• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 … 11 Dalej »
[06.09.72] Calm down, abort the mission. Houston, I have so many problems

[06.09.72] Calm down, abort the mission. Houston, I have so many problems
Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / atletyczna sylwetka / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#12
24.02.2025, 23:39  ✶  
Wiedziałem, że przez plan mój i Corneliusa, spotkanie z Ambroisem i Geraldine nie będzie przyjemne, przynajmniej na samym początku, zanim nie wyjaśnimy sobie kilku kwestii, ale nie spodziewałem się, że będzie aż tak wielkim chaosem. Nie mogłem uwierzyć, że Geraldine miała czelność oceniać mnie w ten sposób. Kiedyś, kiedy graliśmy razem w Quidditcha, naprawdę się dogadywaliśmy. Byłem zadowolony, gdy mogliśmy współpracować na boisku. Była zwinna, szybko podejmowała decyzje - idealny partner w grze. Wtedy była w porządku i z przyjemnością spędzałem z nią czas. Ale to było dawno temu.
Nie widzieliśmy się od lat, a mimo to, wydawało jej się, że miała pełen obraz mojej przeszłości, jakby była świadkiem każdego kroku, jaki stawiałem. Patrzyła na mnie z wyższością, jakby była sędzią w sprawie, której akt nigdy nie czytała - nie rozumiała sytuacji, ale była gotowa wydawać osądy na podstawie własnych opinii - urojonych krzywd, które rzekomo wyrządziłem naszym wspólnym bliskim przez to, że zniknąłem z kraju. Piętnaście lat temu, gdy nikt nie mówił o Voldemotcie, jego kmiotach i magicznej wojnie. Nie wczoraj, nie rok temu - nie było mnie w kraju przez półtorej dekady, a Yaxley próbowała zrobić ze mnie dezertera. To, że kiedyś spędziliśmy razem sporo czasu, nie dawało jej żadnych praw do wydawania wyroków na temat tego, kim byłem teraz. Przecież sama przyznała, że Cornelius i Ambroise nie powiedzieli jej nic na mój temat. Ciekawe, dlaczego tak się stało? Może dlatego, że nie chciałem, aby mój los był tematem rozmów przy piwie?
Owszem - milczeli. I nie byłem na nich zły. Wręcz przeciwnie, doceniałem ich lojalność. Gdyby zaczęli rozmawiać o mnie ze zbyt dużą liczbą osób, nawet zaufanych, sami by się narażali, a ja w przeciwieństwie do tej blond małpy nie chciałem być gwiazdą przedstawienia. Nie życzyłem sobie, żeby ktokolwiek, poza mną - rzecz jasna, cierpiał przez moje błędy. Byłem tu, aby pomóc, a nie by stać się powodem kłopotów. Ale ona, zamiast to zrozumieć, wydawała wyroki.
Nie mogłem tego znieść. W moim umyśle narastała frustracja, a wraz z nią złość, gniew i poczucie bycia tak dogłębnie znieważonym, że nie mogłem tego przełknąć, nie miałem zamiaru tolerować podobnych wypowiedzi rzucanych w moim kierunku przez kogoś, komu wydawało się, że jest na uprzywilejowanej pozycji. Możliwe, że tak wyglądała jej wersja rzeczywistości, w której mogła mówić każdemu, co sądzi na jego temat i być w tym bezkarna, zasłaniając się szczerością i stylem bycia - znałem to środowisko i wiedziałem, jakie mniemanie o sobie mieli zawodowi łowcy i klątwołamacze z dziada pradziada. W przeciągu kilku chwil, na samą myśl o tym podejściu, Geraldine w jeszcze większym stopniu stała się dla mnie symbolem wszystkiego, co było nie tak w tym świecie. Zamiast wspierać, oceniała, zamiast rozumieć, wytykała i gryzła.
Poza tym, myliła się jeszcze w jednym - byłem gotów na wszystko, byle tylko nie narażać tych, którzy byli dla mnie istotni, nigdy nie zrobiłbym czegoś, żeby ich świadomie narazić, byłem ostrożny i uważny, bo miałem w tym lata doświadczenia, to nie była dla mnie pierwszyzna, nie odwiedziłbym Corneliusa, gdybym nie był pewien, że go tym nie narażę, ale ona tego nie rozumiała. Dla niej byłem tylko tym, który zwiał z kraju, jak tchórz, gnida i kanalia, zostawiając bliskich na pastwę losu, dając im ponosić konsekwencje chaosu, który ogarnął nasz świat, podczas, gdy ja sam bawiłem się gdzieś w świecie.
W końcu emocje sięgnęły zenitu... Liczyła się tylko ta chwila, w której oboje staraliśmy się udowodnić swoją rację - siłą, tyle tylko, że nie argumentów. Już nie.
Nie wytrzymaliśmy. Oboje rzuciliśmy się na siebie z pięściami, jakbyśmy byli dziećmi na trzecim roku Hogwartu, na boisku do quidditcha, po przegranym meczu, a nie dorosłymi ludźmi. Zdawałem sobie sprawę z mojego zachowania - miałem w dupie, jak to wyglądało z perspektywy pozostałych obecnych.
Przeciwniczką przepchnęła mnie po podłodze, sprawiając, że zderzyłem się z chłodną ścianą. Próbowałem złapać Geraldine za kucyk, by uderzyć jej głową o ścianę, ale w ułamku sekundy wymknęła mi się z rąk. Była szybsza, niż się spodziewałem - moje palce chybiły, jej koński ogon zakołysał się i wyślizgnął się z moich palców. Oprzytomniałem w mgnieniu oka, dostrzegając, że była zbyt zwinna, żebym traktował ją jak typowego przeciwnika. Musiałem zmienić strategię - improwizować. Nie mogłem pozwolić, by uderzyła mnie kolanem w jaja.
Usiłowałem uderzyć otwartą dłonią w jej przedramię, które przytrzymywało mnie tak mocno, że czułem, jak krew przestaje krążyć w miejscu uścisku. Użyłem całej swojej siły, by sprawić, by jej chwyt osłabł. Musiała mnie puścić, inaczej nie miałbym szans - gdyby mi się to udało, przynajmniej przez kilkanaście sekund nie mogłaby zaatakować mnie kolanem. Jednocześnie wykonałem szybki ruch, odpychając się nogą w ciężkim bucie od tapetowanej ściany, wykorzystując cały swój ciężar. Jeśli udało mi się odepchnąć kobietę, zrzuciłem się na nią, mając nadzieję przewrócić ją na ziemię i siłą impaktu, impetem uderzenia o podłogę i moim ciężarem, odebrać jej dech.

