• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna v
« Wstecz 1 2 3 4 5 … 9 Dalej »
[02.09.1972] Pan Mruczkens | Pru & Benjy

[02.09.1972] Pan Mruczkens | Pru & Benjy
Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / atletyczna sylwetka / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#16
25.02.2025, 22:04  ✶  
Wzrok kobiety był przenikliwy. Dopiero teraz dostrzegłem, że to, co mówiłem, brzmiało jakoś niezgrabnie. Chyba nie była przekonana, że moje zapewnienia są szczere. Możliwe, że dostrzegała, jak niefortunnie wyglądała sytuacja, ale musiałem dać z siebie wszystko, żeby nie pokazać tego na zewnątrz. Przekierowałem rozmowę na inne tory.
- Szeszywiście nie wyglądasz jak typowy uzdlowisiel. - Pokiwałem głową, jakby mi było oceniać, kto wyglądał, a kto nie wyglądał na uzdrowiciela - jakie były standardy ich ubioru albo zachowania. Podczas, gdy w rzeczywistości z profesjonalnym uzdrowicielem miałem do czynienia, ostatni raz, co najmniej cztery lata temu.
- Quoi? - Spojrzałem na nią, próbując dostrzec, co myśli. Nie chciałem, żeby czuła się zobowiązana, ale jednocześnie nie mogłem zignorować, jak bardzo mnie zaskoczyła. W jej oczach dostrzegłem coś, co zbiło mnie z tropu - ostrożne zaufanie. To było nowe, nieznane terytorium, które budziło we mnie mieszane uczucia. Ludzie zazwyczaj nie ufali mi tak łatwo. Zresztą, nie miałem im tego za złe. Sam życiu miałem wiele sytuacji, które nauczyły mnie, że nie każdy jest życzliwy, dlatego też byłem wyraźnie nieswój na myśl, że nieznajoma chciała mnie zabrać do siebie. Tak po prostu - ot, niemalże bez namysłu. Może w jej oczach byłem kimś, kto mógłby być godny zaufania, ale dla mnie to było całkiem niewyobrażalne - w końcu, w moim życiu zaufanie było luksusem, na który niewielu było stać. Miałem swoje powody, by wątpić w intencje innych. Kobieta wydawała się być naprawdę życzliwa, dlatego z początku chciałem skorzystać z jej oferty, ale gdy zaoferowała zabranie mnie do siebie, poczułem wewnętrzny opór - nie byłem przyzwyczajony do takiej postawy.
Puchnąca noga była dla mnie jasnym znakiem, że nie wszystko poszło zgodnie z planem, ale nie mogłem pozwolić, by ta słabość ujrzała światło dzienne, zwłaszcza w cudzym mieszkaniu. Skok z wysokości okazał się bardziej brutalny, niż się spodziewałem - potrzebowałem wsparcia medycznego, ale, gdyby oferta pomocy okazała się zasadzką... W co raczej wątpiłem... No, ale... To mógłbym mieć problemy z odparciem ataku. Zawahałem się na chwilę, przełożyłem ciężar ciała na drugą nogę, starając się zapanować nad sytuacją. Zawsze unikałem przyjmowania pomocy od nieznajomych. Wydawało mi się to niewłaściwe, jakbym nie tylko przyznawał się do swojej słabości, a wprost krzyczał, że będę łatwą ofiarą. Wolałem radzić sobie sam. To brzmiało zdecydowanie lepiej niż pokazywanie słabości przed kimś, kogo ledwie znałem. Poza tym zawsze mogłem znaleźć sobie innego byłego uzdrowiciela. Szczególnie, że miałem co najmniej dwa typy:
Tego, który pewnie by mi pomógł, nawet, jakbym wziął go z zaskoczenia. Szczególnie, gdybym wziął go z zaskoczenia.
Albo tego, którego miałem pod ręką, bo i tak zawracałem mu dupę i głowę - zdecydowałem się na tę opcję.
Wewnętrznie oceniłem, że przejście między ulicami, a potem po schodach, może być ciężkie, ale na zewnątrz starałem się zachować spokój. Ostatecznie, miałem nadzieję, że zdołam dotrzeć do celu, zanim ból stanie się nie do zniesienia. Musiałem znaleźć w sobie siłę, by przejść te kilka kroków samodzielnie.
- Wlócę do sziebie i poszekam na pszyjaciela. On jest usdlowicielem, wienc wszystko będzie w posządku. - Próbując zapanować nad bólem, kiwnąłem głową, jakby to miało dodać mi plus dziesięć do bycia przekonującym. Tak, dam radę. Stałem, czując, jak moje kolano protestuje, ale nie zamierzałem dać po sobie poznać. Lubiłem myśleć o sobie jako o kimś silnym, nieugiętym. Oparłem się na lekko zgiętej, zdrowej nodze, aby nie obciążać kontuzjowanej, i z trudem uśmiechnąłem się do brunetki. Wszystko spoko. Nie chciałem, by widziała moją słabość. Prawdziwy mężczyzna nie powinien dawać się poznać od takiej strony w takiej chwili, zwłaszcza komuś, kogo znałem ledwie przez kilka minut, a kto już zdążył wywołać moje zmieszanie. Dystans, który miałem pokonać, nie był wielki. Wystarczyło tylko kilkadziesiąt kroków, potem mógłbym usiąść i poczekać, aż mój przyjaciel wróci do domu. Tak, to byłoby najlepsze rozwiązanie. Ona nie powinna się martwić moim kolanem - nie chciałem być dla niej problemem.
- Myślę, sze moge pszejść kawałek o własnych sziłach. - Powiedziałem, starając się nadać swojemu głosowi nonszalancki ton. Zastanowiłem się przez chwilę. Nie chciałem, by myślała, że jestem jakimś niedołęgą, który nie potrafi poradzić sobie z małym urazem. - Posa tym to nisz takiego, nie musisz się kłopotaś, naplawdę. - Kiwnąłem głową, starając się przybrać pewny wyraz twarzy. Miałem wrażenie, że widziała moją słabość, nawet jeśli starałem się jej nie okazywać. Wolałem być sam, niż musieć polegać na kimś, kogo ledwo znałem. Nie byłem przyzwyczajony do przyjmowania pomocy, a już na pewno nie od nieznajomych.
Poza tym nie chciałem, by nieznajoma pomyślała, że jestem jakimś żałosnym facetem, który nie potrafi sobie poradzić. Wiedziałem, że nie mogę jej zatrzymywać. Przecież nie znałem jej ani ona mnie. Nie chciałem wciągać jej w moje problemy. Zamiast tego, postanowiłem znaleźć w sobie siłę, by ruszyć dalej. Zrobiłem krok w stronę Alei Horyzontalnej, czując, jak kolano wciąż pulsuje. Starałem się o tym nie myśleć. To nie było w moim stylu. Zawsze starałem się być silny, nie pokazywać słabości, więc tak, jak zawsze, musiałem to zrobić jeszcze „tylko ten jeden raz”... A potem jeszcze jeden raz, jeszcze raz, teraz to na pewno już ostatni, no, może jeszcze tylko w drodze wyjątku... Na tym polegało życie - na robieniu czegoś „jeszcze tylko dziś”.
- Wienc, tak w szumie, to wiesz... Dzięki za towaszystwo. - Powiedziałem, starając się, by mój głos brzmiał naturalnie. - Jusz sobie poladzę. Nie chcę cię dłuszej zatszymywać. Naplawdę dam szobie ladę. - I z tym stwierdzeniem ruszyłem naprzód, pomimo bólu, próbując zignorować to, co działo się z moim kolanem. Na wstępie zrobiłem kilka kroków - musiałem być ostrożny, bo nie chciałem pokazać, jak bardzo mnie bolało. W głębi duszy wiedziałem, że mogło być ciężko, ale nie chciałem, by moja słabość była widoczna. Nie chciałem, by ta kobieta czuła się zobowiązana do pomocy. W końcu to ja byłem odpowiedzialny za swoje decyzje.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Benjy Fenwick (6395), Prudence Fenwick (5532)




