17.02.2025, 22:09 ✶
W życiu nauczyłem się, że lepiej być ostrożnym, nawet jeśli serce czasem podpowiada coś innego. Z daleka przyglądałem się sytuacji, próbując odgadnąć, co się właściwie wydarzyło. W zaułku dostrzegłem obcą kobietę z płaczącą dziewczynką. Byłem zmęczony, z lekko zamglonym wzrokiem i myślami, które skakały bez ładu i składu. Wczesne poranki w tym rejonie były zazwyczaj dziwne. Sąsiedztwo Nokturnu nakazywało ostrożność, ale moja zmęczona głowa była w stanie jeszcze skupić się na otoczeniu. Coś w ich zachowaniu przyciągnęło moją uwagę. Z początku założyłem, że kobieta jest matką dziecka, ale gdy zapytałem, odpowiedziała mi z lekkim oburzeniem. Uniosłem brwi i kiwnąłem głową.
- M'kay. - Mruknąłem. Widok obcej kobiety z płaczącą dziewczynką, która ponoć nie była jej córką, wprowadził mnie w stan czujności. Nie mogłem zapominać o tym, że cały czas stałem na granicy dwóch światów - jednego, w którym pomagałem ludziom, a drugiego, w którym mogłem stać się celem. Zdawałem sobie sprawę, że nie mogłem mieć pewności, czy powinienem ufać tym dwóm obcym. Bacznie spoglądałem to na jedną, to na drugą. Nie ukrywałem, że wahałem się, czy powinienem zaufać nieznajomym.
Nie byłem w stanie ocenić ich intencji. Moje miękkie serce ścierało się z racjonalnym umysłem i twardą dupą, która nie chciała wpaść w kłopoty. Londyn był dla mnie szczególnie niebezpieczny nawet, jeśli sam świadomie chciałem tu przebywać. Nikt mnie do tego nie zmuszał.
Zgarnąłem włosy z czoła i spojrzałem na kobietę, dopiero teraz dostrzegając, że trzymała różdżkę w dłoni. Zawsze byłem ostrożny w takich sytuacjach, nieufny wobec obcych. W końcu, co jeśli to pułapka? Co jeśli zaraz zostanę okradziony lub zaatakowany?
Moje serce zabiło mocniej - nie chciałem, żeby strzeliła mi w plecy, gdy odwrócę się tyłem do niej. Jednak w jej oczach nie widziałem groźby. Zachowywała się osobliwie, miała trochę zamglone tęczówki i rozszerzone źrenice. Mogła być naćpana - najpewniej była, przykra sprawa - ale chyba nie groźna.
Z odległości spojrzałem na ścianę kamienicy. W kilku miejscach ziały wyłupane dziury. Teoretycznie, mogłem spróbować wsunąć w nie czubki butów, podciągnąć się do zewnętrznej części kafelek pierwszego balkonu, a stamtąd szukać drogi wyżej.
Kiwnąłem głową i wyciągnąłem płaszcz, który zdjąłem z ramienia, w kierunku kobiety. Zawahałem się na chwilę, zastanawiając się nad słusznością podejmowanej decyzji i nad tym, czy nie zostanę okradziony, gdy tylko się odwrócę. Wahałem się przez chwilę, oceniając zawartość torby, którą miałem przy sobie. Nie było w niej nic cennego, raczej rzeczy, które mogłyby mi się przydać w pracy. Sakiewkę z pieniędzmi i różdżkę miałem przy sobie. Ostatecznie, zanim podszedłem bliżej pod parapety, postanowiłem oddać jej także torbę.
Obejrzałem cegły na ścianie kamienicy. Kilka z nich wyglądało na luźne, a dziury w murze dawały nadzieję na to, że może uda mi się wspiąć wyżej. Oparłem dłonie o powierzchnię, czując, jak moje palce niemal same chwytają za chropowate wypustki w ścianie, a za chwilę wsuwają się w szczeliny, odnajdując drogę w górę. Miałem doświadczenie w łażeniu na wysokościach i wspinaniu się po gzymsach, ale teraz każda cegła pod palcami zdawała się być krucha i trochę bardziej niepewna niż zwykle. Może to było moje zmęczenie? Praca przy zdejmowaniu uroków wymagała nie tylko skupienia, ale i energii, której teraz mi brakowało. Każdy ruch był przemyślany, starałem się nie myśleć o tym, co mogło pójść nie tak.
