16.02.2025, 13:25 ✶
- Lepiej. Słyszałem, że Ministerstwo ma dawać hajs na dziecko. Jakieś +300 galeonów czy coś. Programy socjalne dla samotnych ojców- Odparł z tak pewną miną jakby nie próbował jej właśnie wcisnąć największej, wyssanej z palca bzdury tylko szczery fakt. W dodatku taki zasłyszany z oficjalnego źródła, a nie od pijaczków z ławeczki pod Danse Macabre, którzy zarzekali się, że stryj wuja siostry jednego Longbottoma pracuje w dziale socjalnym i trzyma takie crypto środki.- Ale na martwe nie dają. Więc chuj cały interes trafił.
Odwrócił głowę, by jeszcze przez chwilę w milczeniu poobserwować Fridę. A raczej to czy przypadkiem nie rzuca się do mazania po ścianach. Albo przynajmniej nie postanowiła zacząć kolorować swojej własnej, zadziwiająco wciąż białej sukieneczki. Była podejrzanie grzeczna, zaaferowana książeczkami i kredkami.
- Wiesz, że to stara kiecka Lorr?- Zapytał ni z tego ni z owego, ot bardziej z wewnętrznej potrzeby paplania o niczym niż dlatego, że sam temat był bardzo interesujący. Ale skręcało go od samego rozmawiania o Otto, więc jedynie skomentował krótko:
- Maeve… Ty też jesteś łatwopalna.
Powiedział to bez cienia złośliwości. Proste i uczciwe“uważaj na siebie” w życiu by Malfoy'owi przez gardło nie przeszło. To nie było żadną tajemnicą, że ze wszystkich partnerów Lorraine, Mewka była tą, którą Baldwin tolerował najbardziej. Miała przynajmniej z trzy szare komórki, co już dawało łącznie więcej niż dzielili wszyscy, z którymi jego siostra stryjeczna się zadawała wcześniej (i mówił to z pełną miłością dla Oleandra). Plus Chang była częścią ich małego podziemnego świata. Świata, w którym był Orfeusz; tego przepełnionego nędzą i brudem, ale przynajmniej szczerego do bólu świata. Jeśli Maeve miała być tym ogniwem, które Lorraine tu zatrzyma, wybije jej z głowy debilne pomysły o przymilaniu się do tej bogatej części ich rodziny - Baldwin nie zamierzał się w sprawę wpieprzać. Zwłaszcza, że poprzeczka leżała kurwa na ziemi. Trudno się o nią było nie potknąć, nawet przypadkiem.
Może nawet starał się ją uważnie wysłuchać, ale gdzieś pomiędzy “plączą sie pod nogami”, a “własnej osobie” jego myśli popłynęły swoim własnym torem. Zawiesił się, analizując o co może chodzić z przeniesieniem przejścia. Powinien podpytać szczury czy coś o tym wiedzą? Zagadać do lokalnych bezdomnych? Oni pierwsi wiedzieli o takich rzeczach. Trochę byłby przypał stanąć któregoś dnia przed zejściem i stwierdzić, że no zamknięte do odwołania. Wymieniono zamki i zapomniano wręczyć wszystkim uczciwie pracującym przedsiębiorcom kluczy.
On miał galerię sztuki do prowadzenia!
- I po to tu przyszłaś? Żeby go sprzedać przed Lorr? Popłakać, że ci frajer kuku zrobił?- Zapytał nieco podejrzliwie, starając się udawać, że zakodował wszystko co dotychczas powiedziała. Nie żeby nie zrobił na jej miejscu tego samego. Skoro można było sprzedać typa i jeszcze zostać pocałowanym za to w czółko i pogłaskanym po główce, to grzechem byłoby przegapić taką okazję. Ale najpierw nos, potem dalsze plotki.
Złapał czarownicę za podbródek odchylił jej głowę do tyłu, żeby lepiej się przyjrzeć ranom wojennym.- Dobra. Nie ruszaj się.
Bez przesadnego cackania się wymacał palcami naruszone miejsce. Nie był zajebistą pielęgniareczką w skąpym wdzianku, ale na razie musiał Mewce wystarczyć. Szarpnął mocno, wpychając złamaną kość na jej miejsce. Zaraz potem wygrzebał z kieszeni spodni jakąś względnie czystą chusteczką, której jeszcze nie zdążył ujebać farbami czy innymi smarkami, tylko po to, żeby docisnąć ją do nosa Mewki, z którego na nowo pociekła ciurkiem krew. Odsunął lekko głowę oceniając swoją pracę. Jak na jego oko - zajebiście. Pełna profeska.. Może i zyskała ślicznego siniaka przy okazji (i to za darmo!), ale jakby ktoś go pytał to nos miała nawet prostszy niż zazwyczaj. Tak coś przeczuwał od dawna, że rozminął się z powołaniem.
- Nie powiem, nie przeszkadzało mi, że smarkule z Hogsa szukały u nas przygód.- Wzruszył ramionami wracając do głównego tematu, który przerwała ta krótka medyczna interwencja. W ich wieku robił to samo - korzystał z każdej okazji, żeby wyrwać się z nudnego domu i pobłądzić po Nokturnie i Podziemnych Ścieżkach. Z tą drobną różnicą, że miał tu starego, mocne plecy i jak to babcie z kowenu lubiły powtarzać “był bardzo przystojnym kawalerem”. Jedyne co mogły tu znaleźć dziewuszki z mlekiem pod nosem to same kłopoty.- Wiesz co ci powiem? Powinniśmy za nimi plakaty gończe wywieszać. Ministerstwo to pierwsze do obklejania murów. Może jakby częściej dostawali w pysk za pakowanie nosa gdzie nie trzeba, to by tu rzadziej przychodzili.- Stwierdził, po czym oparł się o ladę. Najwyraźniej nie zamierzał już wracać do pracy przy księgach.
