26.02.2025, 09:45 ✶
– Pełne pychy, raczej – sprostowała Charlotte, która uważała, że słowa takie jak „duma” absolutnie nie pasują do goblinów. Ona mogła być dumna, może trochę nadmiernie, a gobliny co najwyżej grzeszyły pychą. Kolejne słowa syna zbyła absolutnie niedorosłym zachowaniem, czyli przekręciła oczyma. Tak, doskonale wiedziała, że dzieci można naciskać, ale jeśli będziesz naciskać za bardzo, może ci to wyjść bokiem. Ona i Jonathan byli najlepszym przykładem, a w gruncie rzeczy dało się też to do pewnego stopnia zaobserwować w kontaktach, jakie Anthony miał ze swoimi rodzicami. Tylko dlatego nie próbowała aktywniej pokrzyżować planów syna odnośnie kariery, chociaż była głęboko niezadowolona, że jego pracodawcami były akurat gobliny. Wykorzystywały go, rzecz oczywista, a poza tym na pewno miały na chłopca fatalny wpływ. Charlotte nie miała co do tego choćby cienia wątpliwości. - Poza tym nie próbowałabym. Po prostu bym to zrobiła, a ty powinieneś o tym wiedzieć - dodała jeszcze, trochę oburzona. Próbować sobie mogli inni, jej wszystko wychodziło. A jak coś nie wychodziło, znaczy się, że tak miało być.
A potem Jessie popełnił błąd.
Żartował, oczywiście.
Ona nie.
Sam się w to wpakował, prawda?
Charlotte posłała mu uśmiech, jakim rekin mógł obdarzyć zdobycz, którą planował zaraz pożreć. Jeszcze raz założyć worek? Żaden problem, przecież we wszystkim wyglądała świetnie.
- Doskonale, synku, mamy umowę - zgodziła się, niemal radosnym tonem. - Obiecuję sprawdzić, czy to nie twoja była dziewczyna. Albo psychopatka - zapewniła, chociaż standardy bycia psychopatą według Charlotte Kelly mogły nieco różniły się od tych, jakie mieli inni ludzie. - Kochanie, nie oburzam się, że miałeś dziewczynę. Oburzam się, że mi jej nie przedstawiłeś. Naprawdę, wstydziłeś się mnie? – spytała i teraz wszelka radość z jej tonu ulotniła się, i Charlotte spojrzała na niego z takim wyrazem oczu, jaki mógłby mieć Benji, gdyby pan niespodziewanie go kopnął. – A może sądziłeś, że zachowam się nieodpowiednio? Chyba nie sądziłeś, że zmuszałabym cię do zerwania związku, jakiego pragniesz… Boli mnie, że mi nie ufasz.
A potem Jessie popełnił błąd.
Żartował, oczywiście.
Ona nie.
Sam się w to wpakował, prawda?
Charlotte posłała mu uśmiech, jakim rekin mógł obdarzyć zdobycz, którą planował zaraz pożreć. Jeszcze raz założyć worek? Żaden problem, przecież we wszystkim wyglądała świetnie.
- Doskonale, synku, mamy umowę - zgodziła się, niemal radosnym tonem. - Obiecuję sprawdzić, czy to nie twoja była dziewczyna. Albo psychopatka - zapewniła, chociaż standardy bycia psychopatą według Charlotte Kelly mogły nieco różniły się od tych, jakie mieli inni ludzie. - Kochanie, nie oburzam się, że miałeś dziewczynę. Oburzam się, że mi jej nie przedstawiłeś. Naprawdę, wstydziłeś się mnie? – spytała i teraz wszelka radość z jej tonu ulotniła się, i Charlotte spojrzała na niego z takim wyrazem oczu, jaki mógłby mieć Benji, gdyby pan niespodziewanie go kopnął. – A może sądziłeś, że zachowam się nieodpowiednio? Chyba nie sądziłeś, że zmuszałabym cię do zerwania związku, jakiego pragniesz… Boli mnie, że mi nie ufasz.