20.02.2025, 17:34 ✶
Całe szczęście, nieznajoma odczytała wyraz mojej twarzy. W jej oczach dostrzegłem zrozumienie, które w danym momencie było dla mnie bezcenne. Wyciągnęła różdżkę. Zaczęła czarować, a ja w tym momencie dostrzegłem, jak dziewczynka z kotem, która do tej pory stała obok, zaczęła spierdalać. Słuszna decyzja - my też powinniśmy to zrobić, szczególnie ja tu na górze, gdzie zdecydowanie nie sprawiałem wrażenia lokatora kamienicy. Raczej złodzieja. Trudno byłoby się z tego wytłumaczyć... Jeszcze gorzej byłoby, gdyby dodatkowo wezwała patrol.
Nie miałem czasu się zastanawiać. Nie mogłem dłużej czekać na to, by móc opuścić to miejsce jak najciszej. Musiałem się ewakuować, i to jak najszybciej. Szukałem drogi w dół, nie zwracając uwagi na szelesty, które mogły zdradzić moją obecność. Odległość do ziemi wydawała się większa niż w rzeczywistości, ale nie miałem już innego wyboru. Czułem, jak adrenalina zabuzowała mi w żyłach.
Nie sądziłem, że wyczarowana chmura dymu utrzyma się bardzo długo, ale w tym momencie byłem wdzięczny, że dawała mi chwilę ukrycia i czasu na zastanowienie. Dzięki temu byłem niewidoczny dla starszej kobiety na balkonie, która, jak się zdawało, miała bardzo wiele do powiedzenia. Całe szczęście - obecnie do siebie. Ani nie do mnie, ani nie do nieznajomej na dole. Jeszcze nie. Wiedziałem, że wiatr wkrótce rozwieje dym, a wtedy stanie się jasne, że nie powinienem był się tu znajdować.
Słyszałem, jak stara baba zaczyna narzekać na to, że ktoś z Nokturnu znowu pali śmieciami w kominku. Jej głos był gniewny, pełen złośliwości. Gdyby mogła, pewnie trułaby jadem wszystkich, którzy - jej zdaniem, a pewnie miała się za nieomylną - na to zasługiwali. Cały motłoch z sąsiedniej ulicy, wszystkich plugawych degeneratów, każdą mendę społeczną, zakałę Londynu - jej słowa, nie moje. Przypominały rój bzyczących szerszeni gotowych do ataku. Przesunąłem się w cień, starając się nie wydawać żadnego dźwięku.
Musiałem się ewakuować, znaleźć drogę w dół, do miejsca, gdzie mógłbym w końcu odetchnąć. Czułem, że czas działa przeciwko mnie. W mojej głowie krążyły myśli o tym, co mogłoby się wydarzyć, gdyby starsza kobieta jednak mnie dostrzegła, co nadal było bardzo możliwe. Jej wzrok, pełen czujności, mógł odkryć mnie w każdej chwili. Wiedziałem, że mogłoby to nie skończyć się dobrze. Jednak zamiast panikować, skupiłem się na drodze ucieczki, na tym, co musiałem zrobić, by się ukryć. Z każdą chwilą chmura dymu stawała się coraz bardziej przezroczysta, a ja nie mogłem pozwolić sobie na błąd. Musiałem działać szybko.
Nie mogłem dłużej czekać. Zamiast ostrożnie schodzić po ścianie, jak to wcześniej planowałem, po prostu ruszyłem w dół, jak najszybciej potrafiłem. Przykucnąłem i pochyliłem się w stronę krawędzi, łapiąc ją i opuszczając się niżej, potem do zejścia po daszku, ignorując wszelkie myśli o tym, że mogę się potknąć lub spaść. W ostatniej chwili, gdy jeszcze nadal byłem odrobinę zbyt wysoko, nie myśląc o konsekwencjach, zeskoczyłem, lądując w miarę bezpiecznie, ale z bólem, gdy cały mój ciężar spoczął na nieprzygotowanych do tego nogach. Nie miałem czasu na myślenie o tym, co mogło pójść źle. Po prostu zgiąłem się, by zamortyzować upadek, a potem natychmiast wstałem. Uderzenie było mocne, mimo tego, że adrenalina zadziałała jak znieczulenie. Zabolały mnie kostki i kolana. Syknąłem. Miałem dość.
Znalezienie się na ziemi przyniosło mi chwilowe uczucie ulgi, ale to nie był koniec. Zdecydowanie narobiłem hałasu, a i chmura dymu przestała przez to być taka niewinna.
- Spieldalamy, kulwa. - Zasygnalizowałem, dopadając do kobiety. Bez chwili wahania chwyciłem wszystkie rzeczy, które trzymała w dłoniach - moje czy jej, cokolwiek tam miała, a następnie złapałem ją pod ramię. Niezbyt kulturalne zachowanie - wiem. Musiała mi to wybaczyć. To i całą resztą, bo bez kolejnego uprzedzenia pociągnąłem ją w stronę wyjścia z alejki. Nie miałem czasu na pytania, podziękowania ani na uprzejmości. Nie miałem głowy do delikatności ani do tego, by zastanawiać się, czy była w stanie za mną nadążyć. Wzrok miałem utkwiony przed siebie, nie zważając na to, co się dzieje wokół.
Nie obchodziło mnie, czy była ubrana w niewygodny strój, jak większość panienek, ani czy w ogóle była gotowa na tę ucieczkę. Nie zwracałem uwagi na jej buty. Czy były na obcasach, czy w ogóle były przystosowane do tak szybkiej ewakuacji - wszystko to miało drugorzędne znaczenie. Należało zwiać, zanim dym się rozwieje, a ja będę musiał stawić czoła konsekwencjom.
Nie miałem czasu się zastanawiać. Nie mogłem dłużej czekać na to, by móc opuścić to miejsce jak najciszej. Musiałem się ewakuować, i to jak najszybciej. Szukałem drogi w dół, nie zwracając uwagi na szelesty, które mogły zdradzić moją obecność. Odległość do ziemi wydawała się większa niż w rzeczywistości, ale nie miałem już innego wyboru. Czułem, jak adrenalina zabuzowała mi w żyłach.
Nie sądziłem, że wyczarowana chmura dymu utrzyma się bardzo długo, ale w tym momencie byłem wdzięczny, że dawała mi chwilę ukrycia i czasu na zastanowienie. Dzięki temu byłem niewidoczny dla starszej kobiety na balkonie, która, jak się zdawało, miała bardzo wiele do powiedzenia. Całe szczęście - obecnie do siebie. Ani nie do mnie, ani nie do nieznajomej na dole. Jeszcze nie. Wiedziałem, że wiatr wkrótce rozwieje dym, a wtedy stanie się jasne, że nie powinienem był się tu znajdować.
Słyszałem, jak stara baba zaczyna narzekać na to, że ktoś z Nokturnu znowu pali śmieciami w kominku. Jej głos był gniewny, pełen złośliwości. Gdyby mogła, pewnie trułaby jadem wszystkich, którzy - jej zdaniem, a pewnie miała się za nieomylną - na to zasługiwali. Cały motłoch z sąsiedniej ulicy, wszystkich plugawych degeneratów, każdą mendę społeczną, zakałę Londynu - jej słowa, nie moje. Przypominały rój bzyczących szerszeni gotowych do ataku. Przesunąłem się w cień, starając się nie wydawać żadnego dźwięku.
Musiałem się ewakuować, znaleźć drogę w dół, do miejsca, gdzie mógłbym w końcu odetchnąć. Czułem, że czas działa przeciwko mnie. W mojej głowie krążyły myśli o tym, co mogłoby się wydarzyć, gdyby starsza kobieta jednak mnie dostrzegła, co nadal było bardzo możliwe. Jej wzrok, pełen czujności, mógł odkryć mnie w każdej chwili. Wiedziałem, że mogłoby to nie skończyć się dobrze. Jednak zamiast panikować, skupiłem się na drodze ucieczki, na tym, co musiałem zrobić, by się ukryć. Z każdą chwilą chmura dymu stawała się coraz bardziej przezroczysta, a ja nie mogłem pozwolić sobie na błąd. Musiałem działać szybko.
Nie mogłem dłużej czekać. Zamiast ostrożnie schodzić po ścianie, jak to wcześniej planowałem, po prostu ruszyłem w dół, jak najszybciej potrafiłem. Przykucnąłem i pochyliłem się w stronę krawędzi, łapiąc ją i opuszczając się niżej, potem do zejścia po daszku, ignorując wszelkie myśli o tym, że mogę się potknąć lub spaść. W ostatniej chwili, gdy jeszcze nadal byłem odrobinę zbyt wysoko, nie myśląc o konsekwencjach, zeskoczyłem, lądując w miarę bezpiecznie, ale z bólem, gdy cały mój ciężar spoczął na nieprzygotowanych do tego nogach. Nie miałem czasu na myślenie o tym, co mogło pójść źle. Po prostu zgiąłem się, by zamortyzować upadek, a potem natychmiast wstałem. Uderzenie było mocne, mimo tego, że adrenalina zadziałała jak znieczulenie. Zabolały mnie kostki i kolana. Syknąłem. Miałem dość.
Znalezienie się na ziemi przyniosło mi chwilowe uczucie ulgi, ale to nie był koniec. Zdecydowanie narobiłem hałasu, a i chmura dymu przestała przez to być taka niewinna.
- Spieldalamy, kulwa. - Zasygnalizowałem, dopadając do kobiety. Bez chwili wahania chwyciłem wszystkie rzeczy, które trzymała w dłoniach - moje czy jej, cokolwiek tam miała, a następnie złapałem ją pod ramię. Niezbyt kulturalne zachowanie - wiem. Musiała mi to wybaczyć. To i całą resztą, bo bez kolejnego uprzedzenia pociągnąłem ją w stronę wyjścia z alejki. Nie miałem czasu na pytania, podziękowania ani na uprzejmości. Nie miałem głowy do delikatności ani do tego, by zastanawiać się, czy była w stanie za mną nadążyć. Wzrok miałem utkwiony przed siebie, nie zważając na to, co się dzieje wokół.
Nie obchodziło mnie, czy była ubrana w niewygodny strój, jak większość panienek, ani czy w ogóle była gotowa na tę ucieczkę. Nie zwracałem uwagi na jej buty. Czy były na obcasach, czy w ogóle były przystosowane do tak szybkiej ewakuacji - wszystko to miało drugorzędne znaczenie. Należało zwiać, zanim dym się rozwieje, a ja będę musiał stawić czoła konsekwencjom.
![[Obrazek: 4GadKlM.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4GadKlM.png)