- M'kay. - Mruknąłem. Widok obcej kobiety z płaczącą dziewczynką, która ponoć nie była jej córką, wprowadził mnie w stan czujności. Nie mogłem zapominać o tym, że cały czas stałem na granicy dwóch światów - jednego, w którym pomagałem ludziom, a drugiego, w którym mogłem stać się celem. Zdawałem sobie sprawę, że nie mogłem mieć pewności, czy powinienem ufać tym dwóm obcym. Bacznie spoglądałem to na jedną, to na drugą. Nie ukrywałem, że wahałem się, czy powinienem zaufać nieznajomym.
Nie byłem w stanie ocenić ich intencji. Moje miękkie serce ścierało się z racjonalnym umysłem i twardą dupą, która nie chciała wpaść w kłopoty. Londyn był dla mnie szczególnie niebezpieczny nawet, jeśli sam świadomie chciałem tu przebywać. Nikt mnie do tego nie zmuszał.
Zgarnąłem włosy z czoła i spojrzałem na kobietę, dopiero teraz dostrzegając, że trzymała różdżkę w dłoni. Zawsze byłem ostrożny w takich sytuacjach, nieufny wobec obcych. W końcu, co jeśli to pułapka? Co jeśli zaraz zostanę okradziony lub zaatakowany?
Moje serce zabiło mocniej - nie chciałem, żeby strzeliła mi w plecy, gdy odwrócę się tyłem do niej. Jednak w jej oczach nie widziałem groźby. Zachowywała się osobliwie, miała trochę zamglone tęczówki i rozszerzone źrenice. Mogła być naćpana - najpewniej była, przykra sprawa - ale chyba nie groźna.
Z odległości spojrzałem na ścianę kamienicy. W kilku miejscach ziały wyłupane dziury. Teoretycznie, mogłem spróbować wsunąć w nie czubki butów, podciągnąć się do zewnętrznej części kafelek pierwszego balkonu, a stamtąd szukać drogi wyżej.
Kiwnąłem głową i wyciągnąłem płaszcz, który zdjąłem z ramienia, w kierunku kobiety. Zawahałem się na chwilę, zastanawiając się nad słusznością podejmowanej decyzji i nad tym, czy nie zostanę okradziony, gdy tylko się odwrócę. Wahałem się przez chwilę, oceniając zawartość torby, którą miałem przy sobie. Nie było w niej nic cennego, raczej rzeczy, które mogłyby mi się przydać w pracy. Sakiewkę z pieniędzmi i różdżkę miałem przy sobie. Ostatecznie, zanim podszedłem bliżej pod parapety, postanowiłem oddać jej także torbę.
Obejrzałem cegły na ścianie kamienicy. Kilka z nich wyglądało na luźne, a dziury w murze dawały nadzieję na to, że może uda mi się wspiąć wyżej. Oparłem dłonie o powierzchnię, czując, jak moje palce niemal same chwytają za chropowate wypustki w ścianie, a za chwilę wsuwają się w szczeliny, odnajdując drogę w górę. Miałem doświadczenie w łażeniu na wysokościach i wspinaniu się po gzymsach, ale teraz każda cegła pod palcami zdawała się być krucha i trochę bardziej niepewna niż zwykle. Może to było moje zmęczenie? Praca przy zdejmowaniu uroków wymagała nie tylko skupienia, ale i energii, której teraz mi brakowało. Każdy ruch był przemyślany, starałem się nie myśleć o tym, co mogło pójść nie tak.
aktywność fizyczna ◉◉◉◉○ - wspinaczka #1
Rzut PO 1d100 - 48
Sukces!
Sukces!
aktywność fizyczna ◉◉◉◉○ - wspinaczka #2
Rzut PO 1d100 - 54
Sukces!
Sukces!
![[Obrazek: 4GadKlM.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4GadKlM.png)