28.02.2025, 09:42 ✶
Faye zmarszczyła nosek. Zakopywanie nieboszczyka? Jej dłoń odruchowo powędrowała do kieszeni, chociaż jeszcze nie sięgała po różdżkę. Byli w takim miejscu, że faktycznie - o świrów było bardzo łatwo, chociaż ten tu nie wyglądał na niebezpiecznego. Szczególnie w tym wdzianku. Obserwowała go więc uważnie, nie chcąc się z niczym zdradzić - już raz przecież pokazała mugolom, kim jest naprawdę, i miała z tego tytułu ogromne problemy. Co prawda nie była to jej wina, ale cóż... To nadal w niej siedziało głęboko, to poczucie winy: mimo że jej wybryk został uznany za anomalię.
- Hm? - skomentowała tak jego tyradę, a z każdym kolejnym słowem jej brwi wędrowały coraz wyżej. Czyżby trafiła na szaleńca? Chociaż nie... Jej wzrok zatrzymał się na butelce, a w orzechowych oczach pojawił się błysk zrozumienia. Pijak. - Powinien pan lepiej wybierać sobie miejsca na odpoczynek.
Powiedziała uprzejmie, przestępując z nogi na nogę.
- Tutaj jest niebezpiecznie - dodała, wzruszając ramionami. Na pytanie, czy jest z jego kręgów, lekko przekrzywiła głowę. Obserwowała jak wyciąga różdżkę, a jej dłoń automatycznie zacisnęła się na rękojeści własnej. Tak na wszelki wypadek, gdyby mężczyzna nagle postanowił ją zaatakować. Ale tak się nie stało. Faye z lekkim niedowierzaniem spojrzała na Alfreda. - To było... Lekkomyślne.
Stwierdziła, lecz w jej głosie nie było nagany, raczej rozbawienie. Pokręciła głową, rozkładając ręce w nieco bezradnym geście.
- W Ministerstwie pewnie by pogrozili panu palcem... - zaczęła, lecz mężczyzna już wywijał orła. Na Merlina, czy on był jeszcze pijany? Faye doskoczyła do niego z zatroskaną miną, wyciągając ręce tak, by pomóc mu wstać. - Niech się pan nie rusza. Co pan tu w ogóle robi? Mówiłam, że tu jest niebezpiecznie, a pan chyba przesadził z alkoholem? No i ten strój... Wszystko w porządku?
Zapytała z troską i niepokojem, rozglądając się po okolicy. Nie było tu nikogo poza nimi, nawet zwierząt, więc nie powinna się martwić, lecz... Czy na pewno nikogo tu nie było? Nie czuła na sobie niczyjego wzroku, ale okolica była na tyle niebezpieczna, że powinni oboje zachować czujność. Traversówna wyciągnęła z plecaka piersiówkę z wodą i podała ją Alfredowi.
- Potrzebuje pan żeby odprowadzić pana do domu? Teleportacja w tym stanie jest niebezpieczna, ale mogę pana odprowadzić do miasta - zaoferowała. Jej interesy mogą poczekać, no przecież go tu kurde nie zostawi.
- Hm? - skomentowała tak jego tyradę, a z każdym kolejnym słowem jej brwi wędrowały coraz wyżej. Czyżby trafiła na szaleńca? Chociaż nie... Jej wzrok zatrzymał się na butelce, a w orzechowych oczach pojawił się błysk zrozumienia. Pijak. - Powinien pan lepiej wybierać sobie miejsca na odpoczynek.
Powiedziała uprzejmie, przestępując z nogi na nogę.
- Tutaj jest niebezpiecznie - dodała, wzruszając ramionami. Na pytanie, czy jest z jego kręgów, lekko przekrzywiła głowę. Obserwowała jak wyciąga różdżkę, a jej dłoń automatycznie zacisnęła się na rękojeści własnej. Tak na wszelki wypadek, gdyby mężczyzna nagle postanowił ją zaatakować. Ale tak się nie stało. Faye z lekkim niedowierzaniem spojrzała na Alfreda. - To było... Lekkomyślne.
Stwierdziła, lecz w jej głosie nie było nagany, raczej rozbawienie. Pokręciła głową, rozkładając ręce w nieco bezradnym geście.
- W Ministerstwie pewnie by pogrozili panu palcem... - zaczęła, lecz mężczyzna już wywijał orła. Na Merlina, czy on był jeszcze pijany? Faye doskoczyła do niego z zatroskaną miną, wyciągając ręce tak, by pomóc mu wstać. - Niech się pan nie rusza. Co pan tu w ogóle robi? Mówiłam, że tu jest niebezpiecznie, a pan chyba przesadził z alkoholem? No i ten strój... Wszystko w porządku?
Zapytała z troską i niepokojem, rozglądając się po okolicy. Nie było tu nikogo poza nimi, nawet zwierząt, więc nie powinna się martwić, lecz... Czy na pewno nikogo tu nie było? Nie czuła na sobie niczyjego wzroku, ale okolica była na tyle niebezpieczna, że powinni oboje zachować czujność. Traversówna wyciągnęła z plecaka piersiówkę z wodą i podała ją Alfredowi.
- Potrzebuje pan żeby odprowadzić pana do domu? Teleportacja w tym stanie jest niebezpieczna, ale mogę pana odprowadzić do miasta - zaoferowała. Jej interesy mogą poczekać, no przecież go tu kurde nie zostawi.