04.03.2025, 10:48 ✶
Spojrzał nieco z ukosa na nomen omen nieznajomego, który w takich detalach wypowiadał się o Anthonym. Z jednej strony to mogło być zrozumiałem, przecież wujek był osobą publiczną, miał znajomości w wielu miejscach na świecie z racji swojej pracy. Ale delikatnie wzruszył ramionami na pytanie zadanie w sprawie tego co on by wolał bardziej.
- Myślę, że tak, ale to pytanie trzeba by zadać jemu osobiście, żeby mieć pewność - odpowiedział bezwiednie odwracając się w kierunku wyjścia z teatru. Jednak nie dostrzegł tam wspominanej przez nich osoby, co odbił się na jego twarzy w wyrazie zmartwienia, który nie trwał jednak długo. Może faktycznie się minęli?
Zmrużył oczy patrząc dziwnie teraz na swojego rozmówcę. Cały jego wywód? Brzmiał tak pretensjonalnie i uderzał w te starcze tony "kiedyś to było, dzisiejsza młodzież nie umie się zachować i bawić", tylko nie potrafił w żaden sposób ukierunkować swoich odczuć co d tej wypowiedzi.
- Być może i jest rozlazłe, przegnite i nie warte funta kłaków. Ale nie mamy nic lepszego - a zawsze możemy mieć coś gorszego - dodał już sobie w myślach i tym razem skupił się już całkowicie na osobie francuskiego dyplomaty? Gościa z wyższych sfer? Chyba tak ,skoro zdawał psie znać wuja to nie był byle zjadaczem chleba.
- Co złego jest w zaspokajaniu potrzeb? Przemoc zastąpiła inna rozrywka, mniej krwawa, gdzie metaforyczne uniesienia i doznania więcej znaczą niż pojedynki na śmierć i życie - machnął ręką w stronę teatru za nimi. Jaki był jego problem? Sam należał do tego społeczeństwa, był przecież człowiekiem. - Czy samo w sobie to, że rozrywki z przemocy zmieniamy na te bardziej uduchowione nie znaczy, że ludzkość nie jest do szpiku przegnita? - zapytał tylkom, choć wiedział, że kontynuowanie tej dysputy na temat zepsucia ludzkości nie jest dobrym pomysłem. Nie biorąc pod uwagę wydarzenia w Anglii.
- Podszlifować? - zapytał wydając z siebie coś pomiędzy niezadowolonym prychnięciem a zdziwieniem. - Nie można podszplifowywać umiejętności, których się nie posiada. Mógłbym skłamać i powiedzieć, że chętnie poszedłbym dla samego przedstawienia, ale jednak wolę rozumieć to co oglądam. Dlatego chyba będę zmuszony podziękować - dodał jeszcze z lekkim kiwnięciem głowy i przepraszającym uśmiechem. W głowie zapalała mu się ostrzegawcza lampka. Trójka wujków i mama zawsze powtarzali mu, ze by uważać na innych czarodziejów, bo niektórzy na Wsypach mają dość oryginalne podejście do świata. Przez oryginalne mieli oczywiście na myśli bestialskie. Dlatego zdał sobie sprawę, że nie wiedząc nic o mężczyźnie nie powinien mu ot tak ufać.
Zmrużył oczy słysząc imiona rodzeństwa. Poczuł dziwne mrowienie na karku, łączenie Anthony'ego z używaniem ich zrobionych imion? to bardziej pasowało do innych członków ich patchworkowej rodziny. Coś mu tutaj nie pasowało, ale albo to zmęczenie albo niezdolność połączenia teraz faktów sprawiła, że nie zwrócił na to aż tak dużej uwagi jak zapewne powinien. Ruszył z nomen omen nieznajomym mężczyzną, bo to co onim wiedział to było naprawdę niewiele i może powinien się okazać mądrzejszy, ruszyć w inną stronę - ale młodość miała to do siebie, że lubowała się w głupich decyzjach i błędach.
Zmarszczył brwi i popatrzył z przekrzywioną głową wprost, to było dość nie powiedziałby nawet, ze ciekawe, ale wręcz wprost obraźliwe porównanie kobiet do bydła hodowlanego. PRzecież nikt ich nie hodował do tego jednego celu. PRAWDA?! Aż się zawahał przy kolejnym kroku przez co wydawało się, jakby został na moment z tyłu.
