23.02.2025, 00:12 ✶
Flynn pociągnął nosem i jeszcze raz przetarł rękoma rozpaloną teraz twarz. Zadane pytanie nie było komfortowe, ale przynajmniej czegoś od niego teraz oczekiwano. Wyjaśnienia. Czegoś, co miało sens. Próbował skupić swoje myśli na ułożeniu sensownej wypowiedzi, ale niezależnie od tego co próbował w ten sposób wskórać, absolutnie każda propozycja brzmiała najzwyczajniej w świecie okropnie. Chyba nigdy nie pogodzi się z istnieniem tej części siebie. Miał to szczęście, że w tej pozycji nie widział jego pustego spojrzenia, bo gdyby je zobaczył, najpewniej w panice teleportowałby się z Keswick do Londynu, chociaż Nora mówiła coś o zrozumieniu w miłości i potrzebie rozmowy. Niby się z nią zgadzał, ale tak się składało, że mówienie do siebie rzeczy było cholernie kurwa ciężkie. Przełknął ślinę.
- Ja... chciałem... - próbował, na siłę, jakby chciał zerwać tę prawdę niczym naprawdę mocno przyklejony do skóry plaster. Bez namaczania, po prostu ciągnąc go szybko i zamierzając zmierzyć się z bólem kiedy już nadejdzie, zamiast przeżywać go nieskończoność jeszcze zanim się pojawił. No ale niespodzianka - jego głowa tak nie działała. - Mhm. - Mruknął i podjął się podejścia do tego od jakiejś innej strony. Czy prawdę dało się obchodzić, oglądać ją z każdej perspektywy, pod każdym kątem, jak jakiś fizyczny obiekt? On próbował. Przycisnął go do siebie i przesunął ręką, głaszcząc go po plecach. Wciąż pragnął być obok, blisko, brakowało tylko kontaktu wzrokowego, od którego uciekł w popłochu nie potrafiąc w takich warunkach pozbierać myśli. I wtedy przypomniał sobie w jaki sposób udało mu się opowiedzieć o Doppelgangerze. Chronologia. Odetchnął głęboko, jakby właśnie wpadł na coś genialnego - przeżył moment Oh, chociaż nie był tym tak podekscytowany jak zwykle. Ale ta idea działała i można było ją powielić, tak? - On był chory. Zostawiłem go, bo Fontaine mi kazała - wyjaśnił, o dziwo spokojnie. - Tylko że on nigdy nie mógł mnie zapomnieć. Przez tę chorobę. Wszystko zawsze pamiętał, jakby to się działo w tym momencie. I... i... - zamilkł na dłuższą chwilę - nie wiem jak to...
Znów się zaniósł płaczem i potrzebował chwili na ochłonięcie.
- Podjąłem moją decyzję. Mogłem walczyć dalej o to co miałem w cyrku, albo iść do niego i kazać mu chociaż udawać, a on by to zrobił, bo to on. Ale moją decyzją było wybranie ciebie, bo tak dobrze się przy tobie czułem i... On to wszystko ze mną pamiętał i... - Wyraźnie nie potrafił się z tym pogodzić. Próbował kontynuować, ale głos mu utkwił w gardle i nastąpiła kolejna, irytująca, długa przerwa. - Przecież on był dobrym człowiekiem, a jak gdzieś umierał, to ja byłem z tobą i... Kurwa mać. To nie jest tak, że nie chciałem, po prostu jak myślę, że on tam umierał sam, to mnie tu tak pali - zabrał rękę z twarzy, żeby się nią zastukać w klatkę piersiową. Miał problemy z nazywaniem emocji. - Że ja sobie gdzieś siedziałem szczęśliwy, a on się pewnie zwijał z bólu i ja - jego dłoń wróciła do twarzy, żeby ją zasłonić zanim zobaczy coś czego nie chciał widzieć - jak się dowiedziałem, że on nie żyje, że mnie tam nie było i że się nawet nie domyśliłem - bo minął ponad tydzień (!) - poczułem się tak cholernie bezużyteczny i... - Znów pociągnął nosem. - Tak bardzo cię przepraszam. Może gdyby nie przyszła to by mnie już nie było i... - Wreszcie przestałby czuć się wiecznie odpowiedzialny za cudzą krzywdę, jakby był w stanie utrzymać na plecach cały ból świata. Przecież nie był. Ledwo trzymał swój, często wypadał mu z rąk.
