30.01.2023, 12:01 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 26.12.2023, 12:41 przez Morgana le Fay.)
adnotacja moderatora
Rozliczono - Robert Mulciber - osiągnięcie Piszę, więc jestem
Minął już prawie rok, od kiedy Avery postanowił zostawić ślad na ciele syna. Wybuch gniewu, spowodowany tym, że syn mu się sprzeciwił, było iskra, która spowodowała przysłowiowy wybuch. Długo dochodził do siebie, bo przecież nie mógł z tym udać się do szpitala świętego Munga, by mu pomogli. I być może brak wykwalifikowanego uzdrowiciela spowodował, że ślad był o wiele paskudniejszy, niż mógłby być. Po dojściu do siebie zaczął zastanawiać się nad tym, jak się zemścić. Problem był oczywiście jeden - nie miał nikogo zaufanego, kto mógłby mu pomóc. Fakt jeszcze, iż jego rodzice się ukrywali, nieco utrudniał, bo trzymali go nieco zamkniętego. Dla jego dobra powtarzali. Irytowało go to szczególnie. To był powód, dla którego to wszystko trwało to tak długo i potrzebował zaryzykować i wykorzystać jednego ze swoich klientów do tego. On sam nie mógł zostać z tym powiązany. To był pierwszy i najważniejszy warunek, bo spodziewał się, że ktokolwiek będzie się pytał, co robił w tym czasie. Potrzebował porządnego alibi i to sobie mógł załatwić.
Dlatego z tego powodu musiał wybrać i przygotować jedno z pomieszczeń na Nocturnie do rozmowy z potencjalną osobą. Zabezpieczył je pieczęciami, by mieć pewność, że nikt nie będzie nawet przypadkowym świadkiem tej rozmowy. To już samo w sobie zajęło zbyt wiele czasu, patrząc na ograniczony czas pracy, jaki oczywiście miał. Jego upór od tamtego momentu nie malał z czasem, a miał wrażenie, że rośnie z czasem, jakoby przybliżanie się do określonego celu jeszcze mocniej go motywowało. Mając już wszystko gotowe do ewentualnego spotkanie, wysłał swoją sowę, o całkiem uroczym umieniu Bismarck do jednej z osób, która miała szanse mu pomóc. Roberta Mulciber wydawał się mu, po wcześniejszych kontaktach osobą dość kompetentną.
Londyn 06.06.1971
Witam panie Mulciber.
Wyjątkowo, tym razem ja potrzebuje niewielkiej pomocy przy dość delikatnym problemie. Czy mogę liczyć na spotkanie z panem? Pokój do naszej dysputy będzie zabezpieczony, byśmy mogli bezpiecznie porozmawiać. Sznurek listu jest świstoklikiem. Przeniesie pana za dwa dni o godzinie dziewiątej rano. List sam się spali po przeczytaniu.
Z wyrazami szaczunku
Wilhelm Avery
Wiedział, że Robert był spokrewniony z nim, choć nici krwi były raczej dość dalekie, nie traktował go jako członka rodziny. Obecnie był dla niego zwyczajnym czarodziejem, z którym prowadził interesy. Dlatego używał takiej formy, a nie banalne stwierdzenia kim dla siebie są. Przygotował oczywiście zaklęcie na sznurku, by nie zawiodło go.
Dwa dni później oczekiwał go w pokoju. Był tam oczywiście wcześniej, dlatego przygotował dla nich trunki, by rozmowa przebiegła dla nich w przyjemnej atmosferze. On sam wybrał sobie czerwone wino, półwytrawne, a dla swojego rozmówcy, whisky. Rodzice nie wiedzieli, że wybył z zabezpieczonego domu. Te zaklęcia ochronne były dla niego dość śmieszne i łatwe do zdjęcia. Oczekiwał na przybycie swojego gościa przy stoliku. Na zewnątrz delikatnie padało, ale nie było słychać kropel deszczu uderzających o parapet. On sam przez ten czas czytał książkę, która kupił niedawno, głównie dla zabicia czasu.