16.02.2025, 22:39 ✶
Charles niewiele wiedział o świecie czystokrwistych w Londynie, ale jednego zdołał się nauczyć: każdy miał powiązanie z każdym. Niezależnie od tego, co pokazywali na zewnątrz, większość znała się być może bardziej, niż tak naprawdę tego chcieli, nawet nie utrzymując bezpośrednich kontaktów. W swojej dobroduszności Charles jednak twierdził, że czystokrwiste rody dbają najpierw o swój interes, dopiero potem zastanawiając się nad możliwością zaszkodzenia innym. Wciąż nie nauczył się tego, jak potężnym narzędziem mogła być zawiść.
- Wszystkie prośby mają swoją cenę. - Przypomniał Rodolphusowi, lecz nie zamierzał przekonywać go, by porzucił swoje plany. Wręcz przeciwnie, schlebiało mu, że Rodolphus chce zaciągnąć u kogoś możliwy dług w jego imieniu, by pomóc siostrze.
Dopiero zaczynał rozumieć, że to Rolph jest jedyną osobą, której może zaufać ostatecznie. Że Lestrange nie sięgnie po nóż, by wbić mu go w plecy, że mimo tego, iż może mieć inne osoby, nie zachowa się jak Richard i nie będzie wprost przyznawał, kogo dobro jest najważniejsze. Rodolphus nie sprawiał, że ich relacja musiała uwzględniać kogoś jeszcze, bo przecież byli w niej tylko oni obaj, teraz tym bardziej połączeni naszyjnikiem, który miał działać jak koło ratunkowe.
Na jego ustach błąkał się uśmiech, gdy wpatrywał się w szare oczy Rolpha, a jegp klatkę piersiową wypełniało ciepło. Schylił głowę, ułatwiając zapięcie amuletu, a kiedy serce zawisło już na jego karku, złapał je w dłoń i ścisnął, chcąc oswoić się z tym uczuciem. Metal był chłodny dla skóry. Wszystko było w porządku.
- Wiem, czym ryzykuję. - Powiedział, przysuwając się, by przenieść palce na szczękę Rolpha, by po raz kolejny zbadać jej kształt. - Ale z tobą nic mi nie grozi. Ja będę się starał, żeby nic nie groziło tobie. Możesz mi zaufać.
- Wszystkie prośby mają swoją cenę. - Przypomniał Rodolphusowi, lecz nie zamierzał przekonywać go, by porzucił swoje plany. Wręcz przeciwnie, schlebiało mu, że Rodolphus chce zaciągnąć u kogoś możliwy dług w jego imieniu, by pomóc siostrze.
Dopiero zaczynał rozumieć, że to Rolph jest jedyną osobą, której może zaufać ostatecznie. Że Lestrange nie sięgnie po nóż, by wbić mu go w plecy, że mimo tego, iż może mieć inne osoby, nie zachowa się jak Richard i nie będzie wprost przyznawał, kogo dobro jest najważniejsze. Rodolphus nie sprawiał, że ich relacja musiała uwzględniać kogoś jeszcze, bo przecież byli w niej tylko oni obaj, teraz tym bardziej połączeni naszyjnikiem, który miał działać jak koło ratunkowe.
Na jego ustach błąkał się uśmiech, gdy wpatrywał się w szare oczy Rolpha, a jegp klatkę piersiową wypełniało ciepło. Schylił głowę, ułatwiając zapięcie amuletu, a kiedy serce zawisło już na jego karku, złapał je w dłoń i ścisnął, chcąc oswoić się z tym uczuciem. Metal był chłodny dla skóry. Wszystko było w porządku.
- Wiem, czym ryzykuję. - Powiedział, przysuwając się, by przenieść palce na szczękę Rolpha, by po raz kolejny zbadać jej kształt. - Ale z tobą nic mi nie grozi. Ja będę się starał, żeby nic nie groziło tobie. Możesz mi zaufać.
Koniec sesji