• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[04/05.09.1972] światło nad horyzontem || Ambroise & Geraldine

[04/05.09.1972] światło nad horyzontem || Ambroise & Geraldine
Doktor Dom
Ain't no chariots of fire
Come to take me home

I'm lost in the woods and I wander alone
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, mierzący 193 cm. Dobrze zbudowany, umięśniony. Opalony, wręcz spieczony słońcem od prac na zewnątrz. Kawał czarodzieja. W granicach 100 kg. Wieloletni sportowiec, obecnie również pracujący w znacznym stopniu fizycznie, co widać na pierwszy rzut oka. Długowłosy, zielonooki blondyn. Ma falowane, gęste włosy w kolorze ciepłego jasnego blondu - poprzetykane pasmami rozjaśnionymi od częstego pobytu na słońcu i kilkoma pierwszymi kosmykami bieli. W kącikach oczu ma siateczkę zmarszczek, czoło również pokrywają pierwsze, jeszcze niezbyt głębokie linie. Roztacza wokół siebie zapach ziołowego dymu: ciężki, ale słodkawy, trochę kadzidłowy. Nosi się elegancko, klasycznie, choć nieczęsto sięga po magiczne szaty. W większości są to ubrania szyte na miarę. Preferuje proste, ale dopasowane spodnie i koszule z dobrych materiałów, skórzane buty. Czasami golfy albo płaszcze dostosowane do pogody. Wybiera ciemne kolory. Sięga głównie po zielenie, brązy i czerń, ale bez niebieskich podtonów (również w kierunku bardzo ciemnej zieleni albo kawowego brązu). Często sięga po skórzane rękawiczki. Na palcu niemal stale nosi złoty sygnet. Na lewym nadgarstku ma zegarek na skórzanym pasku, na prawym rzemykową bransoletę z przywieszką. Zazwyczaj mówi bez akcentu, nie unosi głosu. Raczej stawia na wizualny autorytet i chłodne, poważne, nieco kpiące spojrzenie.