aktywność fizyczna ◉◉◉◉○ - obrona: uderzenie w ramię i odepchnięcie
Rzut PO 1d100 - 62
Sukces!

aktywność fizyczna ◉◉◉◉○ - atak: przewrócenie
Rzut PO 1d100 - 38
Slaby sukces...


[Obrazek: 4GadKlM.png]
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Ambroise Greengrass-Yaxley (2417), Benjy Fenwick (7013), Cornelius Lestrange (2164), Geraldine Greengrass-Yaxley (6198)




Wiadomości w tym wątku
[06.09.72] Calm down, abort the mission. Houston, I have so many problems - przez Cornelius Lestrange - 20.02.2025, 14:15
RE: [06.09.72] Calm down, abort the mission. Houston, I have so many problems - przez Benjy Fenwick - 20.02.2025, 16:26
RE: [06.09.72] Calm down, abort the mission. Houston, I have so many problems - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 20.02.2025, 21:53
RE: [06.09.72] Calm down, abort the mission. Houston, I have so many problems - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 20.02.2025, 23:19
RE: [06.09.72] Calm down, abort the mission. Houston, I have so many problems - przez Cornelius Lestrange - 21.02.2025, 20:17
RE: [06.09.72] Calm down, abort the mission. Houston, I have so many problems - przez Benjy Fenwick - 22.02.2025, 02:02
RE: [06.09.72] Calm down, abort the mission. Houston, I have so many problems - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 22.02.2025, 16:09
RE: [06.09.72] Calm down, abort the mission. Houston, I have so many problems - przez Benjy Fenwick - 22.02.2025, 18:10
RE: [06.09.72] Calm down, abort the mission. Houston, I have so many problems - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 22.02.2025, 19:37
RE: [06.09.72] Calm down, abort the mission. Houston, I have so many problems - przez Benjy Fenwick - 22.02.2025, 23:39
RE: [06.09.72] Calm down, abort the mission. Houston, I have so many problems - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 23.02.2025, 01:14
RE: [06.09.72] Calm down, abort the mission. Houston, I have so many problems - przez Benjy Fenwick - 24.02.2025, 23:39
RE: [06.09.72] Calm down, abort the mission. Houston, I have so many problems - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 25.02.2025, 11:09
RE: [06.09.72] Calm down, abort the mission. Houston, I have so many problems - przez Benjy Fenwick - 25.02.2025, 17:30
RE: [06.09.72] Calm down, abort the mission. Houston, I have so many problems - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 26.02.2025, 00:56
RE: [06.09.72] Calm down, abort the mission. Houston, I have so many problems - przez Benjy Fenwick - 26.02.2025, 20:27
RE: [06.09.72] Calm down, abort the mission. Houston, I have so many problems - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 28.02.2025, 16:00
RE: [06.09.72] Calm down, abort the mission. Houston, I have so many problems - przez Benjy Fenwick - 01.03.2025, 16:17
RE: [06.09.72] Calm down, abort the mission. Houston, I have so many problems - przez Cornelius Lestrange - 12.03.2025, 22:42
RE: [06.09.72] Calm down, abort the mission. Houston, I have so many problems - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 14.03.2025, 04:22
RE: [06.09.72] Calm down, abort the mission. Houston, I have so many problems - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 14.03.2025, 12:43
RE: [06.09.72] Calm down, abort the mission. Houston, I have so many problems - przez Benjy Fenwick - 18.03.2025, 23:02

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa