18.02.2025, 02:02 ✶
Wszystko działo się szybko, jakby czas przyspieszył w momencie, gdy postanowiłem zrealizować ten nieco szalony pomysł. Jak górska kozica, wspinałem się na pobliski balkon, wykorzystując każdy fragment ściany, który mógłby mi pomóc. Moje palce zręcznie wślizgiwały się w szczeliny między cegłami, a czubki butów szukały stabilnych punktów, gdzie mogłyby się oprzeć. W kilku miejscach oparłem stopę na kruchych cegłach, które rozpadały się pod moim ciężarem, ale jakoś udawało mi się utrzymać równowagę. Miałem w sobie pewność, że moje umiejętności były na tyle dobre, by poradzić sobie w tej sytuacji.
Zostawiłem płaszcz i torbę z rzeczami u nieznajomej kobiety, która przyjęła je bez słowa, a ja nie miałem zamiaru martwić się, czy przypadkiem mnie nie obrobi. Bądźmy szczerzy - wyglądała na dużo bardziej zamożną ode mnie, mimo tego, że to mogła być część jej złodziejskiego imidżu. Nie wiedziałem tego. Może to była głupota, może naiwny akt zaufania, ale w tej chwili postanowiłem zawierzyć intuicji. Kobieta była dziwna, ale nie wyglądała na kogoś, kto miałby ochotę mnie okraść. Wzięła wszystko bez protestów, co z jednej strony budziło moje wątpliwości, a z drugiej pewien rodzaj zaufania.
Może to było głupie, ale postanowiłem wierzyć w jej dobre intencje. Skupiony na wspinaczce, nie odwracałem się zbyt często, a przecież w każdej chwili mogłem się rozczarować. Wtedy zostałbym w tym, co na sobie miałem. Mimo chłodnej jesiennej aury, miałem na sobie tylko koszulkę z krótkim rękawem i luźne spodnie z kieszeniami, które w tym momencie wydawały się nie mieć większego znaczenia, ale nie byłoby miło, gdybym miał tak odbyć dłuższy spacer. W najlepszym przypadku, bo równie prawdopodobnie mogłem dostać zaklęciem w plecy i nie przejmować się ubiorem. Cornelius załatwiłby mi trumienne wdzianko. Najpewniej obrzydliwie eleganckie, zupełnie nie w moim stylu. Elegancik. Tak czy srak, zaufanie intuicji wydawało się być lepszym pomysłem niż ciągłe rozglądanie się za potencjalnym zagrożeniem.
W końcu wlazłem na balkon, przechodząc po zewnętrznej stronie barierki na wąski gzymsik. Balansowałem na nim, starając się ostrożnie stawiać stopy, myśląc o tym, jak przejść na daszek, z którego mógłbym iść dalej. Ostatnie miesiące spędzone na wspinaczkach sprawiły, że miałem dobrą kondycję i pewność siebie. Tę drugą może nawet trochę za dobrą. To już zakrawało o miano brawury. Byłem przekonany o rychłym sukcesie.
W pewnym momencie usłyszałem głos kobiety dobiegający z dołu, ostrzegający mnie o kocie, który planował ucieczkę z parapetu. Zatrzymałem się na chwilę, balansując na wąskim gzymsiku. Spojrzałem do tyłu, patrząc przez ramię i w dół w stronę nieznajomej.
- Co? - Zmarszczyłem brwi, unosząc wzrok na kota. - Czy jeśli skoszy, dasz ladę go złapaś? - Zapytałem głośniej, już myśląc o tym, jak mogłaby narzucić na zwierzaka płaszcz, który trzymała, i chwycić go w odpowiednim momencie. Chciałem dodać coś jeszcze, ale zanim zdążyłem, kot rzeczywiście skoczył. Tyle, że na mnie.
