25.02.2025, 17:30 ✶
Już w czasach Hogwartu byłem porywczy, często popisywałem się przed innymi uczniami, odstawiałem cyrki, by tylko wyróżnić się wśród rówieśników - szczególnie od Corneliusa, z którym z początku mnie mylono. Szybko zaprzestano, gdy zacząłem pokazywać, na co mnie stać. W swojej młodzieńczej głupocie, postanowiłem, że muszę być kimś innym. Biłem się ze Ślizgonami i z kolegami z innych roczników - z każdym, kto próbował mi podskoczyć, ale nigdy nie miałem zamiaru wyrządzić nikomu trwałej krzywdy. Często odstawiałem cyrki - no właśnie, tylko to i nic więcej, bo nie miałem prawdziwej skłonności do przemocy - teatrzyk, przedstawienie pod publiczkę, traktując tereny szkoły jak jedną wielką scenę, na której mogłem grać. Dla otoczenia byłem bananowym chłopcem z bogatej rodziny, któremu nigdy nie przyszło się zmagać z prawdziwymi problemami. Życie w dostatku sprawiło, że nigdy nie musiałem stawiać czoła poważnym wyzwaniom w związku z koniecznością przetrwania w brutalnym świecie.
Mało kto zdawał sobie sprawę z tego, co kryło się pod powierzchnią - tego, że moje zapędy były nie tylko sposobem na zaimponowanie innym, ale też na wyładowanie gniewu i chwilowe zapomnienie o tym, co działo się w moim domu. W Little Hangleton panowały inne zasady. Mój ojciec miał twardą rękę i nie wahał się jej użyć. Tam, gdzie powinno być ciepło i miłość, panował bardzo zimny chów. Ojciec miał metody wychowawcze, o których wolałbym zapomnieć. Wiedziałem, że w jego mniemaniu ta twarda ręka miała mnie „wychować” na silnego człowieka, ale w rzeczywistości nie była niczym innym, jak znęcaniem się nad słabszym fizycznie dzieciakiem.
W szkole mogłem być kimś innym, ale w głębi serca zawsze zdawałem sobie sprawę, że te popisy były jedynie maską, za którą skrywałem swoje prawdziwe obawy i lęki. To było raczej wyrażanie frustracji i potrzeby udowodnienia sobie, że jestem silniejszy, niż wydawało mi się w głębi duszy. Mimo wszystko, potrafiłem nad sobą zapanować, nawet w chwilach największej furii. Znałem granice, potrafiłem się powstrzymać, nie chciałem walczyć na serio. I, szczerze mówiąc, nigdy nie próbowałem. Nie chciałem być Jego odbiciem. Nie chciałem, by wychowanie, które zgotował mi, naznaczyło mnie na zawsze. On czerpał z tego satysfakcję - ja tylko się popisywałem, znając granice, które nie powinny być przekraczane. Te wszystkie bójki były jedynie sposobem na odreagowanie, na udowodnienie sobie, że jestem silny. Wydawało mi się, że muszę zademonstrować swoją odwagę.
Minęło półtorej dekady, odkąd opuściłem szkołę. Tamte dni odeszły w zapomnienie. Przez ten czas życie bardzo mocno mnie przeciągnęło. Przestałem walczyć na niby, musiałem stać się twardy, bezwzględny. Wyzwania, które napotkałem, zmusiły mnie do zmiany. Wiele razy znalazłem się na skraju, balansując pomiędzy tym, kim chciałem być, a tym, kim byłem. Geraldine nie miała o mnie pojęcia. Wkurwiła mnie, więc zareagowałem, nie myśląc o konsekwencjach. Osądy i komentarze dotyczące mojego życia zawsze działały na mnie jak płachta na byka. Laska Ambroise'a gówno o mnie słyszała i gówno wiedziała o tym, przez co przeszedłem. W tej chwili nie miałem zbyt wielu pieniędzy, nie miałem domu, ani rodziny. Honor stał się jedynym, co mi pozostało. Zabawne - teraz, w obliczu tej sytuacji, nie zachowywałem się honorowo.
To nie była walka na śmierć i życie. Nie zamierzałem zrobić jej trwałej krzywdy. Chciałem jedynie pokazać, że nie jestem jej pomiotłem - kimś, kogo można lekceważyć. Moje działania były może nieodpowiedzialne, ale w tamtej chwili, gdy się na nią rzuciłem, zrobiłem to odruchowo - nie mogłem pozwolić, by ktoś, kto nie rozumiał mojej historii, próbował decydować o mojej wartości.
