13.02.2025, 23:26 ✶
Charles odwrócił się tyłem do Rodolphusa i pilnując, by Lestrange nie zobaczył za dużo, wciągnął bokserki. Był gotowy do pójścia do łóżka, bo i pora była późna, a rano czekała praca, a przed nią spotkanie z Richardem, o którym zdążył zapomnieć w ciągu dnia. Odrzucił ręcznik na bok, na tworzącą się na podłodze kupkę rzeczy do prania. Brokat skrzył się w magicznym świetle.
- Nie martwię się o to, że coś może jej grozić. - Powiedział powoli, przecierając oko. Miał wrażenie, że wciąż nieco go piekło. - Tylko że może wpaść w złe towarzystwo. Już wpadła, tak właściwie. - Podsumował, a temat siostry zdecydowanie psuł atmosferę wilgotnej łazienki. Cokolwiek Scarlett planowała, Charlie nie miał już na to wpływu. Po ich ostatniej sprzeczce nie zdziwiłby się, gdyby nie chciała z nim wcale rozmawiać. - Zostaw ją, jest dorosła. Z drugiej strony, z ciekawości: jak mógłbyś się upewnić?
Rodolphus, choć tak bliski i wspierający, w gruncie rzeczy pozostawał zagadką. Być może to jego praca miała na to wpływ, a może powiązania z tą dziwną sprawą, która miała pozbyć się ze świata mugolactwa raz na zawsze. Rolph pokazał część swoich umiejętności, gdy mierzył się z Leonem, i Charles wiedział, że lepiej pozostać po jego dobrej stronie. Nie, żeby choć dopuszczał do siebie możliwość zmiany frontów.
- Nie martw się, nie wpadnę na Nokturn i nie zacznę rozpytywać przechodniów o Orfeusza. - Zapewnił, jakby czytał Rolphowi w myślach. Nie miał planu, a Maeve była tylko możliwością, która jednak zaraz została odrzucona. Nie zamierzał tracić oka, nie na widelcu.
Chciał powiedzieć więcej, zapewne coś w swoim odczuciu cwanego, lecz ledwie zdążył się uśmiechnąć, gdy zobaczył błyskotkę w dłoniach Lestrange. Uniósł lekko brwi, a jego uśmieszek odpadł do wyrazu zdziwienia. Przez moment nie odzywał się, gdy łapał w dłoń wisiorek na łańcuszku, by zatrzymać jego wahanie i przyjrzeć się kształtom.
- Dla mnie? - Dopytał ostrożnie, słusznie zaskoczony. - Ty masz drugi? Rodolphusie… dziękuję. - Uśmiechnął się znów na powrót, przenosząc spojrzenie z serca na twarz przyjaciela. Przytyk nie zranił go, bo i nie mógł zakłamywać faktów. Rodolphus łatwo go pokonał. - To zabezpieczenie, żebyś wiedział, kiedy zabłądzę na Noktrun, prawda? W takim razie już nie chcę, nie będę już szukał tego szczura. - Postanowił z przekorą godną małego dziecka. Nie zmniejszał i tak już niewielkiego dystansu, ale złapał na moment wolną dłoń Lestrange'a, by ścisnąć ją lekko. - Dziękuję. Jak cię znajdę, jeśli będziesz potrzebował pomocy? Co wskaże mi drogę?
- Nie martwię się o to, że coś może jej grozić. - Powiedział powoli, przecierając oko. Miał wrażenie, że wciąż nieco go piekło. - Tylko że może wpaść w złe towarzystwo. Już wpadła, tak właściwie. - Podsumował, a temat siostry zdecydowanie psuł atmosferę wilgotnej łazienki. Cokolwiek Scarlett planowała, Charlie nie miał już na to wpływu. Po ich ostatniej sprzeczce nie zdziwiłby się, gdyby nie chciała z nim wcale rozmawiać. - Zostaw ją, jest dorosła. Z drugiej strony, z ciekawości: jak mógłbyś się upewnić?
Rodolphus, choć tak bliski i wspierający, w gruncie rzeczy pozostawał zagadką. Być może to jego praca miała na to wpływ, a może powiązania z tą dziwną sprawą, która miała pozbyć się ze świata mugolactwa raz na zawsze. Rolph pokazał część swoich umiejętności, gdy mierzył się z Leonem, i Charles wiedział, że lepiej pozostać po jego dobrej stronie. Nie, żeby choć dopuszczał do siebie możliwość zmiany frontów.
- Nie martw się, nie wpadnę na Nokturn i nie zacznę rozpytywać przechodniów o Orfeusza. - Zapewnił, jakby czytał Rolphowi w myślach. Nie miał planu, a Maeve była tylko możliwością, która jednak zaraz została odrzucona. Nie zamierzał tracić oka, nie na widelcu.
Chciał powiedzieć więcej, zapewne coś w swoim odczuciu cwanego, lecz ledwie zdążył się uśmiechnąć, gdy zobaczył błyskotkę w dłoniach Lestrange. Uniósł lekko brwi, a jego uśmieszek odpadł do wyrazu zdziwienia. Przez moment nie odzywał się, gdy łapał w dłoń wisiorek na łańcuszku, by zatrzymać jego wahanie i przyjrzeć się kształtom.
- Dla mnie? - Dopytał ostrożnie, słusznie zaskoczony. - Ty masz drugi? Rodolphusie… dziękuję. - Uśmiechnął się znów na powrót, przenosząc spojrzenie z serca na twarz przyjaciela. Przytyk nie zranił go, bo i nie mógł zakłamywać faktów. Rodolphus łatwo go pokonał. - To zabezpieczenie, żebyś wiedział, kiedy zabłądzę na Noktrun, prawda? W takim razie już nie chcę, nie będę już szukał tego szczura. - Postanowił z przekorą godną małego dziecka. Nie zmniejszał i tak już niewielkiego dystansu, ale złapał na moment wolną dłoń Lestrange'a, by ścisnąć ją lekko. - Dziękuję. Jak cię znajdę, jeśli będziesz potrzebował pomocy? Co wskaże mi drogę?