14.02.2025, 10:40 ✶
Ostatnim razem gdy tu był, zgubił sakiewkę. To znaczy zgubił - to nie było właściwe słowo. Nie zgubił, a ktoś ją sobie bezczelnie przywłaszczył. Tym razem jednak miał na tyle szczęścia, że mógł nie niepokojony dotrzeć do knajpy, a nawet otworzyć jej drzwi, krzywiąc się pod wpływem nieprzyjemnych zapachów, pochodzących z latryny obok. Żałował, że nie rzucił wcześniej jakiegoś zaklęcia na chociażby chustkę, którą mógłby zatkać nos. Nie był koronerem czy kimkolwiek, kto codziennie obcował z trupami: mózgi, które badał, nie miały tej nieprzyjemnej woni ekskrementów a jego obiekty badań były odpowiednio zabezpieczone w piwnicy w Walii właśnie po to, by uniknąć nieprzyjemnych zapachów. Czy liczył na to, że w środku będzie lepiej? Tak, odrobinę - jednak mocno się przeliczył.
Nieprzyjemny zapach przebijał się przez nieszczelne okna i był potęgowany przez klientelę, która była zdecydowanie wczorajsza. Część z osób spała przy stolikach we własnych szczynach, część kiwała się w przód i w tył w upojeniu alkoholowym. Lestrange uniósł brwi, odruchowo zasłaniając nos rękawem. Nie był pewny, czy Lorraine dobrze wybrała miejsce na spotkanie - to do niej nie pasowało. Czyżby blondwłosa wila z niego zakpiła? Nie zdziwiłby się, znali się przecież nie od dzisiaj. Nie miał jednak ani czasu, ani ochoty na zabawę w kotka i myszkę. Na szczęście zarówno dla niego, jak i Malfoyówny, na Rodolphusa kiwnął barman.
- Królewna czeka - powiedział, wskazując kciukiem na drzwi za sobą. Nie musiał nawet pytać o jego imię i nazwisko: nawet jeżeli Lestrange nie był odziany w złote szaty, to sama jakość jego ubrań odstawała od ubrań tutejszej klienteli. Tak samo jak zapewne ubrań Lorraine, która czekała w pokoju za drzwiami - pozbawionym smrodu, a nawet przyjemnie pachnącym. Obłożonym zaklęciami tak, żeby woń latryny nie przedostała się nawet na ułamek sekundy.
Nieprzyjemny zapach przebijał się przez nieszczelne okna i był potęgowany przez klientelę, która była zdecydowanie wczorajsza. Część z osób spała przy stolikach we własnych szczynach, część kiwała się w przód i w tył w upojeniu alkoholowym. Lestrange uniósł brwi, odruchowo zasłaniając nos rękawem. Nie był pewny, czy Lorraine dobrze wybrała miejsce na spotkanie - to do niej nie pasowało. Czyżby blondwłosa wila z niego zakpiła? Nie zdziwiłby się, znali się przecież nie od dzisiaj. Nie miał jednak ani czasu, ani ochoty na zabawę w kotka i myszkę. Na szczęście zarówno dla niego, jak i Malfoyówny, na Rodolphusa kiwnął barman.
- Królewna czeka - powiedział, wskazując kciukiem na drzwi za sobą. Nie musiał nawet pytać o jego imię i nazwisko: nawet jeżeli Lestrange nie był odziany w złote szaty, to sama jakość jego ubrań odstawała od ubrań tutejszej klienteli. Tak samo jak zapewne ubrań Lorraine, która czekała w pokoju za drzwiami - pozbawionym smrodu, a nawet przyjemnie pachnącym. Obłożonym zaklęciami tak, żeby woń latryny nie przedostała się nawet na ułamek sekundy.