• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 … 3 4 5 6 7 … 11 Dalej »
[popołudnie 06/09/72] Shady's back, tell a friend (actually, pls don't)

[popołudnie 06/09/72] Shady's back, tell a friend (actually, pls don't)
Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / atletyczna sylwetka / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#7
20.02.2025, 12:13  ✶  
Obdarzyłem Yaxley poważnym spojrzeniem ciemnobrązowych oczu, starając się dostrzec każdy szczegół jej twarzy. Nie wyglądała jak typowa panna z dobrego domu, szlachcianka czystej krwi, a raczej jak ktoś, kto świadomie odrzucił konwenanse na rzecz własnej wolności. Mogła być odstawiona i wystrojona, a i tak nie sprawiała wrażenia typowego targetu Roise'a sprzed lat. To zabawne, że oboje, mimo swoich różnic i problematycznych charakterów, znaleźli się w tym samym miejscu. W gruncie rzeczy, nie potrafiłem się temu dziwić. Patrząc na nich, w głębi duszy czułem pewną satysfakcję. To karma, pomyślałem, że na siebie trafili. Nie wiedziałem, czy to dobrze, czy źle, ale na pewno nie mogli się ze sobą nudzić. Jedynie zastanawiałem się, czy to dobrze, czy źle, że obecnie stojąc przeciwko mnie. W gruncie rzeczy... W tym chaotycznym świecie, dobrze było zobaczyć, że ta dwójka miała siebie nawzajem. Łatwiej jest dzielić ciężar z kimś bliskim. Ja, niestety, nie miałem nikogo u boku.
Mimo to - swój zawsze rozpozna swego. Mógłbym nie znać Geraldine Yaxley, nie dostrzegać ostrza w jej dłoni, ale i tak wiedziałbym, że nie jest grzeczną panną. Znałem ich oboje na tyle dobrze, aby zrozumieć, że to połączenie jest karmiczne. Jakby los zadecydował, że muszą się spotkać, a ich temperamenty idealnie do siebie pasowały. Ogień i jeszcze więcej ognia - zrozumienie, które nie wymagało słów. Typiara odstawiała nastroszonego łabędzia, stojąc za plecami Ambroise'a, który z kolei nie tylko jej na to pozwalał, a nawet robił podobną minę. W mojej duszy tliła się nuta rozbawienia. Nie przygasła, gdy usłyszałem pytanie.
- Zboczenie zawodowe. - Odpowiedziałem. Patrzyłem jej w oczy, czekając, aż zrozumie. Na litość boską - to nie było trudne do przewidzenia.
Spojrzałem na mojego przyjaciela, uśmiechając się szeroko, gdy nasze oczy się spotkały. Przeczesując palcami włosy, stłumiłem śmiech, czując ulgę, że przyjął moją wersję odpowiedzi bez większych zastrzeżeń. Cieszyłem się, że nadal akceptował moją narrację. Mimo wszystkich naszych jazd związanych z przeszłością i różnicami zdań, zawsze był dla mnie bratem, jakbyśmy nadal byli tymi samymi chłopakami z dzieciństwa, bez względu na wszystko.
- No wies… - Zacząłem, otwierając usta z lekko ironicznym uśmiechem. - Mosze to po plosztu lodzina jest telible? Famille telible, nie enfant? - Zaśmiałem się pod nosem, spoglądając na niego i jego dziewczynę. - Nie dopusczasz takiej opcji, plawda? - Moje słowa brzmiały lekko, nawet jeśli w ich tle kryła się nuta prawdy. - Ja po plostu jesztem plawdziwy...
Zamknąłem na chwilę oczy, starając się uporządkować myśli, które kłębiły się w mojej głowie. Spojrzałem na nich oboje. Przez chwilę trwałem w milczeniu, zbierając wnioski, a potem w końcu wyrwałem się z letargu. Po tylu latach łamania klątw, po wszystkich spotkaniach z tym, co niewidzialne i niewytłumaczalne, nie mogłem przyjąć do wiadomości, że ona naprawdę myśli, iż po prostu zignoruję takie zagrożenie.
- Szelaldin. - Zacząłem. W moim głosie zabrzmiała powaga, która rzadko się u mnie zdarzała. - Cztelnaszczie lat łamię klątwy, widziałem duszo chorego szitu. Kiedy ktoś mi mówi, sze kszestni jego dziecka mieli do szynienia z demonami, nie zamieszam się dwa lazy zasztanawiaś, czy ich uszucia mogą zosztaś uraszone, gdy splawcę, czy ich nic nie opętało. - W moim głosie brzmiała determinacja, ale i nutka frustracji. Jak można było bagatelizować takie sprawy?  Z niedowierzaniem pokręciłem głową, próbując zrozumieć, jak to w ogóle możliwe.
