Heather zawsze bardzo chętnie spotykała się z dawnymi znajomymi. Uważała, że warto jest utrzymywać znajomości, w końcu nigdy nie wiadomo, kiedy może się przydać pomoc dawnych kolegów i koleżanek. Tym bardziej, że czasy w jakich przyszło im żyć, były bardzo niepewne, różne sytuacje się zdarzały, warto było więc mieć znajomych w różnych miejscach. Chęć spotkania Theo nie była jednak spowodowana jedynie tym, że będzie mogła go kiedyś wykorzystać. Naprawdę przepadała za nim za czasów szkolnych, a że słyszała iż jest aktorem była ciekawa jak mu się wiedzie, a mimo wszystko lepiej sprawdzić to osobiście, niż przeczytać o tym w gazecie. Tym bardziej, że bardzo dobrze wiedziała, jak wygląda sprawa z prasą - większość to były opowieści wyssane z palca.
Pozostało w niej na pewno coś z tego rudego dzieciaka. Nadal miała w sobie tę samą pasję, chęć rywalizacji, jednak udało jej się trochę wyrosnąć od podłogi. Nie uważała siebie za konkurentkę godną syreny, nie była typową pięknością, twierdziła, że nadrabia charakterem.
Dostrzegła go w powietrzu. Nawet przez myśl nie przyszło jej, że mógłby ją wystawić. Nigdy nie brała takiej opcji pod uwagę, tym bardziej, że sama jeśli o to chodzi była bardzo słowna, uważała więc, że i wszyscy inni powinni zachowywać się tak samo. Pomachała mu ręką - Hejka! - Krzyknęła, kiedy jeszcze był w powietrzu. Przyglądała mu się uważnie, kiedy leciał w jej kierunku i lądował. Musiała obejrzeć przeciwnika z każdej strony.
Wyglądał na zadowolonego - to dobrze, najwyraźniej nie tylko ona cieszyła się z tego spotkania. - No czeeeeść. - Przeciągnęła. Zbliżyła się do niego z miotłą w ręku. - Ciebie również, dobrze wyglądasz. - Dodała jeszcze, bo faktycznie tak uważała. - Zaczynamy od zawodów, czy najpierw opowiesz mi o tej krwiożerczej bestii? - Cóż, rozbudził jej ciekawość, naprawdę chyciała usłyszeć tę opowieść.