13.02.2025, 22:09 ✶
Anthony czasem zastanawiał się, czy u niego w ogóle przejawiła się "najlepsza wersja siebie" i czy mógł znaleźć w pamięci moment, gdzie otwarcie mógłby być sobą. Rodziny się nie wybierało, pogodził się ze swoją rolą — teoretycznie rzecz jasna — skoro chroniło to jego młodsze rodzeństwo, ale wciąż wierzył, że Stanley powinien nosić sygnet, który tkwił na jego dłoni. Nie rozumiał powodu, dla którego dziadek wybrał akurat jego i myśl, że mogło to być z litości, upychał gdzieś głęboko w sobie. Bo on przecież w ogóle się nie nadawał. Był impulsywny, porywczy i częściej działał sercem, niż głową. Ku niezadowoleniu starszyzny, to nie było jeszcze przesiąknięte złem i czarną magią, nawet jeśli opanował sztukę hipnozy i był komornikiem. Starał się w ostatnich tygodniach, dawał z siebie wszystko, ale czasem emocje potrzebowały znaleźć ujścia i to przybierało różne, mniej lub bardziej zdrowe formy, jak alkohol lub sport. Westchnął, przymykając na chwilę oczy. Nie skupiał się na budynku, który przypominał mu o tym, co ciążyło nad głową, a skupiał się na bezkresnym niebie i ciemniejącym z każdą sekundą horyzoncie.
A potem się zakrztusił i zamrugał zaskoczony. Jego systemy obronne działały szybko, obracał niepożądane reakcje w żart lub w bycie bezczelnym. Przyjrzał się znajomej twarzy, której przecież od tak dawna nie widział i pierwszy raz od dawna trochę się wystraszył samego siebie. Bo skoro znów pojawił się obraz jego sumienia, to znaczyło, że nie było z nim tak dobrze, jakby sobie tego życzył. Zwilżył wargi, pozbywając się z nich resztek pitego alkoholu. Nie wiedział, dlaczego jego duchowa część przybrała tak elegancki i spokojny obraz, ale może to był kontrast, który całe życie mu towarzyszył. Wkładał garnitur i też był taki dostojny, a potem zrzucał marynarkę, rozpinał górny guzik koszuli po pozbyciu się krawatu, a diabelskie ogniki tańczyły w jego tęczówkach.
- Jeśli zastanawiałbym się głębiej nad tym, czego urzeczywistnieniem jesteś, obawiałbym się nawracającej choroby psychicznej. Czym innym masz być? Zjawiasz się zawsze w momentach, gdy przechodzę jakieś wewnętrzne konflikty lub sobie nie radzę. - odparł z delikatnym wzruszeniem ramion, nie czując w ogóle potrzeby bycia wstrzemięźliwym i ostrożnym w słowach. Znał swoje sumienie lub raczej ono znało jego, widział go w jego słabych momentach, gdy na ciele piętrzyły się rany i siniaki, gdy oczy miał podkrążone od płaczu, do którego za nic nie chciał się przyznać pomimo bycia dzieckiem. - No i przede wszystkim, jesteś taki sam, jak zawsze. Może jesteś odbiciem mojej poważnej części osobowości, która próbuje dojść do głosu i powiedzieć mi, że nie wygram?
Gdybał głośno, poprawiając się na drewnianym siedzisku. Szkocki wiatr sprawił, że policzki miał delikatne różowe, a ułożona wcześniej fryzura pogrążyła się w chaosie, przez co kilka brązowych, wijących się delikatnie włosów, spadło mu na czoło. Ignorował je.
- Ludzie są jak rzeka, zmieniają się, to prawda. Wolę jednak stwierdzenie, że się dostosowałem. - odparł, odwracając twarz w jego stronę i lustrując bladą twarz wzrokiem, przekręcił głowę na bok. W sumie nic dziwnego, że jego sumienie (oby nie choroba psychiczna) chciało dokonać ponownej oceny. Wiele się zmieniło od ich ostatniego spotkania — był wyższy, silniejszy i bardziej wysportowany. Nie marzył już o Brennie, nie powstrzymywał się w pracy i naprawdę dobrze podrabiał papiery. Osiągnął jakiś sukces, miał przyjaciół i mógłby nawet pozwolić sobie na ekskluzywną kurwę, gdyby chciał. Był jednak gentlemanem, szanował kobiety i ze względu na swoją kryzysową, przypadkową narzeczoną, był naprawdę grzeczny. Nie chciał jej upokorzyć. - Czasem głupie rzeczy nie są aż tak głupie, jak się wydają, bo okazują się działać, wiesz o tym? - prychnął, wywracając oczami i pociągnął krótki łyk, aby zaraz odstawić butelkę na bok. Co za bezczelny typ, niewątpliwie mieli ze sobą coś wspólnego i to w większym stopniu, niż łóżko i okno.
- Nadal jestem tym zaskoczony. Mają lepszy wybór, niż ja. - zauważył, zerkając mimowolnie na sygnet. Nie lubił go, biżuteria czasem zdawała się palić mu skórę i przypominać o tym, co powinien robić i jednocześnie o porzucaniu tego, co chciał robić. Było to słodko gorzkie, a on był idiotą, bo praktycznie go nie zdejmował. Nawet jeśli go nie chciał. - A co pijasz? Śmietankę z moich zwykle.. hmm, pozostawiających wiele do życzenia decyzji? Czy może likier z bezczelności? Niech zgadnę, pojawiłeś się tu przez moje teatralne zaręczyny z Rosie i to, jak popsuły plany? Mam większe wyrzuty sumienia, niż myślałem?
