Przesunął swoją nogę nad nim, chętnie wsunął się na niego. Ciepłe ciało. Gorąca na nowo skóra. Dłoń, która atmosferę mogła zmienić, a której ufał. Gdyby zmieniła - dobrze by było? Na rozładowanie całego napięcia, stresu? Być może - gdyby tylko tylko znalazł w sobie wystarczająco siły. Gdyby... a przecież nie lubił gdybania. I pod aureolą włosów gdybania nie było. Był tam węgiel smutnych oczu Flynna - bo w tym oświetleniu te czerwone oczy wydawały się czarne. Oczy nieprzeznaczone tylko jemu. Które kierował na różne osoby i... może potoczy się ta historia dokładnie tak, jak każda inna. Jak z każdym innym czarodziejem. Jak z każdą inną miłością, którą Flynn tak hojnie rozdawał po kolei. Pozazdrościsz mu. Mieć w sobie tyle tej miłości, żeby dawać ją tylu osobom...
- Zły... - Powtórzył głucho, szukając w sobie złości. Szukając w sobie czegokolwiek poza ziejącą, czarną pustką. Nie znalazł - zamiast tego pustka rosła. - Takie chwile są bardzo trudne. Jeden moment załamania nie może przecież przeważyć nad wszystkim. To były emocje, bardzo silne emocje. Chyba... po prostu mi przykro. - Tak, przykro. To była ta emocja. Przykrość.
Myślałeś, że miłość będzie tą jedyną. Chowałeś dla niej serce i duszę, bo przecież ciało równie hojnie rozdałeś. Jedna, jedyna miłość. Pilnowana, żeby trafiła w odpowiednie ręce. I trafił się Dante. Nie, nieodpowiednia miłość. Brzydka, brutalna, toksyczna. Więc zamykasz serce za srebrem krat. Kiedyś się pojawi - ten książę z bajki. Kaiden Delacour, którego uśmiech był wieńcem z pyłu księżycowego. Więc chciałeś zabrać serce znów - drugi raz się nie udało. Roztrzaskało się. Odepchnięte mocnym gestem poleciało na podłogę, rozsypało się na kawałki. Może on..? Może ty..? Pomoże je ktoś pozbierać? Chrupały odłamki pod butami przechodzących. Pojawił się Flynn, zebrał je na szufelkę - oddać nie chciał. Nie. On wolał je utopić w wodzie.
Och, Matko Wodo, tyle serc dla Ciebie zebrałem i spójrz - to moje też postanowiono utopić.
- Chcę cię mieć. Jesteś mój. - Powtórzył z głosem tak nienaturalnie cichym i spokojnym nawet jak na niego, że określenie pozbawienia energii wchodziło na nowy poziom. - Zły... - Powtórzył znów. - Nie czuję złości. Jest mi smutno. Jest mi... bezuży...tecznie. Jestem bezużyteczny. - Rozluźniał mięśnie i teraz już leżał na Flynnie, z głową spoczywającą na klatce piersiowej, by słuchać tego niespokojnego serca. To Laurenta zwolniło, tylko nadal uderzało boleśnie mocno. Albo to on miał tylko taką świadomość bicia tego serca, by odczuwać każde uderzenie aż nader wyraźnie. - Rozumiem to. Był dla ciebie ważny, to były silne emocje. Czego jest we mnie za mało, że wszyscy mnie zostawiają. Czego mi brakuje. Czym mam być... Przez chwilę myślałem, że poszedłeś do niego, bo mógł ci pomóc się wyleczyć, ale to nieprawda... Dziwnie się czuję, Flynn. Prawie jakby cię tu nie było. - Ociężale uniósł swoją dłoń, mając wrażenie, że jest już tak daleko od własnego ciała, że ledwo czuł ten ruch. Spojrzał na te palce. Na jeden jedyny pierścionek na nich, którego nie ściągał nawet do snu.