- Szluchajcie. - Zacząłem, starając się nadać mojemu głosowi powagę, jakiej ta rozmowa wymagała. - Nie jesztem tego taki pewien. Mówię to szczesze - nie mogę wylokować, nie znając wszystkich faktów. Jaszne, poszło wam zajebiszcie, pewnie tak. Natomiaszt to, o czym mówimy, to nie pszelewki. Demonów się nie lehcewaszy, a opętanie… To powaszna splawa. - Stwierdziłem. Nie mogłem po prostu zignorować potencjalnych zagrożeń. Nie mogłem uwierzyć, że ktoś może być tak naiwny. - Dlatego szolki, ale jak na lazie nie kupuję tej welszji bez konkletów. - Rozłożyłem ręce, byłem gotów bronić mojego zdania, bo co jak co, ale tu miałem rację. Może nie byli demonami, ale Cornelius nie umiał powiedzieć, co tam się wydarzyło, więc potrzebowałem usłyszeć wszystkie szczegóły, żeby być zupełnie spokojnym.
Wzruszyłem ramionami, przyjmując na siebie ciężar sytuacji, ale z lekkim uśmiechem na twarzy.
- Colio jest lozsządny. Zna mnie na tyle, by wiedzieć, że mosze mi ufać. I nie maltw się, nie paplamy o tym kaszdemu, on co tszesiej, ja tylko co szóstej osobie. I to nie w piątki tszynastego, bo to pszesada. Zlestą, tak czy inaszej, wie, sze nie zdladzę niszyjego zaufania. W końcu to ja wylaszłem na konflontację z potencjalnym demonem. - Powiedziałem, spoglądając na nią poważnym wzrokiem, ale z nutą swobody w tonie. Może trudno było w to uwierzyć, zwłaszcza w tych czasach, ale oto byłem, w środku tej nieprzewidywalnej sytuacji, z myślami krążącymi wokół zaufania i lojalności - moich głównych wartości. - Tyle mogłem zlobić dla otoszenia. Bo, szczesze mówiąc, szaden geniusz nie wpadł na to, szeby mnie w to zaangaszować. Zwłaszcza, gdy splawa sięgała jescze dalej, bo i do ciebie, Amblois, i zahaszała o jeszcze pół piepszonego Londynu. No, bo po co brać łowcę i klątwołamasza do łowów i pieszętowania demonów, nie? To jakby kupować buty u szewca, a nie na bazarze u pakińsztańszkieho Turka z Roszji. Spoko. - Machnąłem ręką, żeby to zbagatelizować. Nie o to mi chodziło, żeby się kłócić. Spojrzałem na swoje buty od pakistańskiego Turka z Rosji, wzruszając ramionami. Szczerze mówiąc - były niezłe. Zdecydowanie lepsze niż niektóre, które widywałem na stopach moich towarzyszy.
Z gestem dłoni zaprosiłem towarzyszy do przejścia głębiej, ku otwartym drzwiom, które prowadziły do przytulnego salonu. Uśmiechnąłem się pod nosem na słowa Ambroise'a, chociaż nie zamierzałem ich komentować. Zamiast tego, skierowałem wzrok na Geraldine. Poświęciłem jej chwile badawczego spojrzenia, próbując odczytać, co kryje się za jej miną i pytaniem, które mi zadała.
Moje oczy wróciły do Ambroise'a. W tym momencie ja też zadałem mu nieme pytanie: czy można jej zaufać? Chrząknąłem, przerywając ciszę i dodałem:
- Plawdopodobnie taki, za któly połowa magisznego Londynu chce mnie zajebaś, a dluga się ze mną przeszpaś. Jeszcze tego nie welyfikowałem. - Mój ton był lekko ironiczny, ale w głębi duszy wiedziałem, że gra, w którą wszyscy bez wyjątku graliśmy, z każdym dniem stawała się coraz bardziej niebezpieczna.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Ambroise Greengrass-Yaxley (4095), Benjy Fenwick (2384), Geraldine Greengrass-Yaxley (2648)




Wiadomości w tym wątku
[popołudnie 06/09/72] Shady's back, tell a friend (actually, pls don't) - przez Benjy Fenwick - 19.02.2025, 00:51
RE: [popołudnie 06/09/72] Shady's back, tell a friend (actually, pls don't) - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 19.02.2025, 05:29
RE: [popołudnie 06/09/72] Shady's back, tell a friend (actually, pls don't) - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 19.02.2025, 10:05
RE: [popołudnie 06/09/72] Shady's back, tell a friend (actually, pls don't) - przez Benjy Fenwick - 19.02.2025, 16:41
RE: [popołudnie 06/09/72] Shady's back, tell a friend (actually, pls don't) - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 19.02.2025, 20:36
RE: [popołudnie 06/09/72] Shady's back, tell a friend (actually, pls don't) - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 19.02.2025, 22:08
RE: [popołudnie 06/09/72] Shady's back, tell a friend (actually, pls don't) - przez Benjy Fenwick - 20.02.2025, 12:13
RE: [popołudnie 06/09/72] Shady's back, tell a friend (actually, pls don't) - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 20.02.2025, 12:56
RE: [popołudnie 06/09/72] Shady's back, tell a friend (actually, pls don't) - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 20.02.2025, 14:57

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa