17.02.2025, 13:25 ✶
- Nie to ja przepraszam.- Westchnęła, widząc spojrzenie kuzyna. Nagle poczuła potrzebę wytłumaczenia się. Jest twoim lekarzem, powinien wiedzieć o takich rzeczach. Upomniała się w myślach nim pociągnęła dalej niewygodny temat.- Po prostu… Od ostatniej przemiany praktycznie nie mogę nic przełknąć.- Bezwiednie przesunęła palcami po swojej smukłej szyi, starając się zbyt mocno nie dociskać ich do skóry, gdyby znów miało rozboleć. Nie przeszkadzała mu więcej, popijając powoli herbatę. Odstawiła filiżankę dopiero, gdy postanowił się przesiąść bliżej.
Spodziewała się? Nie spodziewała się? Ciężko powiedzieć. Jedyną reakcją na tą nowinę było nieco bardziej nerwowe, parokrotne mrugnięcie. Lekkie wygięcie ust, gdy przygryzła dolną wargę.
- Yule, huh.- Zacisnęła nieco mocniej palce na przodzie spódnicy, analizując wszystko to co usłyszała. Pierwszą myślą było dopytać czy na pewno to Yule ma na myśli czy może jakieś za piętnaście lat, ale znała odpowiedź. Ciało samo jej podpowiadało, że nie jest za dobrze. Jakaś cząstka jej duszy się buntowała - wszystko działo się zbyt szybko; to niesprawiedliwe - inne czarownice dożywały czterdziestki, powinna mieć jeszcze kilka lat! Druga cząstka z kolei milczała, bo Lorien naprawdę nie chciała westchnąć kołaczącego w głowie “nareszcie” na głos.
- Dziękuję Ci.- Powiedziała wreszcie, gdy zdołała choć trochę uporządkować myśli. Całe życie czekała na taką prognozę. Gdy była młodsza ćwiczyła nawet swoją reakcję na to wszystko. Różne reakcje, od szoku i niedowierzania, przez jedną łzę spływającą po policzku, po kompletną apatię i nonszalanckie machnięcie ręką. Ale teraz, gdy ją wreszcie usłyszała - poczuła dziwną ulgę. Jakby mogła przestać żyć w zawieszeniu. Wysłuchała go uważnie, każde kolejne słowo i zalecenie. Nowe eliksiry i wywary brzmiały dobrze. Skrzywiła się delikatnie na kontakt z kolejnymi specjalistami - nienawidziła być obiektem eksperymentalnym. Ale tym razem wyjątkowo nie oponowała.
- Całe szczęście, że mam tak spokojną, bezstresową pracę.- Pokręciła głową, kiepskim humorem próbując zatuszować nerwowe drżenie głosu. Nie planowała się wybierać na przedwczesną emeryturę. Diagnoza nie otworzyła nagle magicznej furtki w jej umyśle, a sama Lorien nie zapragnęła naraz porzucić wszystko co znała i kochała, by wyruszyć w podróż dookoła świata; nie chciała nagle zrealizować miliona marzeń i sporządzać listy rzeczy do zrobienia przed śmiercią.- Masz moją pełną zgodę na konsultowanie mojego przypadku z innymi magomedykami czy klątwołamaczami. Jeśli ma się to jakoś przysłużyć nauce - droga wolna.- Oparła policzek o grzbiet dłoni, a łokieć o podłokietnik. Głowa jej ciążyła od tych wszystkich niechcianych myśli. Co dalej. Co z pracą, Gringottem, domem. Powinna powiedzieć rodzicom. A jeśli im to komu jeszcze? Alexander. Tak. Musiała z nim o tym porozmawiać. Anthony? To… To była trudniejsza decyzja.- Ale wierzę, że nie muszę ci przypominać Basiliusie, że trzymasz pieczę nad wyjątkowo wrażliwymi informacjami o urzędniku państwowym.- A jednak, przypominała, bo czasem warto było przypomnieć, że choć chorowała Lorien, to wyciek takich informacji nawet w dobrej wierze - był naruszeniem dobra pani sędzi Mulciber.
