26.02.2025, 03:41 ✶
Isaac zauważył lecący w jego stronę czosnek i instynktownie się schylił. Podniósł głowę dokładnie w momencie, gdy w drzwiach stanęła wkurzona kobieta, trzymająca się za czoło i rzucająca przekleństwami na całe gardło. Zanim skojarzył jej twarz, zdążyła już wydać gniewny werdykt na temat całej sytuacji.
Zmrużył oczy. Faye Travers. Jego pamięć była niezawodna, a twarz dziewczyny, mimo upływu lat, niewiele się zmieniła. Tyle że teraz wyglądała, jakby miała ochotę komuś rozkwasić nos. Odruchowo wyciągnął rękę, jakby chciał sprawdzić, czy nic jej się nie stało, ale szybko ją cofnął, słysząc kolejne wściekłe słowa. Zerknął na barmana, który najwyraźniej zrozumiał, że sytuacja wymknęła się spod kontroli. Mężczyzna odchrząknął, uderzył pięścią w kontuar i zaczął krzyczeć na tłum:
-Dobra, dosyć tego cyrku! Wszyscy spokój albo zamykam bar na dzisiaj! -Rzucający czosnkiem goście zmieszali się, a część z nich pospiesznie wróciła do swoich stolików, unikając wzroku barmana. W tej samej chwili Isaac kątem oka zauważył, że wampir wykorzystał zamieszanie i wyślizgnął się na zewnątrz. Mądre posunięcie. Gdyby miał więcej czasu, pewnie spróbowałby z nim porozmawiać, ale przynajmniej udało się uniknąć linczu.
Bagshot wypuścił powietrze z ust i przeniósł spojrzenie na Faye.
-Nieźle cię przywitali... tyle, że ten czosnek był akurat dla mnie.- Mruknął, podchodząc bliżej i spoglądając na jej czoło. Aparat dyndał mu na szyi.-Dostałaś rykoszetem.- Dodał, zerkając przez ramię. Część gości patrzyła na nich z dezaprobatą, więc najlepszym posunięciem była zmiana lokalu. Nie miał ochoty dalej tutaj siedzieć.
-Chodź, wyjdźmy na zewnątrz.- Zaproponował, wskazując ruchem głowy wyjście.-Nie żeby mi przeszkadzała ta gościnna atmosfera...- Zawiesił głos, przepuszczając dziewczynę w drzwiach.
Na zewnątrz powietrze było rześkie i wilgotne - Londyn, jak zwykle, zapowiadał deszcz.
-Incydent czosnkowy w Dziurawym Kotle…- Mruknął, zerkając na Faye. Uśmiechnął się lekko, choć widać było, że cała ta sytuacja wyraźnie go dotknęła. Czarodzieje lubili udawać, że są bardziej cywilizowani niż mugole, a potem robili dokładnie to samo - wyrzucali ze swojego świata tych, którzy byli inni.
Wsunął dłoń do kieszeni płaszcza i wyciągnął paczkę papierosów, chcąc poczęstować dziewczynę. Zanim jednak zdążył cokolwiek powiedzieć, zauważył, że w dłoni trzymała już własne papierosy. Zatrzymał się na chwilę, ale mimo wszystko podsunął jej swoje.
-Może chcesz mojego?- Zaproponował, unosząc lekko brwi.
Zmrużył oczy. Faye Travers. Jego pamięć była niezawodna, a twarz dziewczyny, mimo upływu lat, niewiele się zmieniła. Tyle że teraz wyglądała, jakby miała ochotę komuś rozkwasić nos. Odruchowo wyciągnął rękę, jakby chciał sprawdzić, czy nic jej się nie stało, ale szybko ją cofnął, słysząc kolejne wściekłe słowa. Zerknął na barmana, który najwyraźniej zrozumiał, że sytuacja wymknęła się spod kontroli. Mężczyzna odchrząknął, uderzył pięścią w kontuar i zaczął krzyczeć na tłum:
-Dobra, dosyć tego cyrku! Wszyscy spokój albo zamykam bar na dzisiaj! -Rzucający czosnkiem goście zmieszali się, a część z nich pospiesznie wróciła do swoich stolików, unikając wzroku barmana. W tej samej chwili Isaac kątem oka zauważył, że wampir wykorzystał zamieszanie i wyślizgnął się na zewnątrz. Mądre posunięcie. Gdyby miał więcej czasu, pewnie spróbowałby z nim porozmawiać, ale przynajmniej udało się uniknąć linczu.
Bagshot wypuścił powietrze z ust i przeniósł spojrzenie na Faye.
-Nieźle cię przywitali... tyle, że ten czosnek był akurat dla mnie.- Mruknął, podchodząc bliżej i spoglądając na jej czoło. Aparat dyndał mu na szyi.-Dostałaś rykoszetem.- Dodał, zerkając przez ramię. Część gości patrzyła na nich z dezaprobatą, więc najlepszym posunięciem była zmiana lokalu. Nie miał ochoty dalej tutaj siedzieć.
-Chodź, wyjdźmy na zewnątrz.- Zaproponował, wskazując ruchem głowy wyjście.-Nie żeby mi przeszkadzała ta gościnna atmosfera...- Zawiesił głos, przepuszczając dziewczynę w drzwiach.
Na zewnątrz powietrze było rześkie i wilgotne - Londyn, jak zwykle, zapowiadał deszcz.
-Incydent czosnkowy w Dziurawym Kotle…- Mruknął, zerkając na Faye. Uśmiechnął się lekko, choć widać było, że cała ta sytuacja wyraźnie go dotknęła. Czarodzieje lubili udawać, że są bardziej cywilizowani niż mugole, a potem robili dokładnie to samo - wyrzucali ze swojego świata tych, którzy byli inni.
Wsunął dłoń do kieszeni płaszcza i wyciągnął paczkę papierosów, chcąc poczęstować dziewczynę. Zanim jednak zdążył cokolwiek powiedzieć, zauważył, że w dłoni trzymała już własne papierosy. Zatrzymał się na chwilę, ale mimo wszystko podsunął jej swoje.
-Może chcesz mojego?- Zaproponował, unosząc lekko brwi.