- Czy ja wiem, wydaje mi się, że ludzie nie przychodzą tam aby nacieszyć oko, ale oddać się widowisku jako całości, dlatego moi zdaniem jednak głos ma ogromne znaczenie. to prawda w przypadku kobiet o tak samo pięknym głosie decydować może jej wygląd, jednak, gdy jedna ma ewidentnie urzekający od drugiej.. - wykonał nieokreślony ruch dłonią. Jak dla niego mógłby tam siedzieć z zamkniętymi oczami, pochłonięty jedynie przez dźwięki orkiestry i głos aktorów. Zdecydowanie nie zgadzali się co do preferencji z Gabrielem. - Widzisz, ja wolę te muzyczną oprawę, płynącą przez powietrze w formie drobnych drgań. To urzekające jak bardzo hipnotyzujące potrafi być to doznanie - uśmiechnął się bardziej do siebie i wieczornego nieba na wspomnienie oglądanego przedstawienia. Został jednak brutalnie przywołany na ziemię, przez bezczelne pytanie towarzysza.
- Oczywiście, że tak. Na wino, jestem dorosły i mogę podejmować o sobie decyzję - rzucił butnie, jakby wcale przed kilkoma minutami nie odmówił papierosa z powodu własnej matki, która mu tego zabroniła. Charlotte może i faktycznie nigdy czegoś takiego nie zostawiła, jednak oddawanie się takiemu nałogowi jak palenie papierosów było dla młodego Kellyego prostą drogą do sprawienia jej zawodu. Skinął mężczyźnie głową i wraz z nim usiadł przy jednym ze stolików rozstawionych przed Fontanną Szczęśliwego Losu, aby móc skosztować rzeczonego kieliszka wina podczas rozmowy ze znajomym wujka Anthony'ego.
Zastukał delikatnie palcami o blat stolika patrząc uważnie na Gabriela, jakby się nad czymś zastanawiał. W głowie Theo zaś pędziły myśli na temat tego co mówił mężczyzna. Dlaczego chciał smakować Londynu? Przepełnionego smogiem wymieszanym z mgłą. Nie potrafił się odnaleźć w tym wszystkim i jedynie wzruszył ramionami.
- Tam gdzie zawsze, wystarczy przejść się horyzontalną, zwiedzić Nokturn, aby odnaleźć skupiska młodych ludzi, nie ukrywamy się po piwnicach, nie szukamy podejrzanych miejsc, aby spędzać czas. Londyn nie jest smakowity, ale jeśli chcesz się nim rozkoszować musi się po prostu w niego zagłębić. Wyjść poza schemat czarodziejskiego świata, znaleźć jakiś mugolski klub, aby... - urwał nie do końca pewien czy kontynuowanie jest bezpiecznym wyjściem. Nie wiedział zbyt wiele o tym człowieku, poza jego imieniem to w sumie nic, dlatego mówienie o eskapadach do mugolskiego świata nie wydawały się zbyt bezpieczne.
- Myślę, że tak, ale to pytanie trzeba by zadać jemu osobiście, żeby mieć pewność - odpowiedział bezwiednie odwracając się w kierunku wyjścia z teatru. Jednak nie dostrzegł tam wspominanej przez nich osoby, co odbił się na jego twarzy w wyrazie zmartwienia, który nie trwał jednak długo. Może faktycznie się minęli?
Zmrużył oczy patrząc dziwnie teraz na swojego rozmówcę. Cały jego wywód? Brzmiał tak pretensjonalnie i uderzał w te starcze tony "kiedyś to było, dzisiejsza młodzież nie umie się zachować i bawić", tylko nie potrafił w żaden sposób ukierunkować swoich odczuć co d tej wypowiedzi.
- Być może i jest rozlazłe, przegnite i nie warte funta kłaków. Ale nie mamy nic lepszego - a zawsze możemy mieć coś gorszego - dodał już sobie w myślach i tym razem skupił się już całkowicie na osobie francuskiego dyplomaty? Gościa z wyższych sfer? Chyba tak ,skoro zdawał psie znać wuja to nie był byle zjadaczem chleba.
- Co złego jest w zaspokajaniu potrzeb? Przemoc zastąpiła inna rozrywka, mniej krwawa, gdzie metaforyczne uniesienia i doznania więcej znaczą niż pojedynki na śmierć i życie - machnął ręką w stronę teatru za nimi. Jaki był jego problem? Sam należał do tego społeczeństwa, był przecież człowiekiem. - Czy samo w sobie to, że rozrywki z przemocy zmieniamy na te bardziej uduchowione nie znaczy, że ludzkość nie jest do szpiku przegnita? - zapytał tylkom, choć wiedział, że kontynuowanie tej dysputy na temat zepsucia ludzkości nie jest dobrym pomysłem. Nie biorąc pod uwagę wydarzenia w Anglii.
