22.02.2025, 21:57 ✶
Teoretycznie mogła słownie wyjaśnić Baldwinowi, jak wiąże się warkiczyki, jednak byłoby to trudne, żmudne i zapewne nieskuteczne. O praktycznych czynnościach po prostu się nie mówiło, je się pokazywało. Aktorstwa też nie dało się nauczyć z podręcznika: trzeba było ćwiczyć, ćwiczyć i jeszcze raz ćwiczyć. Tak samo było z drugim fachem Alice. Pisarstwo wymagało ciągłego treningu: zarówno czytania, jak i samego tworzenia tekstów. Całe szczęście, plecenia warkiczyków można było nauczyć się raz, a dobrze.
– Pokażę ci później, na Annelise – odparła, nawiązując do kukiełki, którą czasem stosowali na przedstawieniach. Z początku była trochę upiorna, a jednak wszyscy przyzwyczaili się do niej, po wszystkich próbach z jej udziałem. No i przydawała się właśnie do takich celów. – Masz też całkowitą rację. Takie przypadki medyczne raczej nie mają szansy się wydarzyć. Choć w gruncie rzeczy, nie ma rzeczy niemożliwych, szczególnie jak mamy do czynienia z jakimś wyjątkowo wrednym czarnoksiężnikiem – roześmiała się.
Co do bajek, to nie chciała Baldwinowi zdradzać za dużo swoich pomysłów na „retellingi” baśni. Niektóre były naprawdę niezłe, a lepiej było dmuchać na zimne, jeśli chodziło o tajną pisarską tożsamość. Może Malfoy nie był docelową publicznością „Kronik Kensington”, ale kto wie? Może lubował się w regencyjnych romansidłach?
– Och, to nie było nic poważnego. Wiesz, myślałam nad tym, czy może mugole wzorowali swoje baśnie na prawdziwych wydarzeniach. Roszpunka mogła na przykład być obłożona klątwą porostu włosów, magicznie zwierciadło mogło być po prostu zaczarowane, a dobra wróżka świetnie posługiwała się transmutacją.
– Pokażę ci później, na Annelise – odparła, nawiązując do kukiełki, którą czasem stosowali na przedstawieniach. Z początku była trochę upiorna, a jednak wszyscy przyzwyczaili się do niej, po wszystkich próbach z jej udziałem. No i przydawała się właśnie do takich celów. – Masz też całkowitą rację. Takie przypadki medyczne raczej nie mają szansy się wydarzyć. Choć w gruncie rzeczy, nie ma rzeczy niemożliwych, szczególnie jak mamy do czynienia z jakimś wyjątkowo wrednym czarnoksiężnikiem – roześmiała się.
Co do bajek, to nie chciała Baldwinowi zdradzać za dużo swoich pomysłów na „retellingi” baśni. Niektóre były naprawdę niezłe, a lepiej było dmuchać na zimne, jeśli chodziło o tajną pisarską tożsamość. Może Malfoy nie był docelową publicznością „Kronik Kensington”, ale kto wie? Może lubował się w regencyjnych romansidłach?
– Och, to nie było nic poważnego. Wiesz, myślałam nad tym, czy może mugole wzorowali swoje baśnie na prawdziwych wydarzeniach. Roszpunka mogła na przykład być obłożona klątwą porostu włosów, magicznie zwierciadło mogło być po prostu zaczarowane, a dobra wróżka świetnie posługiwała się transmutacją.