23.02.2025, 20:41 ✶
Oj... Tata zaczął śpiewać. A przecież nie trafiła go żadnych zaklęciem pomieszania zmysłów, więc raczej śpiewać nie powinien. Z drugiej strony ojcowie słynęli chyba z tego, że zaczynali nagle śpiewać. Posłała mu więc ten wyćwiczony, nieco niezręczny uśmiech, który posyłało dziecko swojemu rodzicowi, kiedy ten robił coś dziwnego, ale najwyraźniej sprawiało mu to radość na tyle, że nie warto było reagować.
– Hm... Sama nie wiem. Wpadłam na to jeszcze w Hogwarcie, ale wtedy nie mogłam rzucać zaklęć, a potem... Trochę o tym zapomniałam. – Eh... Hogwart. Z jednej strony miała wrażenie, że minęło szalenie dużo czasu, a z drugiej mogłaby przysiąść że zaledwie wczoraj pakowała się do swojego kufra, aby spędzić kolejny rok nauki w starym zamku.
Na kolejne słowa ojca uśmiechnęła się szeroko, chociaż rozejrzała się po okolicy, czy przypadkiem nagle do ogródka nie wejdzie Alice. Nie traktowała tego jednak jak prawdziwego wyznania, bo nie miała najmniejszych wątpliwości, że rodzice kochali swoje córki tak samo nie ważne co dla nich szmuglowały, a czego nie.
– Awww. Dzięki. A ty jesteś moim ulubionym tatą – powiedziała w żarcie, chociaż nieudolnie próbowała nadać swoim słowom poważny ton, jakby rzeczywiście gdzieś w szufladzie trzymała jakiegoś zapasowego ojca. Oczywiście ton jej głosu był bardzo daleki od poważnego. Chyba nie byłaby dobrą aktorką.
Kiedy podsunął jej kabanosa, czarownica jedynie pokręciła głową wcale nie dlatego, że podjadła już kilka z nich, kiedy kupiła je rano w sklepie.
Zamiast tego ustawiła się gotowa do walki, a jej oczy aż pojaśniały (I to dosłownie) z ekscytacji.
– Może po treningu. To co? Zaczynamy? Hiszpański czy angielski? – rzuciła jeszcze, bo przecież mieli już historię ćwiczenia jednocześnie samoobrony, jak i rodzimego języka jej ojca.
– Hm... Sama nie wiem. Wpadłam na to jeszcze w Hogwarcie, ale wtedy nie mogłam rzucać zaklęć, a potem... Trochę o tym zapomniałam. – Eh... Hogwart. Z jednej strony miała wrażenie, że minęło szalenie dużo czasu, a z drugiej mogłaby przysiąść że zaledwie wczoraj pakowała się do swojego kufra, aby spędzić kolejny rok nauki w starym zamku.
Na kolejne słowa ojca uśmiechnęła się szeroko, chociaż rozejrzała się po okolicy, czy przypadkiem nagle do ogródka nie wejdzie Alice. Nie traktowała tego jednak jak prawdziwego wyznania, bo nie miała najmniejszych wątpliwości, że rodzice kochali swoje córki tak samo nie ważne co dla nich szmuglowały, a czego nie.
– Awww. Dzięki. A ty jesteś moim ulubionym tatą – powiedziała w żarcie, chociaż nieudolnie próbowała nadać swoim słowom poważny ton, jakby rzeczywiście gdzieś w szufladzie trzymała jakiegoś zapasowego ojca. Oczywiście ton jej głosu był bardzo daleki od poważnego. Chyba nie byłaby dobrą aktorką.
Kiedy podsunął jej kabanosa, czarownica jedynie pokręciła głową wcale nie dlatego, że podjadła już kilka z nich, kiedy kupiła je rano w sklepie.
Zamiast tego ustawiła się gotowa do walki, a jej oczy aż pojaśniały (I to dosłownie) z ekscytacji.
– Może po treningu. To co? Zaczynamy? Hiszpański czy angielski? – rzuciła jeszcze, bo przecież mieli już historię ćwiczenia jednocześnie samoobrony, jak i rodzimego języka jej ojca.