Nie skomentowała też tego, że miałaby gdzieś wyjechać czy zacząć ignorować Mulciberów. Głównie dlatego, że nie lubiła Prewetta kłamać.
Spodziewała się? Nie spodziewała się? Ciężko powiedzieć. Jedyną reakcją na tą nowinę było nieco bardziej nerwowe, parokrotne mrugnięcie. Lekkie wygięcie ust, gdy przygryzła dolną wargę.
- Yule, huh.- Zacisnęła nieco mocniej palce na przodzie spódnicy, analizując wszystko to co usłyszała. Pierwszą myślą było dopytać czy na pewno to Yule ma na myśli czy może jakieś za piętnaście lat, ale znała odpowiedź. Ciało samo jej podpowiadało, że nie jest za dobrze. Jakaś cząstka jej duszy się buntowała - wszystko działo się zbyt szybko; to niesprawiedliwe - inne czarownice dożywały czterdziestki, powinna mieć jeszcze kilka lat! Druga cząstka z kolei milczała, bo Lorien naprawdę nie chciała westchnąć kołaczącego w głowie “nareszcie” na głos.
- Dziękuję Ci.- Powiedziała wreszcie, gdy zdołała choć trochę uporządkować myśli. Całe życie czekała na taką prognozę. Gdy była młodsza ćwiczyła nawet swoją reakcję na to wszystko. Różne reakcje, od szoku i niedowierzania, przez jedną łzę spływającą po policzku, po kompletną apatię i nonszalanckie machnięcie ręką. Ale teraz, gdy ją wreszcie usłyszała - poczuła dziwną ulgę. Jakby mogła przestać żyć w zawieszeniu. Wysłuchała go uważnie, każde kolejne słowo i zalecenie. Nowe eliksiry i wywary brzmiały dobrze. Skrzywiła się delikatnie na kontakt z kolejnymi specjalistami - nienawidziła być obiektem eksperymentalnym. Ale tym razem wyjątkowo nie oponowała.
- Całe szczęście, że mam tak spokojną, bezstresową pracę.- Pokręciła głową, kiepskim humorem próbując zatuszować nerwowe drżenie głosu. Nie planowała się wybierać na przedwczesną emeryturę. Diagnoza nie otworzyła nagle magicznej furtki w jej umyśle, a sama Lorien nie zapragnęła naraz porzucić wszystko co znała i kochała, by wyruszyć w podróż dookoła świata; nie chciała nagle zrealizować miliona marzeń i sporządzać listy rzeczy do zrobienia przed śmiercią.- Masz moją pełną zgodę na konsultowanie mojego przypadku z innymi magomedykami czy klątwołamaczami. Jeśli ma się to jakoś przysłużyć nauce - droga wolna.- Oparła policzek o grzbiet dłoni, a łokieć o podłokietnik. Głowa jej ciążyła od tych wszystkich niechcianych myśli. Co dalej. Co z pracą, Gringottem, domem. Powinna powiedzieć rodzicom. A jeśli im to komu jeszcze? Alexander. Tak. Musiała z nim o tym porozmawiać. Anthony? To… To była trudniejsza decyzja.- Ale wierzę, że nie muszę ci przypominać Basiliusie, że trzymasz pieczę nad wyjątkowo wrażliwymi informacjami o urzędniku państwowym.- A jednak, przypominała, bo czasem warto było przypomnieć, że choć chorowała Lorien, to wyciek takich informacji nawet w dobrej wierze - był naruszeniem dobra pani sędzi Mulciber.
Nie skomentowała też tego, że miałaby gdzieś wyjechać czy zacząć ignorować Mulciberów. Głównie dlatego, że nie lubiła Prewetta kłamać.