27.02.2025, 16:31 ✶
Regina próbowała uciszyć jego sumienie, ale Anthony miał zbyt silne ego, by taka zewnętrzna walidacja zmniejszała jego twardy osąd na temat własnej opieszałości i hipokryzji. Przekonanie o własnej omnipotencji i możliwościach katowały odpowiedzialnością za obecny stan rzeczy, któremu sam przed laty dołożył do pieca i to nie mało, choćby po to, by odsunąć od siebie podejrzenia.
Mugole nie byli groźni. To oni - czarodzieje - stanowili zagrożenie dla rasy z oczywistych względów niższej. Ale też, o czym Shafiq był przekonany, niemożność stosowania przez mugolski gatunek magii sprawiał, że Ci ludzie byli o wiele bardziej progresywni, eksplorujący, szukający innych rozwiązań dążących do ułatwiania sobie życia, do stosowania "magii" w technologii, badający otaczający ich świat w sposób niezwykle drobiazgowy i zaskakujący. Byli łatwowierni i banalni do dojenia. Byli też na swój sposób fascynujący w swojej kulturze, w najszerszym słowa tego pojęciu. A on - beneficjent ludzkiej naiwności - nie mógł zdradzać się ze swoją zaawansowaną wiedzą w tym zakresie. Reputacja była wszystkim. A on - wielki fan mugolskiej sztuki - zbyt wiele razy wskazywał na mugolaków jako potencjalne zagrożenie, jako osoby, które były "zbyt blisko" drugiego świata.
Westchnął zasłuchany w słowa Reginy. Było w niej coś drogocennego, szlachetne serca w końcu lśniły najmocniej, nie byłby smokiem, gdyby nie był w stanie dostrzec tego rubinu osadzonego w klatce z jej żeber, mimo rosłego ciała i warstw ubrania. Promieniowała świętym sprawiedliwym gniewem, jawiąc mu się po trosze jako Joanna D'Arc, na kilka chwil przed spaleniem. Była piękna. Była autodestruktywna w tym jak łatwo przychodziło jej wypowiadać takie sądy, nie mając pojęcia o poglądach swojego rozmówcy.
Zamyślił się, pozwalając jej słowom wybrzmieć, a napięciu powrócić.
Potrzebował jej w Ministerstwie, nazwisko otwierało jej wciąż dużo drzwi, ale była jak ten nieszczęsny kot, którego szukali z Jonathanem. Wymagała odpowiednio łagodnego potraktowania.
- Sądzę, że największym naszym zmartwieniem, jest absolutna indolencja śmierciożerców w rozumieniu podstawowych struktur społecznych. Większość rewolucjonistów ma ten problem, historia mnoży przed nami te przypadki. - Sam o środowisku naturalnym wiedział żałośnie mało, nie odróżniając od siebie dębu od klonu, niemniej to porównanie poznał z kart książki i - co ważniejsze - wierzył, że tym porównaniem dotrze do soczystego lśniącego szkarłatu Reginy. – Jesteśmy habitatem i każdy jest potrzebny. Duże ssaki, ptaki, gady, płazy, robaki sprzątające padline... Od wieków osadziliśmy się w tej równowadze, wypracowując kompromis, który pozwala od czasów szkolnych odnajdywać każdemu swoje powołanie i miejsce w precyzyjnie zaprojektowanej społeczności. A teraz ktoś chce nie tylko odsunąć jakąś grupę, ale kto wie - może ją absolutnie eksterminować. – nie uśmiechał się, jego poważne oczy wyrażały wielką niechęć do zmian, bo w głębi serca Anthony był konserwatystą, nawet jeśli wielu nazwałoby jego poglądy progresywnymi. Pragnął powrotu do bezpiecznego statusu quo. Chciał by znów zapanował spokój, a uprzywilejowana kasta przestałą rozdzierać szaty, że nie posiada przywilejów. – Niestety w naszej naturze leży rozmnażanie się i konkurowanie. A magowie mają zbyt wiele opcji, by swoją nienawiść przekuwać na okrutne czyny.. Niemniej... Regino, czy mógłbym mieć do Ciebie prośbę? – Stal oczu zmiękła, a troska ukształtowała przystojne, arystokratyczne rysy. Wiedział, że zapewne się zgodzi, pozostawił jednak tę przestrzeń, by jej tak wybrzmiało, nim będzie kontynuować. Potrzebował jej stuprocentowej uwagi, bo bardzo, bardzo nie chciał, aby umarła. Wiedział o ataku na Avery, pod skórą zaś czuł, że chwilowe zawieszenie broni nie będzie trwać wiecznie i pożoga z morpheusowych wizji zaleje świat. Ich świat.
Mugole nie byli groźni. To oni - czarodzieje - stanowili zagrożenie dla rasy z oczywistych względów niższej. Ale też, o czym Shafiq był przekonany, niemożność stosowania przez mugolski gatunek magii sprawiał, że Ci ludzie byli o wiele bardziej progresywni, eksplorujący, szukający innych rozwiązań dążących do ułatwiania sobie życia, do stosowania "magii" w technologii, badający otaczający ich świat w sposób niezwykle drobiazgowy i zaskakujący. Byli łatwowierni i banalni do dojenia. Byli też na swój sposób fascynujący w swojej kulturze, w najszerszym słowa tego pojęciu. A on - beneficjent ludzkiej naiwności - nie mógł zdradzać się ze swoją zaawansowaną wiedzą w tym zakresie. Reputacja była wszystkim. A on - wielki fan mugolskiej sztuki - zbyt wiele razy wskazywał na mugolaków jako potencjalne zagrożenie, jako osoby, które były "zbyt blisko" drugiego świata.
Westchnął zasłuchany w słowa Reginy. Było w niej coś drogocennego, szlachetne serca w końcu lśniły najmocniej, nie byłby smokiem, gdyby nie był w stanie dostrzec tego rubinu osadzonego w klatce z jej żeber, mimo rosłego ciała i warstw ubrania. Promieniowała świętym sprawiedliwym gniewem, jawiąc mu się po trosze jako Joanna D'Arc, na kilka chwil przed spaleniem. Była piękna. Była autodestruktywna w tym jak łatwo przychodziło jej wypowiadać takie sądy, nie mając pojęcia o poglądach swojego rozmówcy.
Zamyślił się, pozwalając jej słowom wybrzmieć, a napięciu powrócić.
Potrzebował jej w Ministerstwie, nazwisko otwierało jej wciąż dużo drzwi, ale była jak ten nieszczęsny kot, którego szukali z Jonathanem. Wymagała odpowiednio łagodnego potraktowania.
- Sądzę, że największym naszym zmartwieniem, jest absolutna indolencja śmierciożerców w rozumieniu podstawowych struktur społecznych. Większość rewolucjonistów ma ten problem, historia mnoży przed nami te przypadki. - Sam o środowisku naturalnym wiedział żałośnie mało, nie odróżniając od siebie dębu od klonu, niemniej to porównanie poznał z kart książki i - co ważniejsze - wierzył, że tym porównaniem dotrze do soczystego lśniącego szkarłatu Reginy. – Jesteśmy habitatem i każdy jest potrzebny. Duże ssaki, ptaki, gady, płazy, robaki sprzątające padline... Od wieków osadziliśmy się w tej równowadze, wypracowując kompromis, który pozwala od czasów szkolnych odnajdywać każdemu swoje powołanie i miejsce w precyzyjnie zaprojektowanej społeczności. A teraz ktoś chce nie tylko odsunąć jakąś grupę, ale kto wie - może ją absolutnie eksterminować. – nie uśmiechał się, jego poważne oczy wyrażały wielką niechęć do zmian, bo w głębi serca Anthony był konserwatystą, nawet jeśli wielu nazwałoby jego poglądy progresywnymi. Pragnął powrotu do bezpiecznego statusu quo. Chciał by znów zapanował spokój, a uprzywilejowana kasta przestałą rozdzierać szaty, że nie posiada przywilejów. – Niestety w naszej naturze leży rozmnażanie się i konkurowanie. A magowie mają zbyt wiele opcji, by swoją nienawiść przekuwać na okrutne czyny.. Niemniej... Regino, czy mógłbym mieć do Ciebie prośbę? – Stal oczu zmiękła, a troska ukształtowała przystojne, arystokratyczne rysy. Wiedział, że zapewne się zgodzi, pozostawił jednak tę przestrzeń, by jej tak wybrzmiało, nim będzie kontynuować. Potrzebował jej stuprocentowej uwagi, bo bardzo, bardzo nie chciał, aby umarła. Wiedział o ataku na Avery, pod skórą zaś czuł, że chwilowe zawieszenie broni nie będzie trwać wiecznie i pożoga z morpheusowych wizji zaleje świat. Ich świat.