- Ja... chciałem... - próbował, na siłę, jakby chciał zerwać tę prawdę niczym naprawdę mocno przyklejony do skóry plaster. Bez namaczania, po prostu ciągnąc go szybko i zamierzając zmierzyć się z bólem kiedy już nadejdzie, zamiast przeżywać go nieskończoność jeszcze zanim się pojawił. No ale niespodzianka - jego głowa tak nie działała. - Mhm. - Mruknął i podjął się podejścia do tego od jakiejś innej strony. Czy prawdę dało się obchodzić, oglądać ją z każdej perspektywy, pod każdym kątem, jak jakiś fizyczny obiekt? On próbował. Przycisnął go do siebie i przesunął ręką, głaszcząc go po plecach. Wciąż pragnął być obok, blisko, brakowało tylko kontaktu wzrokowego, od którego uciekł w popłochu nie potrafiąc w takich warunkach pozbierać myśli. I wtedy przypomniał sobie w jaki sposób udało mu się opowiedzieć o Doppelgangerze. Chronologia. Odetchnął głęboko, jakby właśnie wpadł na coś genialnego - przeżył moment Oh, chociaż nie był tym tak podekscytowany jak zwykle. Ale ta idea działała i można było ją powielić, tak? - On był chory. Zostawiłem go, bo Fontaine mi kazała - wyjaśnił, o dziwo spokojnie. - Tylko że on nigdy nie mógł mnie zapomnieć. Przez tę chorobę. Wszystko zawsze pamiętał, jakby to się działo w tym momencie. I... i... - zamilkł na dłuższą chwilę - nie wiem jak to...
Znów się zaniósł płaczem i potrzebował chwili na ochłonięcie.
- Podjąłem moją decyzję. Mogłem walczyć dalej o to co miałem w cyrku, albo iść do niego i kazać mu chociaż udawać, a on by to zrobił, bo to on. Ale moją decyzją było wybranie ciebie, bo tak dobrze się przy tobie czułem i... On to wszystko ze mną pamiętał i... - Wyraźnie nie potrafił się z tym pogodzić. Próbował kontynuować, ale głos mu utkwił w gardle i nastąpiła kolejna, irytująca, długa przerwa. - Przecież on był dobrym człowiekiem, a jak gdzieś umierał, to ja byłem z tobą i... Kurwa mać. To nie jest tak, że nie chciałem, po prostu jak myślę, że on tam umierał sam, to mnie tu tak pali - zabrał rękę z twarzy, żeby się nią zastukać w klatkę piersiową. Miał problemy z nazywaniem emocji. - Że ja sobie gdzieś siedziałem szczęśliwy, a on się pewnie zwijał z bólu i ja - jego dłoń wróciła do twarzy, żeby ją zasłonić zanim zobaczy coś czego nie chciał widzieć - jak się dowiedziałem, że on nie żyje, że mnie tam nie było i że się nawet nie domyśliłem - bo minął ponad tydzień (!) - poczułem się tak cholernie bezużyteczny i... - Znów pociągnął nosem. - Tak bardzo cię przepraszam. Może gdyby nie przyszła to by mnie już nie było i... - Wreszcie przestałby czuć się wiecznie odpowiedzialny za cudzą krzywdę, jakby był w stanie utrzymać na plecach cały ból świata. Przecież nie był. Ledwo trzymał swój, często wypadał mu z rąk.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.