Wskazał na niego palcem w naturalnym geście oburzenia, a potem zaśmiał się i pokręcił głową, przeklinając brzydko pod nosem. Odechciało mu się jakoś pić, ale dłonie instynktownie zaczęły błądzić po odzieniu w poszukiwaniu kieszeni i schowany tam papierosów. - Wyglądasz, jakbyś był mną bardzo rozczarowany. Tak, jak ja czasem, gdy patrzę na swoje odbicie.
A potem się zakrztusił i zamrugał zaskoczony. Jego systemy obronne działały szybko, obracał niepożądane reakcje w żart lub w bycie bezczelnym. Przyjrzał się znajomej twarzy, której przecież od tak dawna nie widział i pierwszy raz od dawna trochę się wystraszył samego siebie. Bo skoro znów pojawił się obraz jego sumienia, to znaczyło, że nie było z nim tak dobrze, jakby sobie tego życzył. Zwilżył wargi, pozbywając się z nich resztek pitego alkoholu. Nie wiedział, dlaczego jego duchowa część przybrała tak elegancki i spokojny obraz, ale może to był kontrast, który całe życie mu towarzyszył. Wkładał garnitur i też był taki dostojny, a potem zrzucał marynarkę, rozpinał górny guzik koszuli po pozbyciu się krawatu, a diabelskie ogniki tańczyły w jego tęczówkach.
- Jeśli zastanawiałbym się głębiej nad tym, czego urzeczywistnieniem jesteś, obawiałbym się nawracającej choroby psychicznej. Czym innym masz być? Zjawiasz się zawsze w momentach, gdy przechodzę jakieś wewnętrzne konflikty lub sobie nie radzę. - odparł z delikatnym wzruszeniem ramion, nie czując w ogóle potrzeby bycia wstrzemięźliwym i ostrożnym w słowach. Znał swoje sumienie lub raczej ono znało jego, widział go w jego słabych momentach, gdy na ciele piętrzyły się rany i siniaki, gdy oczy miał podkrążone od płaczu, do którego za nic nie chciał się przyznać pomimo bycia dzieckiem. - No i przede wszystkim, jesteś taki sam, jak zawsze. Może jesteś odbiciem mojej poważnej części osobowości, która próbuje dojść do głosu i powiedzieć mi, że nie wygram?
Gdybał głośno, poprawiając się na drewnianym siedzisku. Szkocki wiatr sprawił, że policzki miał delikatne różowe, a ułożona wcześniej fryzura pogrążyła się w chaosie, przez co kilka brązowych, wijących się delikatnie włosów, spadło mu na czoło. Ignorował je.
- Ludzie są jak rzeka, zmieniają się, to prawda. Wolę jednak stwierdzenie, że się dostosowałem. - odparł, odwracając twarz w jego stronę i lustrując bladą twarz wzrokiem, przekręcił głowę na bok. W sumie nic dziwnego, że jego sumienie (oby nie choroba psychiczna) chciało dokonać ponownej oceny. Wiele się zmieniło od ich ostatniego spotkania — był wyższy, silniejszy i bardziej wysportowany. Nie marzył już o Brennie, nie powstrzymywał się w pracy i naprawdę dobrze podrabiał papiery. Osiągnął jakiś sukces, miał przyjaciół i mógłby nawet pozwolić sobie na ekskluzywną kurwę, gdyby chciał. Był jednak gentlemanem, szanował kobiety i ze względu na swoją kryzysową, przypadkową narzeczoną, był naprawdę grzeczny. Nie chciał jej upokorzyć. - Czasem głupie rzeczy nie są aż tak głupie, jak się wydają, bo okazują się działać, wiesz o tym? - prychnął, wywracając oczami i pociągnął krótki łyk, aby zaraz odstawić butelkę na bok. Co za bezczelny typ, niewątpliwie mieli ze sobą coś wspólnego i to w większym stopniu, niż łóżko i okno.
- Nadal jestem tym zaskoczony. Mają lepszy wybór, niż ja. - zauważył, zerkając mimowolnie na sygnet. Nie lubił go, biżuteria czasem zdawała się palić mu skórę i przypominać o tym, co powinien robić i jednocześnie o porzucaniu tego, co chciał robić. Było to słodko gorzkie, a on był idiotą, bo praktycznie go nie zdejmował. Nawet jeśli go nie chciał. - A co pijasz? Śmietankę z moich zwykle.. hmm, pozostawiających wiele do życzenia decyzji? Czy może likier z bezczelności? Niech zgadnę, pojawiłeś się tu przez moje teatralne zaręczyny z Rosie i to, jak popsuły plany? Mam większe wyrzuty sumienia, niż myślałem?
Wskazał na niego palcem w naturalnym geście oburzenia, a potem zaśmiał się i pokręcił głową, przeklinając brzydko pod nosem. Odechciało mu się jakoś pić, ale dłonie instynktownie zaczęły błądzić po odzieniu w poszukiwaniu kieszeni i schowany tam papierosów. - Wyglądasz, jakbyś był mną bardzo rozczarowany. Tak, jak ja czasem, gdy patrzę na swoje odbicie.