Wiadomości w tym wątku
[02.09.1972] Pan Mruczkens | Pru & Benjy - przez Prudence Fenwick - 17.02.2025, 14:49
RE: [02.09.1972] Pan Mruczkens | Pru & Benjy - przez Benjy Fenwick - 17.02.2025, 17:57
RE: [02.09.1972] Pan Mruczkens | Pru & Benjy - przez Prudence Fenwick - 17.02.2025, 19:08
RE: [02.09.1972] Pan Mruczkens | Pru & Benjy - przez Benjy Fenwick - 17.02.2025, 22:09
RE: [02.09.1972] Pan Mruczkens | Pru & Benjy - przez Prudence Fenwick - 17.02.2025, 22:37
RE: [02.09.1972] Pan Mruczkens | Pru & Benjy - przez Benjy Fenwick - 18.02.2025, 02:02
RE: [02.09.1972] Pan Mruczkens | Pru & Benjy - przez Prudence Fenwick - 18.02.2025, 11:07
RE: [02.09.1972] Pan Mruczkens | Pru & Benjy - przez Benjy Fenwick - 18.02.2025, 15:36
RE: [02.09.1972] Pan Mruczkens | Pru & Benjy - przez Prudence Fenwick - 18.02.2025, 21:41
RE: [02.09.1972] Pan Mruczkens | Pru & Benjy - przez Benjy Fenwick - 20.02.2025, 17:34
RE: [02.09.1972] Pan Mruczkens | Pru & Benjy - przez Prudence Fenwick - 20.02.2025, 22:47
RE: [02.09.1972] Pan Mruczkens | Pru & Benjy - przez Benjy Fenwick - 21.02.2025, 01:35
RE: [02.09.1972] Pan Mruczkens | Pru & Benjy - przez Prudence Fenwick - 21.02.2025, 14:13
RE: [02.09.1972] Pan Mruczkens | Pru & Benjy - przez Benjy Fenwick - 22.02.2025, 14:35
RE: [02.09.1972] Pan Mruczkens | Pru & Benjy - przez Prudence Fenwick - 22.02.2025, 21:54
RE: [02.09.1972] Pan Mruczkens | Pru & Benjy - przez Benjy Fenwick - 25.02.2025, 22:04
RE: [02.09.1972] Pan Mruczkens | Pru & Benjy - przez Prudence Fenwick - 26.02.2025, 01:32
RE: [02.09.1972] Pan Mruczkens | Pru & Benjy - przez Benjy Fenwick - 01.03.2025, 13:54

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa