14.02.2025, 17:03 ✶
– Tragiczne – oznajmił z kamienną twarzą, co było całkiem śmiesznym stwierdzeniem w perspektywie tego wszystkiego co zaczęło dziać się chwilę później.
Musiał przyznać, że zaklęte instrumenty były całkiem wredne, bo zdecydowanie im bliżej nich się znajdowali, tym bardziej broniły się one przed jakąkolwiek ingerencją, zmuszając ich nogi do jeszcze szybszego kroku, tak że taniec powoli przestawał się mieścić w kategoriach szybkiego, lecz wciąż akceptowanego przez jego możliwości tańca, a on naprawdę wolałby nie testować jak to zaklęcie działa na osoby z silnymi zawrotami głowy.
Zaklęcie puściło przynajmniej częściowo i chociaż taniec przestawał być aż tak wymagajacy, a wszystkie instrumenty powoli kończyły grać, to jedne skrzypce wciąż szalały, jakby wiedziały, że będzie to ostatni koncert w ich życiu i pragnęły wtłoczyć w niego cały swój sens istnienia. Basilius już szykował się, aby ponownie rzucić zaklęcie, kiedy...
Skrzypce wybuchły. Muzyka gwałtownie ucichła. Smyczek przeleciał obok nich, ale szczęśliwie trafił jedynie już bezgłowy posąg i opadł na mogiłę złotego konfetti. Zaklęcie puściło, a Basilius, czując jak dopada go zmęczenie po prostu usiadł na chwilę na podłodze, dając ręką znać Brennie, że wszystko w porządku, a on po prostu potrzebuje uspokoić oddech. W tym momencie, idealnie na wielki finał, pozostałe posągi ekspolodowały, zasypując wszystko złotym deszczem. Ktoś zaczął klaskać. Ktoś płakać. Reszta widowni po prostu zaczęła się awanturować. Basilius chyba miał konfetti w ustach.
— To on! To on jest wszystkiemu winny! – krzyczał hiszpański brodacz w czerwonym fraku, wskazując na zrozpaczonego wąsacza, na którego ramieniu rękę trzymała tamta kobieta w złocie. Brodacz dopadł do niej i padł na kolana. – Inez! Widzisz ty miłości moja, że on nie jest dla ciebie! Zerwij zaręczyny! Wyjdź za mnie! Przy mnie nigdy to się nie stanie. Ci wszyscy ludzie mi świadkiem, że twój narzeczony to porażka!
– José co ty wyprawiasz? – syknęła Inez.
– Kurwa mać, tylko nie dramaty miłosne – wymamrotał Basilius, przecierając sobie twarz ręką.
Musiał przyznać, że zaklęte instrumenty były całkiem wredne, bo zdecydowanie im bliżej nich się znajdowali, tym bardziej broniły się one przed jakąkolwiek ingerencją, zmuszając ich nogi do jeszcze szybszego kroku, tak że taniec powoli przestawał się mieścić w kategoriach szybkiego, lecz wciąż akceptowanego przez jego możliwości tańca, a on naprawdę wolałby nie testować jak to zaklęcie działa na osoby z silnymi zawrotami głowy.
Zaklęcie puściło przynajmniej częściowo i chociaż taniec przestawał być aż tak wymagajacy, a wszystkie instrumenty powoli kończyły grać, to jedne skrzypce wciąż szalały, jakby wiedziały, że będzie to ostatni koncert w ich życiu i pragnęły wtłoczyć w niego cały swój sens istnienia. Basilius już szykował się, aby ponownie rzucić zaklęcie, kiedy...
Skrzypce wybuchły. Muzyka gwałtownie ucichła. Smyczek przeleciał obok nich, ale szczęśliwie trafił jedynie już bezgłowy posąg i opadł na mogiłę złotego konfetti. Zaklęcie puściło, a Basilius, czując jak dopada go zmęczenie po prostu usiadł na chwilę na podłodze, dając ręką znać Brennie, że wszystko w porządku, a on po prostu potrzebuje uspokoić oddech. W tym momencie, idealnie na wielki finał, pozostałe posągi ekspolodowały, zasypując wszystko złotym deszczem. Ktoś zaczął klaskać. Ktoś płakać. Reszta widowni po prostu zaczęła się awanturować. Basilius chyba miał konfetti w ustach.
— To on! To on jest wszystkiemu winny! – krzyczał hiszpański brodacz w czerwonym fraku, wskazując na zrozpaczonego wąsacza, na którego ramieniu rękę trzymała tamta kobieta w złocie. Brodacz dopadł do niej i padł na kolana. – Inez! Widzisz ty miłości moja, że on nie jest dla ciebie! Zerwij zaręczyny! Wyjdź za mnie! Przy mnie nigdy to się nie stanie. Ci wszyscy ludzie mi świadkiem, że twój narzeczony to porażka!
– José co ty wyprawiasz? – syknęła Inez.
– Kurwa mać, tylko nie dramaty miłosne – wymamrotał Basilius, przecierając sobie twarz ręką.