Uśmiech Krukona niewiele wskórał, ale był życzliwym gestem w stronę Reginy, która zdążyła się już pogodzić z tym, że spłonie, trafiona przez ognistego kraba.
O wiele większy wpływ na nią miał ton Basiliusa. Spokojny i bez śladów paniki, udzielającej się każdemu, nawet profesorowi Kettleburnowi, który powinien być dla nich wszystkich wzorem. Zamiast tego był świetnym przykładem, czego nie należało robić, będąc w jednej klatce z ogniomiotnym zwierzęciem.
Jego szata tu i ówdzie była przypalona, a fartuch znaczyły smoliste smugi, świadczące o bardzo bliskim spotkaniu z wydzielinami kraba. Nadal uchylał się przed kulami ognia, ale wyglądał na coraz bardziej zmęczonego.
— Wszystko na pewno będzie dobrze…
Regina po tych słowach zagryzła zęby i zebrała się do kupy. Dłoń do białości zacisnęła na różdżce, a w myślach cały czas powtarzała formułę zaklęcia, którym miała zamiar potraktować stworzenie.
Postawa Basila w obliczu totalnego chaosu, udzieliła się po trochu i jej. Kiedy wyskoczył spod ławki, wstrzymała oddech, śledząc każdy jego ruch miodowymi oczami i czekała, czekała, czekała…
Aż nie nadeszło donośne „Teraz!”, na które wyskoczyła w ślad za Basiliusem, z różdżką uniesioną wysoko i głową jeszcze wyżej.
Nad nimi poszybowały ogniste pociski. Jeden ze stolików poderwał się i zaraz opadł. Uczniowie czołgali się pod ławkami lub pomykali w popłochu slalomem pomiędzy nimi. Jednak Regina na nic z tych rzeczy nie zwracała uwagi, skupiona całkowicie na tym, by wycelować różdżką w stronę ognistego kraba.
— Glacius! — krzyknęła i jednocześnie wykonała ostry ruch ręką.
Błysnęło i z różdżki wystrzelił jasnoniebieski promień, który przeciął salę, przeszedł pomiędzy kratami klatki i… Ugodził nogę profesora Kettleburna, przytwierdzając ją do podłogi. Nauczyciel krzyknął zaskoczony i, o zgrozo, postąpił krok bez nogi. Jak się później okazało, trafiła w drewnianą protezę, potwierdzając plotki o tym, że profesor ma więcej sztucznych kończyn, niż tych prawdziwych.
— Glaaaaaciuuuuus! — krzyknęła ponownie, ale tym razem w głosie, jak i w ruchach była panika.
Kolejny błysk. W tym samym czasie w tarczę Basilego uderzył ognisty pocisk. Regina zamknęła oczy, będąc pewną, że to koniec, zaraz ona lub on staną w płomieniach. Już słyszała ten krzyk, czuła gorąco…
Otworzyła jedno oko, kiedy dotarło do niej, że nic takiego nie czuła, ani nie słyszała. Zaraz potem otworzyła drugie i niedowierzająco patrzyła, jak pocisk spływa po tarczy, z kolei kraba w połowie zakrywa lód.
— U-udało nam się…
Słowa były przepełnione niedowierzaniem. Puchonka powoli opuściła różdżkę, nadal patrząc na unieruchomionego kraba.
— MOJA RÓŻDŻKA!!!
Rozdarł się Kettleburn, skacząc na jednej nodze, jak spanikowany kurak, który znalazł i zaraz zgubił upolowanego robaka. Rozglądał się dookoła, chwiejąc się raz w jedną, raz w drugą stronę, łapał się krat i od razu się od nich odbijał, jakby nadal unikał ognistych pocisków. Przy czym cały czas wykrzykiwał pytania o różdżkę.
Rzeczywiście może oboje powinni wybrać wróżbiarstwo. W końcu dobry wróżbita przewidziałby cały ten chaos i w ogóle nie pojawiał się na lekcji…