— Przerażające? — zmarszczyła brwi i zerknęła na smoczognika, siedzącego na ramieniu, zastanawiając się nad tym słowem.
Tak, można uznać, że niektóre z magicznych zwierząt są przerażające, chociaż Regina nie użyłaby tego słowa w stosunku do żadnego z nich. Były niesamowite, fascynujące, zachwycały nie tylko swoim wyglądem, ale przede wszystkim tym, jak przystosowywały się do życia. Jak dostosowały się do magii, jak wykorzystywały ją do obrony, do zdobywania pokarmu, do życia.
Czy wspomniane testrale były okropne? Przecież nie wybierały tego, jak wyglądają, czym się żywią i że widzą je tylko ci, którzy byli świadkami czyjejś śmierci. Czy smoki przerażały, bo ziały ogniem lub pluły jadem i mogły połknąć dorosłego człowieka w całości? Przerażające? Okropne? Nie, zdecydowanie nie. Fascynujące, pomyślała Regina, z czułością muskając niewielki smoczy łepek.
— Można je tak określić… — zgodziła się, ale bez przekonania.
Nie chciała wdawać się w dyskusję na ten temat. Nie tu i nie teraz, bo wątpiła, że Enzo byłby skłonny słuchać o magizwierzętach przez następne kilka godzin. Z pewną ulgą przyjęła, że przeskoczyli na temat wyjazdów.
— Tak, miałam. To właśnie te gorące źródła były celem mojego wyjazdu. Obserwowałam tamtejsze ptaki, które opierają swoje bytowanie na nich.
Przestała głaskać Cymbała i uśmiechnęła się na widok rozmarzonego spojrzenia Enzo. Ani trochę się mu nie dziwiła, bo tak jak powiedział, siedząc w takim “kotle” żaden wiatr, ani deszcz lub śnieg nie były straszne.
— Niesamowite prawda? Niby ogień i woda są tak przeciwne, a współtworzą coś takiego. Natura, po prostu, natura.Dolała mleka do herbaty Remingtona w takiej ilości, w jakiej sobie zażyczył. Zaproponowała mu również cukier i jeżeli chciał kostkę lub dwie, to od razu mu wsypała. Do swojej kawy wrzuciła aż trzy i zamieszała niedbale, cichutko stukając sztućcem o porcelanę.
Przez chwilę wodziła spojrzeniem za drgającym, niczym wąż, krawieckim metrem, by zaraz poświęcić uwagę rozmówcy. Bardziej ów przyborem zainteresował się Cymbał, który najpierw otworzył oko, by skontrolować, co się dzieje dookoła. Zaraz też podniósł głowę. Maleńki łepek przesuwał się w takt za drganiem metra, a pionowe źrenic zwęziły się drapieżnie. Końcówka ogona zaświeciła się, ale nie posypały się z niego iskry.
— Kreacji…? — powtórzyła za Enzo, mrużąc lekko oczy. — Znaczy... Jeżeli rzeczywiście uważasz to za warte twojego czasu i pracy.
Nieznacznie i odruchowo wzruszyła ramionami, nie będąc ani przekonaną co do pomysłu, ani też zdecydowaną, by mu odmówić. Przede wszystkim chciała załatwić to, o czym pisali, ale kiedy to będą mieli za sobą, to czemu nie miałaby poddać się jego wizji.
Wstała z fotela i przełożyła jaszczura na oparcie. Przyszedł czas, żeby zająć się tym, co było celem całego tego spotkania. Skierowała różdżkę w stronę biurka i przywołała z niego kilka kartek; szkicy i wycinków z gazet modowych, w dodatku mugolskich. Z cichym szelestem wylądowały na stoliku od strony Enzo.
— Potrzebuję nowej, wytrzymałej kurtki na moje wyprawy. Myślałam o czymś takim.I znowu różdżka poszła w ruch, a dwie z kartek przesunęły się na wierzch. Przedstawiały krótki, ale obszerny płaszcz z grubej wełny, z dużymi kieszeniami, kapturem i nietypowym zapięciem w postaci szlufek i drewnianych kołków.
— Natomiast przy drugiej rzeczy jeszcze się zastanawiam pomiędzy mugolskim płaszczem a peleryną, tyle że znowu, z kieszeniami. — ruchem głowy wskazała na resztę kartek. — Zebrałam wycinki i zdjęcia tego, co mi wpadło w oko. Może mi doradzisz? Niekoniecznie interesuje mnie, żeby iść krok w krok z tym co modne, ale nie chciałabym wyglądać, jak...Troll w stroju baletnicy, powiedziała w myślach, jednocześnie gryząc się w język. Zamiast tego dokończyła:
— Po prostu myślałam o czymś bardziej formalnym, kiedy jestem w cywilizowanym świecie.