25.02.2025, 18:57 ✶
Isaac uśmiechnął się z rozbawieniem i uniósł lekko ręce w obronnym geście.
-Nie śmiałbym odmówić pani pomocy, ale przyznam, że czasami magia potrafi ułatwić życie.- Odpowiedział łagodnie, obserwując, jak Laura kręci głową z udawaną dezaprobatą.
Uniósł filiżankę do ust, pozwalając, by gorąca herbata rozlała się po jego języku. Czuł jej znajomy smak, przypominający mu dawne wakacje spędzone w tym domu. Był to jeden z tych rzadkich momentów, kiedy czuł się niemal tak, jakby wrócił do beztroskich lat młodości - ciepło domowego ogniska Remingtonów wciąż działało na niego kojąco. Jednak dzisiejsza wizyta nie była tylko sentymentalnym powrotem do przeszłości.
Odstawił filiżankę i spojrzał na panią Remington, która nadal przyglądała mu się uważnie.
-Domyślam się, co trapi Enzo.- Powiedział w końcu cicho, obracając w palcach porcelanowy spodek. Zamilkł na chwilę, a jego spojrzenie powędrowało w stronę okna. Deszcz smagał szybę, która wibrowała od czasu do czasu pod naporem mocniejszych podmuchów wiatru. Typowa londyńska pogoda - melancholijna, przytłaczająca. Jakby sama aura miasta wiedziała, że nadchodzi coś złego.
-Przyszedłem między innymi po to, żeby z nim o tym porozmawiać, ale myślę, że wy też powinnyście wiedzieć.- Powiedział, spoglądając na panią Remington uważnie.-Sytuacja polityczna w magicznym świecie robi się coraz bardziej… skomplikowana. A dla ludzi, którzy nie pochodzą z czarodziejskich rodzin, może to oznaczać więcej problemów, niż się wydaje. Nie mówię tego, żeby Was straszyć.- Dodał szybko, podnosząc lekko dłoń w uspokajającym geście.-Ale chcę, żebyście byli ostrożni. Wśród czarodziejów są ludzie o różnych poglądach. Nie wszyscy podchodzą do mugolskiego świata z sympatią, a pewne grupy czarodziejów coraz śmielej próbują forsować swoje ideologie.- Westchnął, opierając łokcie o blat stołu.
-To, że Enzo jest w świecie magii… nie zmienia faktu, że pochodzi z mugolskiej rodziny. A to, dla niektórych, może być powodem, by patrzeć na niego inaczej. Wiem, że to absurdalne.- Dodał z naciskiem, aby kobiety miały pewność, że się z tym nie zgadzał. Nachylił się lekko do przodu, kładąc dłonie na stole. Jego ton był spokojny, ale w słowach dało się wyczuć powagę.
-Pomyślałem, że we czwórkę, razem z Enzo, możemy o tym porozmawiać. Ustalić jakieś zasady, które sprawią, że będziecie bezpieczniejsi. Nie mówię, że coś się wydarzy, ale lepiej dmuchać na zimne, prawda?- Uśmiechnął się lekko. Będzie musiał jeszcze zabezpieczyć jakoś swoich mugolskich sąsiadów.-Znam kogoś, kto może pomóc.- Kontynuował.-Znam specjalistę od zaklęć ochronnych. Może nałożyć zabezpieczenia na dom, które nie zmienią absolutnie niczego w waszym życiu codziennym, ale sprawią, że będziecie bezpieczniejsi. Nikt niepowołany się tu nie dostanie, a jeśli pojawi się zagrożenie, dowiecie się o tym pierwsi.
-Nie śmiałbym odmówić pani pomocy, ale przyznam, że czasami magia potrafi ułatwić życie.- Odpowiedział łagodnie, obserwując, jak Laura kręci głową z udawaną dezaprobatą.
Uniósł filiżankę do ust, pozwalając, by gorąca herbata rozlała się po jego języku. Czuł jej znajomy smak, przypominający mu dawne wakacje spędzone w tym domu. Był to jeden z tych rzadkich momentów, kiedy czuł się niemal tak, jakby wrócił do beztroskich lat młodości - ciepło domowego ogniska Remingtonów wciąż działało na niego kojąco. Jednak dzisiejsza wizyta nie była tylko sentymentalnym powrotem do przeszłości.
Odstawił filiżankę i spojrzał na panią Remington, która nadal przyglądała mu się uważnie.
-Domyślam się, co trapi Enzo.- Powiedział w końcu cicho, obracając w palcach porcelanowy spodek. Zamilkł na chwilę, a jego spojrzenie powędrowało w stronę okna. Deszcz smagał szybę, która wibrowała od czasu do czasu pod naporem mocniejszych podmuchów wiatru. Typowa londyńska pogoda - melancholijna, przytłaczająca. Jakby sama aura miasta wiedziała, że nadchodzi coś złego.
-Przyszedłem między innymi po to, żeby z nim o tym porozmawiać, ale myślę, że wy też powinnyście wiedzieć.- Powiedział, spoglądając na panią Remington uważnie.-Sytuacja polityczna w magicznym świecie robi się coraz bardziej… skomplikowana. A dla ludzi, którzy nie pochodzą z czarodziejskich rodzin, może to oznaczać więcej problemów, niż się wydaje. Nie mówię tego, żeby Was straszyć.- Dodał szybko, podnosząc lekko dłoń w uspokajającym geście.-Ale chcę, żebyście byli ostrożni. Wśród czarodziejów są ludzie o różnych poglądach. Nie wszyscy podchodzą do mugolskiego świata z sympatią, a pewne grupy czarodziejów coraz śmielej próbują forsować swoje ideologie.- Westchnął, opierając łokcie o blat stołu.
-To, że Enzo jest w świecie magii… nie zmienia faktu, że pochodzi z mugolskiej rodziny. A to, dla niektórych, może być powodem, by patrzeć na niego inaczej. Wiem, że to absurdalne.- Dodał z naciskiem, aby kobiety miały pewność, że się z tym nie zgadzał. Nachylił się lekko do przodu, kładąc dłonie na stole. Jego ton był spokojny, ale w słowach dało się wyczuć powagę.
-Pomyślałem, że we czwórkę, razem z Enzo, możemy o tym porozmawiać. Ustalić jakieś zasady, które sprawią, że będziecie bezpieczniejsi. Nie mówię, że coś się wydarzy, ale lepiej dmuchać na zimne, prawda?- Uśmiechnął się lekko. Będzie musiał jeszcze zabezpieczyć jakoś swoich mugolskich sąsiadów.-Znam kogoś, kto może pomóc.- Kontynuował.-Znam specjalistę od zaklęć ochronnych. Może nałożyć zabezpieczenia na dom, które nie zmienią absolutnie niczego w waszym życiu codziennym, ale sprawią, że będziecie bezpieczniejsi. Nikt niepowołany się tu nie dostanie, a jeśli pojawi się zagrożenie, dowiecie się o tym pierwsi.