Bardzo nie chciał płakać. Zupełnie jak kobieta, która nie potrafi opanować swoich emocji, dlatego od wszystkiego się ją odsuwa. Znał to aż za dobrze: drogi Panie, idziemy teraz porozmawiać, jak mężczyzna z mężczyznom. Całe sekrety świata rozkładane za zamkniętymi drzwiami, gdzie testosteron układał diademy na głowach wybranych. Kobiety są zbyt wrażliwe. Za delikatne. Nie zrozumieją. Będą problematyczne - przez co? Uczuciowość. Albo nie daj Boże - nie pojmą, bo przecież są kobietami. Jak więc miałyby pojąć męską dumę? Świat pokazywał, że czarownice potrafiły być wielkie i nie trzeba być mężczyznom, żeby tę wielkość osiągać. A mimo to... mimo to... Powiedzenie "płeć piękna" było tak samo częste jak "płeć słabsza".
Słaby był teraz on, bo powinien pomóc się uspokoić Flynnowi, albo raczej - po prostu być mu oparciem, kiedy miał potrzeby wylać łzy. Kiedy się to stało? Ta śmierć? Czy był już na grobie? Odwiedził go, czy... i czemu trafił do Nory? Powinien być spokojny i sięgnąć po ciastko, które przygotowała Olivia - przecież Flynn tak lubił rzeczy słodkie. Zasmakowałoby mu. Nawet Laurentowi smakowało. Nawet? Nie, nie, nie był żadnym wyznacznikiem, ale może... może ten cukier trochę otarłby słone łzy?
- Jak to... dlaczego... - Uśmiechnął się poprzez te łzy i otarł kciukami jego czerwone policzki. - Ponieważ... ponieważ ty płaczesz. Jest mi tak bardzo przykro, ponieważ tobie jest przykro. Płaczę, ponieważ cierpisz, boli cię serduszko, to cenne, które bardzo kocham. - Ułożył dłoń na poziome jego serca, a drugą przytrzymał na jego twarzy. Mógł wylać jeszcze morze łez na jego koszule - przecież łzy były święte. Słone, jak słone było morze, z którego fal narodziła się Afrodyta. - Wiem o tym. - Rozczulił się nad tym zdaniem - zupełnie jakby to było dla niego najważniejsze, prawda? Bezpieczeństwo. Było dla niego ważne jeszcze zanim się zeszli. I jednocześnie nawet na tyle ważne, żeby gotów był odpuścić całą tą przysięgę, za którą wcześniej gotów był grozić. W zasadzie dlatego się na nią zgodził. Gdzie kończyła się w tym ochrona jego, a ochrona siebie? Teraz to było oczywiste, że nie dla wszystkich był taki, jaki był teraz dla Laurenta. Przecież nawet ta relacja była szalona w swoich początkach. I to było sendo, jak wielkim zagrożeniem dla blondyna była właśnie osoba, która zapewniała, że nikt go nie skrzywdzi. - Zadbaj proszę o siebie i nie pozwól, żeby ktoś ciebie krzywdził, dobrze? - Historia, która tutaj została opowiedziana, chyba nie zostawiała żadnych luk, by dopytywać o cokolwiek. A jednocześnie Laurent miał wrażenie, że pytań miał sporo. Nie wiedział tylko, czy Flynn w ogóle będzie chciał odpowiadać i wracać do tematu, który tak go zniszczył. - Flynn... jeśli byś chciał, mogę pójść z tobą na grób. - Miał wrażenie, że musi to powiedzieć, bo może Flynn by pomyślał, że wcale nie chciał? Że nie chciał o tym słuchać, albo... coś w tym stylu?