Ambroise Greengrass-Yaxley
#23
15.02.2025, 02:18  ✶  
- Zbyt wiele widziałem, żeby nie być o tym przekonany - odpowiedział grobowym tonem, nawet nie usiłując zabrzmieć tak, jakby mógł dopuszczać do siebie możliwość dyskusji na ten temat.
Tak. Geraldine miała rację. To wszystko była kwestia spekulacji i przypuszczeń, jednak nawet ona nie mogła zaprzeczyć, że świat dookoła nich został wywrócony do góry nogami. To, co wcześniej było nieszczęśliwym wypadkiem, makabrycznym odstępstwem od reguły teraz stawało się nową rzeczywistością.
Czarne chmury, które zasnuły niebo nad Londynem i wszystkimi większymi magicznymi ośrodkami dookoła nich wcale nie zamierzały odejść. Wiatr wyłącznie coraz bardziej zasuwał nimi niebo, nie rozmywał wrażenia narastającej grozy. Przeciwnie. Z tygodnia na tydzień, z miesiąca na miesiąc robiło się coraz ciężej.
I tak, samemu było mu to znacznie trudniej udźwignąć niż wtedy, gdy byli we dwoje. Nie zmieniało tego tamto wydarzenie. Nie tak bardzo jak zarzucała to sobie Yaxleyówna.
Tak, poniekąd otworzyło mu oczy. Było jedną z pierwszych i zarazem ostatnich kropli, które ostatecznie przelały czarę goryczy. Wyczuliło go na to wszystko, co zaczynało się dziać, ale nie winił jej za nic, co miało wtedy miejsce. Nie, gdy pierwsze emocje opadły. Nie, kiedy przestał być na nią wściekły za angażowanie się w sprawy ludzi, którzy nawet nie byli w stanie wesprzeć jej w ich własnej walce.
Nie była problemem. Nie była prowodyrką całej sytuacji. Nie sprowokowała tamtego ataku. Wręcz przeciwnie, była ofiarą. Nie zrobiła nic źle. Postąpiła bezmyślnie, przynajmniej w oczach Ambroisa, jednak w gruncie rzeczy w zgodzie z samą sobą. Z tym, za co przecież też ją kochał, doskonale zdając sobie sprawę z tego, jakim była człowiekiem.
Nigdy tego nie mówił, nie zamierzał, ale zawsze traktował ją jak swoją lepszą połowę. Być może podświadomie ją przy tym idealizując, ale kto by tego nie robił. Tam, gdzie on nie pomyślałby o interwencji i zaangażowaniu się w nieswoje sprawy, ona nie miała najmniejszych wątpliwości, że należy to zrobić.
Może tego nie pochwalał, ale starał się to rozumieć. Co nie zmieniało tego, że nie chciał, żeby ryzykowała dla obcych ludzi. Zwłaszcza, podczas gdy te same osoby nigdy nie pomyślałyby o zrobieniu połowy tych rzeczy dla niej.
Sam Ambroise w swoim życiu jak niczym innym kierował się regułą wzajemności. Lubił twierdzić, że nie robił nic bezcelowo i z idealistycznych pobudek, bo w ich obecnym świecie nie było miejsca na takie zachowania. Nie mówiąc o tym, że jego dziewczyna była dla niego istotniejsza niż zastępy mugolaków, zwłaszcza tych tchórzliwych.
Tamtą sytuację pamiętał jak mało którą. Wielokrotnie zresztą wracał do niej w najgorszych koszmarach. A jednak nie pasowało mu to, co Geraldine robiła w tej chwili. Skrzywił się na jej słowa, odchrząkując zanim się odezwał, żeby nie powiedzieć czegoś, czego mógłby żałować. Padło między nimi zdecydowanie zbyt wiele niewłaściwych słów. Nie potrzebowali dokładać do tego nic więcej.
- Tak. Nie byłaś na to przygotowana - przyznał powoli, nie będąc w stanie i nie zamierzając temu zaprzeczać. - Nie mogłaś być. Oni nie korzystają z metod, których większość z nas uczy się w szkole czy w klubach pojedynków. Śmiem wątpić, że ktokolwiek uczy tego w stowarzyszeniach łowieckich i tak dalej - stwierdził, nie dodając już oczywistej oczywistości.
Tego, że nawet jeśli ktokolwiek wspominał o tego rodzaju magii to przecież większość ludzi raczej instynktownie nie sięgała po te metody w pierwszym odruchu, raczej usiłowała reagować inaczej. W wyuczony właściwy sposób. Mało kto od razu przechodził do znacznie bardziej brutalnego rodzaju ofensywy, szczególnie stając w obliczu zaskoczenia.
- Nigdy nie mów mi, że mam nie mówić nigdy - uniósł brwi, jednak nie był w stanie wymusić na sobie ani odrobiny przekory, która powinna iść w parze z tymi słowami.
Starał się wrócić do tego, co mieli jeszcze poprzedniego wieczoru. W momencie, w którym przestali się kłócić, atmosfera na powrót zaczęła stawać się ciężka i ponura. Cholernie smutna. To było trudne do zniesienia, tak samo jak ta wymiana spojrzeń.
Nie mógł zignorować zadanego mu pytania. Nie zamierzał również skwitować go błahym przecież wiesz, bowiem w tym wszystkim zdawał sobie sprawę, że powinien, wręcz musiał się odezwać. Te słowa nie padły bez powodu. Miały znaczenie a on nie zamierzał im go odbierać. Nie próbował tego bagatelizować czy wyśmiewać, machnąć na to ręką, stwierdzając, że takie rozmowy były im zupełnie niepotrzebne.
Wręcz przeciwnie. Potrafił otworzyć usta, umiał zareagować, wydusić z siebie wpierw jedno, później kilka kolejnych słów. Może nie był dobry w kwestiach związanych z rozmową o uczuciach, ale czy to nimi było? I tak, i nie. Było skomplikowane, pogmatwane i wielowymiarowe. Jak wszystko, co działo się wokół nich przez ten cały czas.
- Nie - to była banalnie prosta odpowiedź i właśnie tak wybrzmiała: odruchowo, bez namysłu, szczerze i niemalże od razu. - Powinniśmy znajdować się w innym miejscu - drgnął mu kącik ust, ale nie był to radosny, pocieszający uśmiech.
W żadnym wypadku. Mimo tego, że odeszli od bycia dla siebie kąśliwi i przykrzy, nadal nie było lepiej. Być może mógłby dostrzec odrobinę pozytywu w tym jak szybko udało im się dziś spuścić z tonu, bo choć w ostatnich dniach kłócili się częściej niż kiedykolwiek wcześniej to ich spory trwały coraz krócej.
W pewnym sensie byli w stanie pohamować swoje druzgocące zapędy. W dalszym ciągu więcej niszczyli niż naprawiali, ale przynajmniej umieli ponownie zamilknąć. Tyle tylko, że ta cisza wcale nie przynosiła ulgi. Mało co ją obecnie dawało. Nawet palce Geraldine przeczesujące mu włosy, choć w dalszym ciągu nasuwały mu najlepsze ze wspomnień, nie były w stanie sprawić, że poczułby się choć trochę lepiej ze wszystkim, o czym rozmawiali.
Oparł czoło o jej kolana, potrzebując chwili, by przemyśleć to, co mu odpowiedziała. Tak. Przecież wiedział. Nie dało się tego ukryć, prawda? Nie między ich dwojgiem.
- Jesteśmy przeklęci - mruknął po chwili, stwierdzając fakt, którego wcale nie musiał wypowiadać.
Mimo to czuł się zobowiązany przyznać jej rację. Tyle mógł zrobić. To wciąż jeszcze pozostawało w jego rękach, nawet podczas, gdy cała reszta kontroli mu się z nich wymykała. To były gorzkie słowa, ale prawdziwe. Nie byli w stanie nic zrobić. Choćby nawet próbowali.
Mimowolnie pokręcił głową, co nie do końca mu wyszło, bowiem jednocześnie nawet na chwilę nie odsunął się od dziewczyny. Zamiast tego, kręcąc głową nieznacznie zakołysał ich obojgiem, biorąc kolejny głęboki wdech i wydech.
- Gówno prawda - wymamrotał, choć nie zamierzał się z nią kłócić.
Nie mogła mu mówić, co mógł a czego nie mógł na siebie brać, tym bardziej, że nie zwykł odpowiadać za coś, co nie było jego winą, więc skoro to robił, ewidentnie miał ku temu powody.
- Nie możesz mi zabronić być problemem - to był absurd.