- Bordel de merde! - Zakląłem jak woźnica - przepraszam: jak charretier - balansując na krawędzi, nie chcąc spaść w dół. Zareagowałem, chybocząc się w przód, w tył, w przód, w tył... Miałem wrażenie, że czas jeszcze bardziej zwolnił, gdy futrzak odbił się od mojej głowy. Z gracją - w przeciwieństwie do moich prób utrzymania równowagi. Wiedziałem, że gdybym nie utrzymał stabilności ciała, spadłbym, sturlałbym się po dachu i lądowałbym na niższym balkonie, ale to wcale nie dodawało mi otuchy.
aktywność fizyczna ◉◉◉◉○ - równowaga #1
aktywność fizyczna ◉◉◉◉○ - równowaga #1
Zostawiłem płaszcz i torbę z rzeczami u nieznajomej kobiety, która przyjęła je bez słowa, a ja nie miałem zamiaru martwić się, czy przypadkiem mnie nie obrobi. Bądźmy szczerzy - wyglądała na dużo bardziej zamożną ode mnie, mimo tego, że to mogła być część jej złodziejskiego imidżu. Nie wiedziałem tego. Może to była głupota, może naiwny akt zaufania, ale w tej chwili postanowiłem zawierzyć intuicji. Kobieta była dziwna, ale nie wyglądała na kogoś, kto miałby ochotę mnie okraść. Wzięła wszystko bez protestów, co z jednej strony budziło moje wątpliwości, a z drugiej pewien rodzaj zaufania.
Może to było głupie, ale postanowiłem wierzyć w jej dobre intencje. Skupiony na wspinaczce, nie odwracałem się zbyt często, a przecież w każdej chwili mogłem się rozczarować. Wtedy zostałbym w tym, co na sobie miałem. Mimo chłodnej jesiennej aury, miałem na sobie tylko koszulkę z krótkim rękawem i luźne spodnie z kieszeniami, które w tym momencie wydawały się nie mieć większego znaczenia, ale nie byłoby miło, gdybym miał tak odbyć dłuższy spacer. W najlepszym przypadku, bo równie prawdopodobnie mogłem dostać zaklęciem w plecy i nie przejmować się ubiorem. Cornelius załatwiłby mi trumienne wdzianko. Najpewniej obrzydliwie eleganckie, zupełnie nie w moim stylu. Elegancik. Tak czy srak, zaufanie intuicji wydawało się być lepszym pomysłem niż ciągłe rozglądanie się za potencjalnym zagrożeniem.
W końcu wlazłem na balkon, przechodząc po zewnętrznej stronie barierki na wąski gzymsik. Balansowałem na nim, starając się ostrożnie stawiać stopy, myśląc o tym, jak przejść na daszek, z którego mógłbym iść dalej. Ostatnie miesiące spędzone na wspinaczkach sprawiły, że miałem dobrą kondycję i pewność siebie. Tę drugą może nawet trochę za dobrą. To już zakrawało o miano brawury. Byłem przekonany o rychłym sukcesie.
W pewnym momencie usłyszałem głos kobiety dobiegający z dołu, ostrzegający mnie o kocie, który planował ucieczkę z parapetu. Zatrzymałem się na chwilę, balansując na wąskim gzymsiku. Spojrzałem do tyłu, patrząc przez ramię i w dół w stronę nieznajomej.
- Co? - Zmarszczyłem brwi, unosząc wzrok na kota. - Czy jeśli skoszy, dasz ladę go złapaś? - Zapytałem głośniej, już myśląc o tym, jak mogłaby narzucić na zwierzaka płaszcz, który trzymała, i chwycić go w odpowiednim momencie. Chciałem dodać coś jeszcze, ale zanim zdążyłem, kot rzeczywiście skoczył. Tyle, że na mnie.
- Bordel de merde! - Zakląłem jak woźnica - przepraszam: jak charretier - balansując na krawędzi, nie chcąc spaść w dół. Zareagowałem, chybocząc się w przód, w tył, w przód, w tył... Miałem wrażenie, że czas jeszcze bardziej zwolnił, gdy futrzak odbił się od mojej głowy. Z gracją - w przeciwieństwie do moich prób utrzymania równowagi. Wiedziałem, że gdybym nie utrzymał stabilności ciała, spadłbym, sturlałbym się po dachu i lądowałbym na niższym balkonie, ale to wcale nie dodawało mi otuchy.
aktywność fizyczna ◉◉◉◉○ - równowaga #1
Rzut PO 1d100 - 46
Sukces!
Sukces!
aktywność fizyczna ◉◉◉◉○ - równowaga #1
Rzut PO 1d100 - 7
Akcja nieudana
Akcja nieudana
![[Obrazek: 4GadKlM.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4GadKlM.png)