To było za dużo pytań, żeby nie zgubił się w tej historii. Pokręcił głową, nie był potworem. A może był, ale na pewno nie był potworem tej opowieści. I tak - to był Thoran Yaxley, Laurent znalazł potwierdzenie w jego oczach i gestach.
A później kolejna przerwa na oddech. Nie potrafił mówić, opowiadać pięknie, przekazywać swoich myśli tak klarownie, żeby inni ludzie mogli zrozumieć od razu o co chodzi. Ale mógł przecież zrobić to chronologicznie. Mógł mu przekazać suche fakty w postaci osi czasu, zdarzeń przekazanych od początku do końca. Nie... Nie lubił tego. Spowiadać się z własnych decyzji, ale przecież tu chodziło o bezpieczeństwo kogoś, na kim mu niesamowicie zależało. Jego życie się nie skończyło. Jego życie było najpiękniejszym człowiekiem jakiego kiedykolwiek widział, wtulonym w niego i wpatrzonym w jego załzawione oczy jak w obrazek. Na pewno nie zdobędzie się na pełną szczerość, ale Laurent powinien wiedzieć.
I jeszcze jedna, chociaż nic nie powiedział. Te głębokie westchnienia rozdzieliły momenty, w których mówił od tych, w których rozmyślał w ciszy i nie dzielił się niczym prócz swoją bliskością.
- W czerwcu - bo to mogło być istotne, że wszystko zaczęło się w to lato - Geraldine zostawiła mi w The Loft list. Napisała mi jakieś bzdury, że będę się dobrze bawił i mi zapłaci, jaja sobie robiła prosząc mnie o pomoc. Poszliśmy razem do Wiwernu i wszystko wydawało się być zwyczajne, póki mi nie powiedziała, że ma brata bliźniaka. To było zajebiście dziwne. Kiedy opuszczałem Ścieżki zostawiłem wielu ludzi za sobą i często o nich myślałem, ale o nim nigdy. I nagle przypomniałem sobie, że się stukaliśmy i to nie raz, obiecywał mi, że zabierze mnie kiedyś do Stanów. - Potarł palcami czoło, ale szybko wrócił do dotykania blondyna. Do dotyku dającego mu komfort. - Te wspomnienia nie miały sensu w zestawieniu z tym, że ja się wtedy spotykałem z Razielem. Były jak... Jakby sobie powybierał coś z mojej biografii, z tego co mówiły mi inne typy i skleił sobie z tego w miarę wiarygodną opowieść, którą mógł mi wcisnąć. W tamtym momencie... Wydawała mi się bardzo realna. Geraldine mówiła mi o tym, że jej ojciec i kilku znajomych w ogóle go nie pamięta i ja wtedy myślałem, że to działa na odwrót i typa coś wymazuje, zaczynając od Gerarda. Więc zapisałem co wiedziałem w dzienniku, żeby do tego wrócić. Notatkę z tego spotkania. Była idiotyczna. Kompletnie nie zdawałem sobie sprawy z tego, co może się dalej stać. Ona mnie poprosiła o to, żebym z nim poflirtował i wyciągnął z niego co mogę. Poszedłem do Dziurawego w dzień, kiedy on tam zawsze jest bo mają jakieś cykliczne wydarzenia i zaciągnąłem go do pokoju, żeby napić się czegoś i... - Przełknął ślinę, uciekając spojrzeniem. Mogło się wydawać, że wstydził się kolejnej próby zdrady, albo czegoś w tym stylu, ale prawda była gorsza. Nigdy przecież nie chciał tego robić, uprzedził Geraldine, że gdyby coś miało się stać to wyjdzie. - Rozmawialiśmy, ona słuchała tego przez okno. Wszystko wydawało się normalne. Zadawałem mu pytania, „nadrabialiśmy czas” pijąc jakieś paskudztwo, dowiadywałem się o tym czym się zajmował kiedy nie było mnie na Ścieżkach. A później coś się w nim zmieniło i zacząłem czuć się nieswojo. Zaczął prawić mi dziwne komplementy i moją pierwszą reakcją było wyjście, ale nie potrafiłem się ruszyć. Zaczął się na mnie kłaść i ściągać ze mnie ubrania. Wyglądał tak samo jak zawsze, ale... - Zacisnął palce na jego ubraniu. - Jednocześnie widziałem w swojej głowie jak wygląda naprawdę. To było obleśne, czarne, bezkształtne coś... Paskudne jak noc, jakby uczące się przybierać kształt ludzkiej twarzy. Testujące swoje możliwości. Próbował mnie tam zgwałcić. Mówiłem jej wcześniej, że tego nie zrobię i zrzygam się na niego winem albo coś, ale nie mogłem. Jak mi wróciło czucie w nogach, rozjebałem mu butelkę na głowie i stamtąd wybiegłem. Spałem u Raziela, pomagał mi później napisać do niej list. Wtedy wydawała mi się być normalna.