- Podszlifować? - zapytał wydając z siebie coś pomiędzy niezadowolonym prychnięciem a zdziwieniem. - Nie można podszplifowywać umiejętności, których się nie posiada. Mógłbym skłamać i powiedzieć, że chętnie poszedłbym dla samego przedstawienia, ale jednak wolę rozumieć to co oglądam. Dlatego chyba będę zmuszony podziękować - dodał jeszcze z lekkim kiwnięciem głowy i przepraszającym uśmiechem. W głowie zapalała mu się ostrzegawcza lampka. Trójka wujków i mama zawsze powtarzali mu, ze by uważać na innych czarodziejów, bo niektórzy na Wsypach mają dość oryginalne podejście do świata. Przez oryginalne mieli oczywiście na myśli bestialskie. Dlatego zdał sobie sprawę, że nie wiedząc nic o mężczyźnie nie powinien mu ot tak ufać.
Zmrużył oczy słysząc imiona rodzeństwa. Poczuł dziwne mrowienie na karku, łączenie Anthony'ego z używaniem ich zrobionych imion? to bardziej pasowało do innych członków ich patchworkowej rodziny. Coś mu tutaj nie pasowało, ale albo to zmęczenie albo niezdolność połączenia teraz faktów sprawiła, że nie zwrócił na to aż tak dużej uwagi jak zapewne powinien. Ruszył z nomen omen nieznajomym mężczyzną, bo to co onim wiedział to było naprawdę niewiele i może powinien się okazać mądrzejszy, ruszyć w inną stronę - ale młodość miała to do siebie, że lubowała się w głupich decyzjach i błędach.
Zmarszczył brwi i popatrzył z przekrzywioną głową wprost, to było dość nie powiedziałby nawet, ze ciekawe, ale wręcz wprost obraźliwe porównanie kobiet do bydła hodowlanego. PRzecież nikt ich nie hodował do tego jednego celu. PRAWDA?! Aż się zawahał przy kolejnym kroku przez co wydawało się, jakby został na moment z tyłu.
- Czy ja wiem, wydaje mi się, że ludzie nie przychodzą tam aby nacieszyć oko, ale oddać się widowisku jako całości, dlatego moi zdaniem jednak głos ma ogromne znaczenie. to prawda w przypadku kobiet o tak samo pięknym głosie decydować może jej wygląd, jednak, gdy jedna ma ewidentnie urzekający od drugiej.. - wykonał nieokreślony ruch dłonią. Jak dla niego mógłby tam siedzieć z zamkniętymi oczami, pochłonięty jedynie przez dźwięki orkiestry i głos aktorów. Zdecydowanie nie zgadzali się co do preferencji z Gabrielem. - Widzisz, ja wolę te muzyczną oprawę, płynącą przez powietrze w formie drobnych drgań. To urzekające jak bardzo hipnotyzujące potrafi być to doznanie - uśmiechnął się bardziej do siebie i wieczornego nieba na wspomnienie oglądanego przedstawienia. Został jednak brutalnie przywołany na ziemię, przez bezczelne pytanie towarzysza.
- Oczywiście, że tak. Na wino, jestem dorosły i mogę podejmować o sobie decyzję - rzucił butnie, jakby wcale przed kilkoma minutami nie odmówił papierosa z powodu własnej matki, która mu tego zabroniła. Charlotte może i faktycznie nigdy czegoś takiego nie zostawiła, jednak oddawanie się takiemu nałogowi jak palenie papierosów było dla młodego Kellyego prostą drogą do sprawienia jej zawodu. Skinął mężczyźnie głową i wraz z nim usiadł przy jednym ze stolików rozstawionych przed Fontanną Szczęśliwego Losu, aby móc skosztować rzeczonego kieliszka wina podczas rozmowy ze znajomym wujka Anthony'ego.
Zastukał delikatnie palcami o blat stolika patrząc uważnie na Gabriela, jakby się nad czymś zastanawiał. W głowie Theo zaś pędziły myśli na temat tego co mówił mężczyzna. Dlaczego chciał smakować Londynu? Przepełnionego smogiem wymieszanym z mgłą. Nie potrafił się odnaleźć w tym wszystkim i jedynie wzruszył ramionami.
- Tam gdzie zawsze, wystarczy przejść się horyzontalną, zwiedzić Nokturn, aby odnaleźć skupiska młodych ludzi, nie ukrywamy się po piwnicach, nie szukamy podejrzanych miejsc, aby spędzać czas. Londyn nie jest smakowity, ale jeśli chcesz się nim rozkoszować musi się po prostu w niego zagłębić. Wyjść poza schemat czarodziejskiego świata, znaleźć jakiś mugolski klub, aby... - urwał nie do końca pewien czy kontynuowanie jest bezpiecznym wyjściem. Nie wiedział zbyt wiele o tym człowieku, poza jego imieniem to w sumie nic, dlatego mówienie o eskapadach do mugolskiego świata nie wydawały się zbyt bezpieczne.