Odwrócił głowę, by jeszcze przez chwilę w milczeniu poobserwować Fridę. A raczej to czy przypadkiem nie rzuca się do mazania po ścianach. Albo przynajmniej nie postanowiła zacząć kolorować swojej własnej, zadziwiająco wciąż białej sukieneczki. Była podejrzanie grzeczna, zaaferowana książeczkami i kredkami.
- Wiesz, że to stara kiecka Lorr?- Zapytał ni z tego ni z owego, ot bardziej z wewnętrznej potrzeby paplania o niczym niż dlatego, że sam temat był bardzo interesujący. Ale skręcało go od samego rozmawiania o Otto, więc jedynie skomentował krótko:
- Maeve… Ty też jesteś łatwopalna.
Powiedział to bez cienia złośliwości. Proste i uczciwe“uważaj na siebie” w życiu by Malfoy'owi przez gardło nie przeszło. To nie było żadną tajemnicą, że ze wszystkich partnerów Lorraine, Mewka była tą, którą Baldwin tolerował najbardziej. Miała przynajmniej z trzy szare komórki, co już dawało łącznie więcej niż dzielili wszyscy, z którymi jego siostra stryjeczna się zadawała wcześniej (i mówił to z pełną miłością dla Oleandra). Plus Chang była częścią ich małego podziemnego świata. Świata, w którym był Orfeusz; tego przepełnionego nędzą i brudem, ale przynajmniej szczerego do bólu świata. Jeśli Maeve miała być tym ogniwem, które Lorraine tu zatrzyma, wybije jej z głowy debilne pomysły o przymilaniu się do tej bogatej części ich rodziny - Baldwin nie zamierzał się w sprawę wpieprzać. Zwłaszcza, że poprzeczka leżała kurwa na ziemi. Trudno się o nią było nie potknąć, nawet przypadkiem.
Może nawet starał się ją uważnie wysłuchać, ale gdzieś pomiędzy “plączą sie pod nogami”, a “własnej osobie” jego myśli popłynęły swoim własnym torem. Zawiesił się, analizując o co może chodzić z przeniesieniem przejścia. Powinien podpytać szczury czy coś o tym wiedzą? Zagadać do lokalnych bezdomnych? Oni pierwsi wiedzieli o takich rzeczach. Trochę byłby przypał stanąć któregoś dnia przed zejściem i stwierdzić, że no zamknięte do odwołania. Wymieniono zamki i zapomniano wręczyć wszystkim uczciwie pracującym przedsiębiorcom kluczy.
On miał galerię sztuki do prowadzenia!
- I po to tu przyszłaś? Żeby go sprzedać przed Lorr? Popłakać, że ci frajer kuku zrobił?- Zapytał nieco podejrzliwie, starając się udawać, że zakodował wszystko co dotychczas powiedziała. Nie żeby nie zrobił na jej miejscu tego samego. Skoro można było sprzedać typa i jeszcze zostać pocałowanym za to w czółko i pogłaskanym po główce, to grzechem byłoby przegapić taką okazję. Ale najpierw nos, potem dalsze plotki.
Złapał czarownicę za podbródek odchylił jej głowę do tyłu, żeby lepiej się przyjrzeć ranom wojennym.- Dobra. Nie ruszaj się.
Bez przesadnego cackania się wymacał palcami naruszone miejsce. Nie był zajebistą pielęgniareczką w skąpym wdzianku, ale na razie musiał Mewce wystarczyć. Szarpnął mocno, wpychając złamaną kość na jej miejsce. Zaraz potem wygrzebał z kieszeni spodni jakąś względnie czystą chusteczką, której jeszcze nie zdążył ujebać farbami czy innymi smarkami, tylko po to, żeby docisnąć ją do nosa Mewki, z którego na nowo pociekła ciurkiem krew. Odsunął lekko głowę oceniając swoją pracę. Jak na jego oko - zajebiście. Pełna profeska.. Może i zyskała ślicznego siniaka przy okazji (i to za darmo!), ale jakby ktoś go pytał to nos miała nawet prostszy niż zazwyczaj. Tak coś przeczuwał od dawna, że rozminął się z powołaniem.
- Nie powiem, nie przeszkadzało mi, że smarkule z Hogsa szukały u nas przygód.- Wzruszył ramionami wracając do głównego tematu, który przerwała ta krótka medyczna interwencja. W ich wieku robił to samo - korzystał z każdej okazji, żeby wyrwać się z nudnego domu i pobłądzić po Nokturnie i Podziemnych Ścieżkach. Z tą drobną różnicą, że miał tu starego, mocne plecy i jak to babcie z kowenu lubiły powtarzać “był bardzo przystojnym kawalerem”. Jedyne co mogły tu znaleźć dziewuszki z mlekiem pod nosem to same kłopoty.- Wiesz co ci powiem? Powinniśmy za nimi plakaty gończe wywieszać. Ministerstwo to pierwsze do obklejania murów. Może jakby częściej dostawali w pysk za pakowanie nosa gdzie nie trzeba, to by tu rzadziej przychodzili.- Stwierdził, po czym oparł się o ladę. Najwyraźniej nie zamierzał już wracać do pracy przy księgach.