Byle bogata pannica, choćby nie wiadomo, co przeszła w życiu, nie miała prawa oceniać i komentować mojego życia. Udało mi się ją odepchnąć, ale nie zdołałem nas przewrócić na ziemię. Umknęła mi w lewo, a ja, dysząc ciężko, zatrzymałem się w miejscu, koncentrując się na jej ruchach. W momencie, w którym próbowała się na mnie rzucić, nie czekałem. Wjechałem w nią z bara, chcąc posłać ją w drzwi. Nie zamierzałem walczyć na śmierć i życie. Wiedziałem, że nie zrobię Geraldine trwałej krzywdy. To była tylko demonstracja mojej siły, pokazanie, że nie jestem słabym chłopcem, którego można zlekceważyć. Potem miałem tylko jeden cel - podciąć jej nogi, pokazać, że nie jestem tak łatwy do spacyfikowania. Chciałem udowodnić Yaxley, że nie jest tak silna, jak myśli.
aktywność fizyczna ◉◉◉◉○ - uderzenie z bara w Geraldine i posłanie obojga na drzwi
aktywność fizyczna ◉◉◉◉○ - podcięcie nóg
Mało kto zdawał sobie sprawę z tego, co kryło się pod powierzchnią - tego, że moje zapędy były nie tylko sposobem na zaimponowanie innym, ale też na wyładowanie gniewu i chwilowe zapomnienie o tym, co działo się w moim domu. W Little Hangleton panowały inne zasady. Mój ojciec miał twardą rękę i nie wahał się jej użyć. Tam, gdzie powinno być ciepło i miłość, panował bardzo zimny chów. Ojciec miał metody wychowawcze, o których wolałbym zapomnieć. Wiedziałem, że w jego mniemaniu ta twarda ręka miała mnie „wychować” na silnego człowieka, ale w rzeczywistości nie była niczym innym, jak znęcaniem się nad słabszym fizycznie dzieciakiem.
W szkole mogłem być kimś innym, ale w głębi serca zawsze zdawałem sobie sprawę, że te popisy były jedynie maską, za którą skrywałem swoje prawdziwe obawy i lęki. To było raczej wyrażanie frustracji i potrzeby udowodnienia sobie, że jestem silniejszy, niż wydawało mi się w głębi duszy. Mimo wszystko, potrafiłem nad sobą zapanować, nawet w chwilach największej furii. Znałem granice, potrafiłem się powstrzymać, nie chciałem walczyć na serio. I, szczerze mówiąc, nigdy nie próbowałem. Nie chciałem być Jego odbiciem. Nie chciałem, by wychowanie, które zgotował mi, naznaczyło mnie na zawsze. On czerpał z tego satysfakcję - ja tylko się popisywałem, znając granice, które nie powinny być przekraczane. Te wszystkie bójki były jedynie sposobem na odreagowanie, na udowodnienie sobie, że jestem silny. Wydawało mi się, że muszę zademonstrować swoją odwagę.
Minęło półtorej dekady, odkąd opuściłem szkołę. Tamte dni odeszły w zapomnienie. Przez ten czas życie bardzo mocno mnie przeciągnęło. Przestałem walczyć na niby, musiałem stać się twardy, bezwzględny. Wyzwania, które napotkałem, zmusiły mnie do zmiany. Wiele razy znalazłem się na skraju, balansując pomiędzy tym, kim chciałem być, a tym, kim byłem. Geraldine nie miała o mnie pojęcia. Wkurwiła mnie, więc zareagowałem, nie myśląc o konsekwencjach. Osądy i komentarze dotyczące mojego życia zawsze działały na mnie jak płachta na byka. Laska Ambroise'a gówno o mnie słyszała i gówno wiedziała o tym, przez co przeszedłem. W tej chwili nie miałem zbyt wielu pieniędzy, nie miałem domu, ani rodziny. Honor stał się jedynym, co mi pozostało. Zabawne - teraz, w obliczu tej sytuacji, nie zachowywałem się honorowo.
To nie była walka na śmierć i życie. Nie zamierzałem zrobić jej trwałej krzywdy. Chciałem jedynie pokazać, że nie jestem jej pomiotłem - kimś, kogo można lekceważyć. Moje działania były może nieodpowiedzialne, ale w tamtej chwili, gdy się na nią rzuciłem, zrobiłem to odruchowo - nie mogłem pozwolić, by ktoś, kto nie rozumiał mojej historii, próbował decydować o mojej wartości.
Byle bogata pannica, choćby nie wiadomo, co przeszła w życiu, nie miała prawa oceniać i komentować mojego życia. Udało mi się ją odepchnąć, ale nie zdołałem nas przewrócić na ziemię. Umknęła mi w lewo, a ja, dysząc ciężko, zatrzymałem się w miejscu, koncentrując się na jej ruchach. W momencie, w którym próbowała się na mnie rzucić, nie czekałem. Wjechałem w nią z bara, chcąc posłać ją w drzwi. Nie zamierzałem walczyć na śmierć i życie. Wiedziałem, że nie zrobię Geraldine trwałej krzywdy. To była tylko demonstracja mojej siły, pokazanie, że nie jestem słabym chłopcem, którego można zlekceważyć. Potem miałem tylko jeden cel - podciąć jej nogi, pokazać, że nie jestem tak łatwy do spacyfikowania. Chciałem udowodnić Yaxley, że nie jest tak silna, jak myśli.
aktywność fizyczna ◉◉◉◉○ - uderzenie z bara w Geraldine i posłanie obojga na drzwi
Rzut PO 1d100 - 68
Sukces!
Sukces!
aktywność fizyczna ◉◉◉◉○ - podcięcie nóg
Rzut PO 1d100 - 81
Sukces!
Sukces!
![[Obrazek: 4GadKlM.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4GadKlM.png)