22.02.2025, 19:05 ✶
Wywróciła oczami z rozbawieniem i pokręciła głową, pieszczotliwie trącając ją łokciem. Nawet dobre serce miało swoje granice, a Brenna musiała teraz wiele znosić, jako przedstawicielka biura Aurorów. Wiedziała więcej, niż przeciętny czarodziej z Londynu i potencjalne zagrożenia pewnie tkwiły gdzieś z tyłu jej głowy. Aczkolwiek połączenie "bezlitosna" i "Brenna" zupełnie Pandorze nie grało. Całego kraju nie mogła zbawić jedna osoba, podobnie jak i sam Voldemort nie mógłby sam wygrać. Wszystko zależało od przysłowiowej armii, którą dookoła siebie zebrano. Wszystko było działaniem grupowym, podobnie jak powinno być w Ministerstwie, wśród Aurorów. Nie wątpiła, że brunetka miała swoje sekrety, że więcej zła czaiło się za rogiem, niż Prewettówna przypuszczała, ale nie chciała pytać. Nie chciała przekraczać granicy lub nadwyrężać zaufania, bo pewnie były to informacje poufne. Łatwo było zacząć się bać, jeszcze łatwiej wpaść w pewien rodzaj paranoi, którą ostatnimi miesiącami ich społeczeństwo wręcz emanowało.
Przytaknęła.
- Tak. Co dwie głowy, to nie jedna, nie? - wzruszyła ramionami z uśmiechem, obdarzając ją krótkim spojrzeniem. Z Pandorą było tak, że im więcej miała na głowie, tym lepiej funkcjonowała. Lubiła presje, lubiła mieć ciągle pełne ręce roboty i odpoczynek na dłuższą metę był naprawdę męczący. Nie bylo to nic dobrego, doskonale o tym wiedziała, bo zarówno ciało i jak umysł potrzebowały balansu. Ciągłe narażanie na stres, analizowanie lub niedobór snu kumulujące się przez długi czasy mogły mieć opłakane konsekwencje, nawet pod względem umiejętności magicznych. Gdy było gorzej, powtarzała sobie, że wszyscy odpoczną, gdy skończy się ta cholerna wojna, a przestępcy wypełnią cele w Azkabanie, być może nawet kilku — z pewnością z Voldemortem na czele, zaznają pocałunku dementora. Niewiele osób by na to skazała, ale on jeden — to był i tak łaskawy wymiar kary za to, co zrobił ludziom i jak namieszał w społeczeństwie i głowach.
Może i jej propozycje byłyby śmiercionośne, ale efekt można było złagodzić, zachowując jednak ideę całego mechanizmu. Nie znała jednak Diuny, nie czytała też nigdy mugolskich książek w tej akurat tematyce. - Najfajniej byłoby stworzyć jakiegoś robaczka, który wykrywałby tych, którzy wspierają Czarnoksiężnika. Może jakiś mały pająk lub wąż, który niepostrzeżenie kąsałby, uwydatniając tatuaż. Bo noszą taki, nie? Tak słyszałam, ale nigdy nie widziałam, więc nie mogę potwierdzić. Wiesz, dużo gadają na spotkaniach towarzyskich.
Zerknęła na nią znad śrubokręta, wyrwana na chwilę z zamyślenia nad drzwiami, przy których tkwiła. Zdążyła już poprawić zawiasy i zabezpieczyć je odpowiednim mechanizmem, wzmocnionym zaklęciem.
- Mhmmm, to prawda. - przyznała znów, tym razem bardziej niechętnie, nie chcąc w gruncie rzeczy na nikogo sprowadzać kłopotów. Była ostatnią osobą, która by to zrobiła. - Ah właśnie.. Byłaś na ostatniej Lithcie? - zapytała, przypominając sobie o temacie, który zaprzątał jej głowę w ostatnich dniach. Zerknęła w stronę Brenny, zaraz jednak udając, że wymienia śrubokręt krzyżykowy na płaski, wstając następnie i majstrując tym razem przy oczku w drzwiach i mając różdżkę w pogotowiu. Nie minęła pełna godzina, a brunetka stanęła z dłonią opartą na biodrze i śrubokrętem wsadzonym w jedną kieszeń, a magicznym kijem w drugą. W ręku trzymała notes, gdzie drobnym pismem tkwiło nakreślone to, co planowała ulepszyć i poprawić, aby zapewnić mieszkającej tu rodzinie jak największe bezpieczeństwo. Klejnot użyty w koliberku faktycznie się przydał, bo nieopodal drzwi tkwił niewielki przedmiot — trochę przypominający lusterko, dzięki, któremu mogli podejrzeć, kto tkwił za drzwiami bez zbliżania się do nich bezpośrednio. Rzucone było również zaklęcie tłumiące dźwięki, więc osoba na zewnątrz nie mogła słyszeć kroków lub rozmów tych, które były w środku. Podsunęła listę przyjaciółce. - Myślisz, że to wystarczy, czy o czymś zapomniałam?
Przytaknęła.
- Tak. Co dwie głowy, to nie jedna, nie? - wzruszyła ramionami z uśmiechem, obdarzając ją krótkim spojrzeniem. Z Pandorą było tak, że im więcej miała na głowie, tym lepiej funkcjonowała. Lubiła presje, lubiła mieć ciągle pełne ręce roboty i odpoczynek na dłuższą metę był naprawdę męczący. Nie bylo to nic dobrego, doskonale o tym wiedziała, bo zarówno ciało i jak umysł potrzebowały balansu. Ciągłe narażanie na stres, analizowanie lub niedobór snu kumulujące się przez długi czasy mogły mieć opłakane konsekwencje, nawet pod względem umiejętności magicznych. Gdy było gorzej, powtarzała sobie, że wszyscy odpoczną, gdy skończy się ta cholerna wojna, a przestępcy wypełnią cele w Azkabanie, być może nawet kilku — z pewnością z Voldemortem na czele, zaznają pocałunku dementora. Niewiele osób by na to skazała, ale on jeden — to był i tak łaskawy wymiar kary za to, co zrobił ludziom i jak namieszał w społeczeństwie i głowach.
Może i jej propozycje byłyby śmiercionośne, ale efekt można było złagodzić, zachowując jednak ideę całego mechanizmu. Nie znała jednak Diuny, nie czytała też nigdy mugolskich książek w tej akurat tematyce. - Najfajniej byłoby stworzyć jakiegoś robaczka, który wykrywałby tych, którzy wspierają Czarnoksiężnika. Może jakiś mały pająk lub wąż, który niepostrzeżenie kąsałby, uwydatniając tatuaż. Bo noszą taki, nie? Tak słyszałam, ale nigdy nie widziałam, więc nie mogę potwierdzić. Wiesz, dużo gadają na spotkaniach towarzyskich.
Zerknęła na nią znad śrubokręta, wyrwana na chwilę z zamyślenia nad drzwiami, przy których tkwiła. Zdążyła już poprawić zawiasy i zabezpieczyć je odpowiednim mechanizmem, wzmocnionym zaklęciem.
- Mhmmm, to prawda. - przyznała znów, tym razem bardziej niechętnie, nie chcąc w gruncie rzeczy na nikogo sprowadzać kłopotów. Była ostatnią osobą, która by to zrobiła. - Ah właśnie.. Byłaś na ostatniej Lithcie? - zapytała, przypominając sobie o temacie, który zaprzątał jej głowę w ostatnich dniach. Zerknęła w stronę Brenny, zaraz jednak udając, że wymienia śrubokręt krzyżykowy na płaski, wstając następnie i majstrując tym razem przy oczku w drzwiach i mając różdżkę w pogotowiu. Nie minęła pełna godzina, a brunetka stanęła z dłonią opartą na biodrze i śrubokrętem wsadzonym w jedną kieszeń, a magicznym kijem w drugą. W ręku trzymała notes, gdzie drobnym pismem tkwiło nakreślone to, co planowała ulepszyć i poprawić, aby zapewnić mieszkającej tu rodzinie jak największe bezpieczeństwo. Klejnot użyty w koliberku faktycznie się przydał, bo nieopodal drzwi tkwił niewielki przedmiot — trochę przypominający lusterko, dzięki, któremu mogli podejrzeć, kto tkwił za drzwiami bez zbliżania się do nich bezpośrednio. Rzucone było również zaklęcie tłumiące dźwięki, więc osoba na zewnątrz nie mogła słyszeć kroków lub rozmów tych, które były w środku. Podsunęła listę przyjaciółce. - Myślisz, że to wystarczy, czy o czymś zapomniałam?