A później kolejna przerwa na oddech. Nie potrafił mówić, opowiadać pięknie, przekazywać swoich myśli tak klarownie, żeby inni ludzie mogli zrozumieć od razu o co chodzi. Ale mógł przecież zrobić to chronologicznie. Mógł mu przekazać suche fakty w postaci osi czasu, zdarzeń przekazanych od początku do końca. Nie... Nie lubił tego. Spowiadać się z własnych decyzji, ale przecież tu chodziło o bezpieczeństwo kogoś, na kim mu niesamowicie zależało. Jego życie się nie skończyło. Jego życie było najpiękniejszym człowiekiem jakiego kiedykolwiek widział, wtulonym w niego i wpatrzonym w jego załzawione oczy jak w obrazek. Na pewno nie zdobędzie się na pełną szczerość, ale Laurent powinien wiedzieć.
I jeszcze jedna, chociaż nic nie powiedział. Te głębokie westchnienia rozdzieliły momenty, w których mówił od tych, w których rozmyślał w ciszy i nie dzielił się niczym prócz swoją bliskością.
- W czerwcu - bo to mogło być istotne, że wszystko zaczęło się w to lato - Geraldine zostawiła mi w The Loft list. Napisała mi jakieś bzdury, że będę się dobrze bawił i mi zapłaci, jaja sobie robiła prosząc mnie o pomoc. Poszliśmy razem do Wiwernu i wszystko wydawało się być zwyczajne, póki mi nie powiedziała, że ma brata bliźniaka. To było zajebiście dziwne. Kiedy opuszczałem Ścieżki zostawiłem wielu ludzi za sobą i często o nich myślałem, ale o nim nigdy. I nagle przypomniałem sobie, że się stukaliśmy i to nie raz, obiecywał mi, że zabierze mnie kiedyś do Stanów. - Potarł palcami czoło, ale szybko wrócił do dotykania blondyna. Do dotyku dającego mu komfort. - Te wspomnienia nie miały sensu w zestawieniu z tym, że ja się wtedy spotykałem z Razielem. Były jak... Jakby sobie powybierał coś z mojej biografii, z tego co mówiły mi inne typy i skleił sobie z tego w miarę wiarygodną opowieść, którą mógł mi wcisnąć. W tamtym momencie... Wydawała mi się bardzo realna. Geraldine mówiła mi o tym, że jej ojciec i kilku znajomych w ogóle go nie pamięta i ja wtedy myślałem, że to działa na odwrót i typa coś wymazuje, zaczynając od Gerarda. Więc zapisałem co wiedziałem w dzienniku, żeby do tego wrócić. Notatkę z tego spotkania. Była idiotyczna. Kompletnie nie zdawałem sobie sprawy z tego, co może się dalej stać. Ona mnie poprosiła o to, żebym z nim poflirtował i wyciągnął z niego co mogę. Poszedłem do Dziurawego w dzień, kiedy on tam zawsze jest bo mają jakieś cykliczne wydarzenia i zaciągnąłem go do pokoju, żeby napić się czegoś i... - Przełknął ślinę, uciekając spojrzeniem. Mogło się wydawać, że wstydził się kolejnej próby zdrady, albo czegoś w tym stylu, ale prawda była gorsza. Nigdy przecież nie chciał tego robić, uprzedził Geraldine, że gdyby coś miało się stać to wyjdzie. - Rozmawialiśmy, ona słuchała tego przez okno. Wszystko wydawało się normalne. Zadawałem mu pytania, „nadrabialiśmy czas” pijąc jakieś paskudztwo, dowiadywałem się o tym czym się zajmował kiedy nie było mnie na Ścieżkach. A później coś się w nim zmieniło i zacząłem czuć się nieswojo. Zaczął prawić mi dziwne komplementy i moją pierwszą reakcją było wyjście, ale nie potrafiłem się ruszyć. Zaczął się na mnie kłaść i ściągać ze mnie ubrania. Wyglądał tak samo jak zawsze, ale... - Zacisnął palce na jego ubraniu. - Jednocześnie widziałem w swojej głowie jak wygląda naprawdę. To było obleśne, czarne, bezkształtne coś... Paskudne jak noc, jakby uczące się przybierać kształt ludzkiej twarzy. Testujące swoje możliwości. Próbował mnie tam zgwałcić. Mówiłem jej wcześniej, że tego nie zrobię i zrzygam się na niego winem albo coś, ale nie mogłem. Jak mi wróciło czucie w nogach, rozjebałem mu butelkę na głowie i stamtąd wybiegłem. Spałem u Raziela, pomagał mi później napisać do niej list. Wtedy wydawała mi się być normalna.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.