Because no matter how long the night
It's always darker
When the light burns out
And the sun goes down
The night will start anew
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Ambroise Greengrass-Yaxley (18877), Geraldine Greengrass-Yaxley (14025)




Wiadomości w tym wątku
[04/05.09.1972] światło nad horyzontem || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 12.02.2025, 01:16
RE: [04/05.09.1972] światło nad horyzontem || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 12.02.2025, 10:05
RE: [04/05.09.1972] światło nad horyzontem || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 12.02.2025, 12:33
RE: [04/05.09.1972] światło nad horyzontem || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 12.02.2025, 14:50
RE: [04/05.09.1972] światło nad horyzontem || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 12.02.2025, 18:36
RE: [04/05.09.1972] światło nad horyzontem || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 12.02.2025, 23:12
RE: [04/05.09.1972] światło nad horyzontem || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 13.02.2025, 00:20
RE: [04/05.09.1972] światło nad horyzontem || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 13.02.2025, 10:59
RE: [04/05.09.1972] światło nad horyzontem || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 13.02.2025, 12:27
RE: [04/05.09.1972] światło nad horyzontem || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 13.02.2025, 12:53
RE: [04/05.09.1972] światło nad horyzontem || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 13.02.2025, 13:31
RE: [04/05.09.1972] światło nad horyzontem || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 13.02.2025, 14:06
RE: [04/05.09.1972] światło nad horyzontem || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 13.02.2025, 14:40
RE: [04/05.09.1972] światło nad horyzontem || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 13.02.2025, 15:28
RE: [04/05.09.1972] światło nad horyzontem || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 13.02.2025, 16:12
RE: [04/05.09.1972] światło nad horyzontem || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 13.02.2025, 23:32
RE: [04/05.09.1972] światło nad horyzontem || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 14.02.2025, 00:47
RE: [04/05.09.1972] światło nad horyzontem || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 14.02.2025, 12:42
RE: [04/05.09.1972] światło nad horyzontem || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 14.02.2025, 13:42
RE: [04/05.09.1972] światło nad horyzontem || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 14.02.2025, 15:54
RE: [04/05.09.1972] światło nad horyzontem || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 14.02.2025, 20:58
RE: [04/05.09.1972] światło nad horyzontem || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 14.02.2025, 23:31
RE: [04/05.09.1972] światło nad horyzontem || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 15.02.2025, 02:18
RE: [04/05.09.1972] światło nad horyzontem || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 15.02.2025, 14:58
RE: [04/05.09.1972] światło nad horyzontem || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 15.02.2025, 17:26
RE: [04/05.09.1972] światło nad horyzontem || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 15.02.2025, 22:47
RE: [04/05.09.1972] światło nad horyzontem || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 15.02.2025, 23:42
RE: [04/05.09.1972] światło nad horyzontem || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 16.02.2025, 00:54
RE: [04/05.09.1972] światło nad horyzontem || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 16.02.2025, 02:55
RE: [04/05.09.1972] światło nad horyzontem || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 16.02.2025, 23:58
RE: [04/05.09.1972] światło nad horyzontem || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 17.02.2025, 02:37
RE: [04/05.09.1972] światło nad horyzontem || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 17.02.2025, 20:19
RE: [04/05.09.1972] światło nad horyzontem || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 18.02.2025, 05:02

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa