Takiego kierunku rozmowy, Richard nie spodziewał się. Charles go zaskoczył. Mimo prób powstrzymania łez, które napływały do oczu, miał odwagę mu powiedzieć coś, co właściwie nie tylko zaskoczyło Richarda, ale i wewnętrznie podnosiło nerwy. Znów pierdolony Alexander. Znów wraca jego temat.
Nie przerywał synowi, pozwalając mówić. Wpatrując się w trzymany przez siebie jeden z listów, nad którym chciał podjąć rozmowę. Ta jednak zmieniła kierunek. Charles doświadczył tego, co on sam w przeszłości. Gdzie sam musiał sobie radzić w obcym kraju. Sam szukać mieszkania. Sam nauczyć obcego języka, szukając nauczyciela. Sam szukać pracy. Bowiem od brata dostawał jedynie wsparcie finansowe, aby przetrwać. Na tym polega dorosłość. Choć nie tego chciał dla swoich dzieci. To niestety jedno z nich widocznie odczuło to na sobie.
- Charles…Chciał mu coś wyjaśnić, ale został uciszony przez gest dłoni i słowa. Jego syn miał potrzebę wyrzucić z siebie wszystko. Dosłownie wszystko, co leżało mu na sercu, na duszy. Najgorsze w tym wszystkim, że to była prawda. Boląca prawda. Zbyt bystre miał dzieci. Dawał im pewnego rodzaju swobodę. Niczego nie narzucał. Niczego nie zabraniał, o ile nie godziło to w ich nazwisko i reputację. Charles niestety tę granicę mocno przekroczył. Dla Richarda nie było łatwe podjąć decyzję. Ale to także miała być lekcja dla jego dziecka, żeby nauczyło się samodzielności. Być może zbyt późno zauważył, że to nie była jednak dobra decyzja. A może jednak była? Czegoś nauczyła ich obojga?
Przy ostatnich słowach, Richard przetarł oczy i nasadę nosową. Nie o to mu chodziło, zadając pytanie o jego znajomości. Ale widocznie ta część tematu będzie musiała na chwilę poczekać.
Zapadło milczenie. Richard musiał to przeanalizować. Zebrać myśli. Nie przyznając się otwarcie do tego wszystkiego. Ale widocznie dotarło do niego, gdzie popełniał błąd. W zaślepionej miłości do brata, nie dostrzegł bardziej problemów syna, który potrzebował go bardziej. Tyle, że Charles sam sobą i swoimi działaniami, nie poprawiał sytuacji a pogarszał ją z każdym zdarzeniem. Obiecywał poprawę. Sam nie dotrzymywał słowa. Richard nie raz mu mówił, jak się na nim zawiódł. Charles nie zrobił nic, aby to poprawić. Aby ojciec dostrzegł pozytywne zmiany.
Przesunął się na kanapie, poklepawszy miejsce obok siebie.
- Usiądź obok mnie.Poprosił, łagodniejszym tonem. Jeżeli Charles posłuchał i usiadłby obok, Richard objąłby go ramieniem, przytulając do siebie. Wiedząc, że ta bliskość działała na Charlesa kojąco. Choć nie był pewny, czy tym razem sobie pozwoli. Jeżeli zaś nie chciał teraz być blisko, wtedy westchnąłby cicho.
- Wiem, że nie jestem idealnym ojcem. Sam też wiesz, że miałem trudne dzieciństwo i brak akceptacji ze strony swojego ojca. Starałem się nim nie być. Być może wciąż popełniam błędy. I nie ukrywam, że brat był mi bliższy. Ale wiedz, że wy także jesteście dla mnie ważni.
Zrobił chwilę przerwy. Nie zawsze potrafił to powiedzieć a jedno słowa niekiedy trudno przechodziło przez gardło, tym razem musiał to zrobić, jeżeli nie chciał stracić Charlesa.
- Przepraszam, że nie potrafiłem Ci odpowiednio pomóc, kiedy tego potrzebowałeś. Robiłem co mogłem. Co byłem wstanie zrobić. Ostrzegłem cię przed niektórymi osobami. Przyszedłem tu aby nie tylko porozmawiać. Ale też żeby mieć pewność, że nic Ci nie jest. Że z Leonardem jesteście bezpieczni.
Mając tę świadomość, że Charles był i jest nadal słabszego zdrowia niż Leonard. Że mimo otrzymania tego anonimowego ostrzeżenia, jego synom nic nie jest i nic nie grozi. Szczególnie Charlesowi.
- Pochowałem brata, nie chciałbym pochować własnych dzieci.
Dodał. W tych słowach będąc całkowicie szczerym. W tej rodzinnej gałęzi, mieli tylko siebie. Co było i jest w tej rozmowie powielane. Nawet, jeżeli Richardowi ten kierunek nie do końca pasował, aby utrzymać odpowiednie relacje z własnym dzieckiem, musiał zmienić swoje podejście.
- Dostałem ostrzegawczy anonim, dotyczący jednego z moich dzieci. Chciałbym wierzyć, że nie chodzi o Ciebie, ale.. Ostatnie wydarzenia kręcą się właśnie wokół Ciebie. Dlatego zapytałem o Twoje znajomości. Nie chcę, abyś znów wpakował się w takie bagno jakie zrobił Ci Issac Bagshot.
Wyjaśnił, o co mu chodziło z pytaniami o jego znajomości. Chcąc przez to przekazać, aby Charles był bardziej ostrożny.