeszcze ta nacja jest szczególnie złośliwa, to naprawdę mają wiele wspólnego – skwitował, chociaż tak naprawdę ani myślał pytać o coś takiego Nell Bagshot. Za samo sugerowanie jej jakiejś miłości do nor, prawdopodobnie oberwałby po głowie (chociaż musiałaby wspiąć się na jakiś stolik, żeby tej dosięgnąć, biorąc pod uwagę, że była konusem).
Cathal był nieświadomy, że gdyby Nell przeczytała książki i poznała szczegóły, włącznie z tymi bosymi, dużymi stopami, to zapewne skończyłoby się nie na dostaniu po głowie, a morderstwie w afekcie.
– W takim razie do obozu.
Nie sprzeczał się z nimi, bo i sam, po prawdzie, palił się teraz do tego, by wrócić do obozu i przyjrzeć się znalezisku. Tajemniczy pergamin, zostawiony jeśli nie przez Cassandrę, to być może jakichś jej krewnych, był dla niego interesujący już choćby dlatego, że był ewidentnie stary – a istniała przecież całkiem spora szansa, że znajdą na nim jakieś wskazówki co do filarów. Interesowało go to dużo bardziej niż rozmówki z mugolami (którymi faktycznie pewnie najchętniej potrząsałby po prostu, dopóki nie wytrząsłby z nich wszystkich odpowiedzi).
Zdeptał niedopałek, spojrzał jeszcze na Thomasa i Ginewrę, jakby upewniając się, że żadne z nich nie zmieniło zdania, a potem znikł z cichym trzaskiem, by pojawić się w pobliżu obozu archeologicznego.
*
Zadbanie o to, aby na pewno nie uszkodzić zawartości tubki, wymagało trochę czasu. Nie dało się tego zrobić od ręki, ale kolejnego dnia, mając pod ręką odpowiednie narzędzia, eliksiry i jednego ze specjalistów od rzemiosła, mogli rozwinąć pergamin, pokryty rysunkami oraz runami. Pierwsze oględziny nie przyniosły wprawdzie odpowiedzi na pytanie, co dokładnie oznaczały te wszystkie notatki – ale po odrobinie pracy dało się wreszcie dostrzec wzór. Rysunki na pewno były związane z filarami i ich rozmieszczeniem, a dodatkowe treści zdawały się sugerować, że ktoś z Blackwoodów starał się znaleźć sposób na to, aby dezaktywować je na dobre…
Koniec sesji