24.02.2025, 18:56 ✶
Zaśmiałaby się, bo miał rację, ale tylko połowicznie. Przecież nie zrobiła tego specjalnie, nie polazła tam dla własnego widzimisię i naprawdę chciała mu to teraz powiedzieć, ale nie zdążyła. Gdyby nie Nicholas, to z pewnością wyrżnęłaby głową o kamienną, czarną posadzkę Departamentu Tajemnic i jej brat musiałby się jeszcze tłumaczyć z głupiego wypadku. Na całe szczęście Faye osunęła się w jego ramiona ciężko i bezwładnie, na moment tracąc kontakt z rzeczywistością.
- Łeb mnie nakurwia - powiedziała, rozchylając powieki. Mimo trupiej wręcz bladości na jej twarzy pojawił się słabiutki uśmiech, gdy wtulała się w zimne ciało Nicholasa. Dawno nie miała okazji przytulić się do niego tak po prostu, zwykle musiała albo naciskać, albo robić to podstępem. - Dobry refleks, dzięki.
Chciała go odgonić machnięciem ręki, ale mroczki znowu zamigotały ostrzegawczo przed jej oczami, skutecznie wybijając jej ten pomysł z głowy. Spasowała więc, niech ją położy na tej podłodze w oczekiwaniu na uzdrowiciela. Jej to było wszystko jedno - była koszmarnie zmęczona, ale nie miała gorączki. Jej czoło było tylko ledwo rozpalone. To ciało buntowało się przeciwko takiemu wyzyskowi.
- Nie byłam nieposłuszna, Nick - powiedziała cicho, na powrót zamykając oczy. Oblizała spierzchnięte wargi. Strasznie chciało jej się pić, ale nie wypowiedziała swojego życzenia na głos. Były ważniejsze sprawy. - Przemieniłam się tak po prostu, bez.... Nie miałam na to wpływu.
Powiedziała jeszcze ciszej, prawie że szeptem. Uchyliła jedno oko, a potem wczepiła palce w ramiona brata, jakby bała się go puścić.
- Jestem po prostu zmęczona, ale nie jestem w stanie się aportować do domu, a jak wejdę do kominka, to się porzygam - no i przecież obiecała, że przyjdzie, no to musiała obietnicy dotrzymać. Nie chciała by Nicholas myślał, że Faye zrobiła to, co zrobiła, dla zabawy. Wcale jej nie było do śmiechu: ani rano, ani teraz. Wciąż się cholernie bała i wciąż miała wrażenie, że lepki wzrok Widm za nią podąża, chociaż to było niemożliwe.
- Łeb mnie nakurwia - powiedziała, rozchylając powieki. Mimo trupiej wręcz bladości na jej twarzy pojawił się słabiutki uśmiech, gdy wtulała się w zimne ciało Nicholasa. Dawno nie miała okazji przytulić się do niego tak po prostu, zwykle musiała albo naciskać, albo robić to podstępem. - Dobry refleks, dzięki.
Chciała go odgonić machnięciem ręki, ale mroczki znowu zamigotały ostrzegawczo przed jej oczami, skutecznie wybijając jej ten pomysł z głowy. Spasowała więc, niech ją położy na tej podłodze w oczekiwaniu na uzdrowiciela. Jej to było wszystko jedno - była koszmarnie zmęczona, ale nie miała gorączki. Jej czoło było tylko ledwo rozpalone. To ciało buntowało się przeciwko takiemu wyzyskowi.
- Nie byłam nieposłuszna, Nick - powiedziała cicho, na powrót zamykając oczy. Oblizała spierzchnięte wargi. Strasznie chciało jej się pić, ale nie wypowiedziała swojego życzenia na głos. Były ważniejsze sprawy. - Przemieniłam się tak po prostu, bez.... Nie miałam na to wpływu.
Powiedziała jeszcze ciszej, prawie że szeptem. Uchyliła jedno oko, a potem wczepiła palce w ramiona brata, jakby bała się go puścić.
- Jestem po prostu zmęczona, ale nie jestem w stanie się aportować do domu, a jak wejdę do kominka, to się porzygam - no i przecież obiecała, że przyjdzie, no to musiała obietnicy dotrzymać. Nie chciała by Nicholas myślał, że Faye zrobiła to, co zrobiła, dla zabawy. Wcale jej nie było do śmiechu: ani rano, ani teraz. Wciąż się cholernie bała i wciąż miała wrażenie, że lepki wzrok Widm za nią podąża, chociaż to było niemożliwe.