14.02.2025, 10:50 ✶
– Niestety, nie miałam okazji zobaczyć miny mojego ojca, ale myślę, że nie pobiła tej mojej matki.
Charlotte swego czasu nawet lubiła swojego ojca. Oczywiście, ta sympatia rozpłynęła się dawno temu, ale to uczucia wobec matki zawsze były silniejsze i właściwie od zawsze negatywne. Z jednej strony było do siebie zbyt podobne – z drugiej zbyt różne. Obie były szaleńczo uparte, i obie sądziły, że wszystko wiedzą najlepiej, obie też umiały być absolutnie bezlitosne, a reprezentowały inne pokolenia, i już to wystarczyło, aby darły koty właściwie od zawsze.
– To piękna wizja, ale zostawimy to na specjalną okazję – stwierdziła zdecydowanie, chociaż spojrzała na syna z pewnym rozczuleniem, kiedy zaproponował przygotowanie kartki dla babci. Jessie był szalenie bystrym dzieciakiem, a Charlotte bardzo to cieszyło, bo chociaż dzieci należało kochać bezwarunkowo, to ktoś taki jak ona miał spore problemy z noszeniem głupoty. Ale nie zamierzała pozwolić, aby wysłały tę kartkę. Mogła ściągać gniew matki, ojca i całej rodziny Crouchów na swoją głowę, nie chciała jednak wystawiać na niego swoich dzieci. W swojej pysze wierzyła, że sama doskonale sobie poradzi, z rodzicami, rodziną, ba, nawet gdyby wysłano za nią jakiegoś śmierciożercę, ale Jessie, Rita i Theo wciąż byli młodzi. – Och, to zależy, kochanie. Jeśli miałabym wybierać między takim ze sklepu, a zrobionym specjalnie dla mnie, wybrałabym ten drugi, ale są przecież doskonali, czarodziejscy rzemieślnicy, którzy nie będą potem krzyczeć, że tak naprawdę tylko mi wypożyczyli ten pierścionek, wcale go nie sprzedali… Chociaż…
Zawahała się, a na jej twarzy pojawiło się coś na kształt namysłu.
– Byłoby zabawnie podsunąć im kontrakt umowy kupna i sprzedaży, w którym zrzekają się wszystkich roszczeń. I drugi, wypożyczenia, ale za jedną trzecią ceny, bo przecież tak jest uczciwie – roześmiała się. I może nawet kiedyś tak zrobi. Wiedziała, że gobliny się nie zgodzą, ale to je zdenerwuje, więc było warto, prawda? – Ale stara biżuteria, na przykład po jakiejś królowej, byłaby jeszcze lepszym wyborem.
Bo oczywiście, Charlotte zasługiwała na wszystko, co najlepsze.
Jej twarz stężała, kiedy Jessie odpowiedział „tak”. I Charlie nie zmieniła miny, kiedy syn przestał się z nią drażnić i wyjaśnił, co ma na myśli. Przez chwilę zastanawiała się, czy wychowała dzieci tak dobrze, skoro Jasper był takim spryciarzem, czy tak źle. A potem pomyślała, że gdyby jednak chciał sprowadzić goblinią narzeczoną, to chyba tego już by nie zniosła i kazała im zamieszkać z Jonathanem, z nadzieją, że goblinia narzeczona po tygodniu z Selwynem postanowi wynieść się na Karaiby.
– Myślę skarbie, że powinnam umówić cię na jakąś randkę w ciemno. Za wiele czasu spędzasz z goblinami – oświadczyła, ciskając w niego taką samą bombą, jaką on rzucił w nią.
Charlotte swego czasu nawet lubiła swojego ojca. Oczywiście, ta sympatia rozpłynęła się dawno temu, ale to uczucia wobec matki zawsze były silniejsze i właściwie od zawsze negatywne. Z jednej strony było do siebie zbyt podobne – z drugiej zbyt różne. Obie były szaleńczo uparte, i obie sądziły, że wszystko wiedzą najlepiej, obie też umiały być absolutnie bezlitosne, a reprezentowały inne pokolenia, i już to wystarczyło, aby darły koty właściwie od zawsze.
– To piękna wizja, ale zostawimy to na specjalną okazję – stwierdziła zdecydowanie, chociaż spojrzała na syna z pewnym rozczuleniem, kiedy zaproponował przygotowanie kartki dla babci. Jessie był szalenie bystrym dzieciakiem, a Charlotte bardzo to cieszyło, bo chociaż dzieci należało kochać bezwarunkowo, to ktoś taki jak ona miał spore problemy z noszeniem głupoty. Ale nie zamierzała pozwolić, aby wysłały tę kartkę. Mogła ściągać gniew matki, ojca i całej rodziny Crouchów na swoją głowę, nie chciała jednak wystawiać na niego swoich dzieci. W swojej pysze wierzyła, że sama doskonale sobie poradzi, z rodzicami, rodziną, ba, nawet gdyby wysłano za nią jakiegoś śmierciożercę, ale Jessie, Rita i Theo wciąż byli młodzi. – Och, to zależy, kochanie. Jeśli miałabym wybierać między takim ze sklepu, a zrobionym specjalnie dla mnie, wybrałabym ten drugi, ale są przecież doskonali, czarodziejscy rzemieślnicy, którzy nie będą potem krzyczeć, że tak naprawdę tylko mi wypożyczyli ten pierścionek, wcale go nie sprzedali… Chociaż…
Zawahała się, a na jej twarzy pojawiło się coś na kształt namysłu.
– Byłoby zabawnie podsunąć im kontrakt umowy kupna i sprzedaży, w którym zrzekają się wszystkich roszczeń. I drugi, wypożyczenia, ale za jedną trzecią ceny, bo przecież tak jest uczciwie – roześmiała się. I może nawet kiedyś tak zrobi. Wiedziała, że gobliny się nie zgodzą, ale to je zdenerwuje, więc było warto, prawda? – Ale stara biżuteria, na przykład po jakiejś królowej, byłaby jeszcze lepszym wyborem.
Bo oczywiście, Charlotte zasługiwała na wszystko, co najlepsze.
Jej twarz stężała, kiedy Jessie odpowiedział „tak”. I Charlie nie zmieniła miny, kiedy syn przestał się z nią drażnić i wyjaśnił, co ma na myśli. Przez chwilę zastanawiała się, czy wychowała dzieci tak dobrze, skoro Jasper był takim spryciarzem, czy tak źle. A potem pomyślała, że gdyby jednak chciał sprowadzić goblinią narzeczoną, to chyba tego już by nie zniosła i kazała im zamieszkać z Jonathanem, z nadzieją, że goblinia narzeczona po tygodniu z Selwynem postanowi wynieść się na Karaiby.
– Myślę skarbie, że powinnam umówić cię na jakąś randkę w ciemno. Za wiele czasu spędzasz z goblinami – oświadczyła, ciskając w niego taką samą bombą, jaką on rzucił w nią.