28.02.2025, 09:49 ✶
– Byłaby zachwycona, chociaż mam obawy, że… ciężko byłoby ją odwieść od hm, pomysłu latania na hipogryfia, a na to… jest chyba trochę za młoda – powiedziała Brenna bardzo, bardzo powoli, trochę teraz przerażona myślą o Mabel dosiadającej skrzydlatego wierzchowca. Hipogryfy były dzikie i dumne, i ciężko było powiedzieć, czy zechcą skłonić się przed małą dziewczynką, trzeba było odpowiednio z nimi postępować, a Mabel… Mabel była zwyczajnie tak mała, że Brenna nie wyobrażała sobie, aby mogła utrzymać się na grzbiecie takiego.
– Chodzi mi o to, że… – zawahała się, zastanawiając, jak ubrać to wszystko w słowa. Nie znała się specjalnie na magicznych stworzeniach – ani żadnych innych – a wszystkie teorie były trochę błądzeniem w mroku. – Po Beltane niektórzy czuli… obecność, ale nikt niczego nie zobaczył, kiedy przeszukiwano las. Potem natknęliśmy się na widma, zaczęły polować na ludzi. A teraz… teraz są coraz śmielsze i niektóre cielesne. Chodzi mi o to, że może obżarły się tak mocno, że zyskały ciała? To wciąż widma, ale zyskały materialną postać, te, które… które kogoś zabiły? Albo mamy do czynienia z kilkoma gatunkami… tego samego rodzaju? Tak jak hm… tak jak niedźwiedź może być taki jak ten, w którego ty się zmieniasz albo polarny?
Przygryzła lekko kciuka, zastanawiając się. Czy zdołałaby wywąchać tę istotę? Do tej pory nie udało się jej schwycić tropów, wydawało się jej, że nie zostawiają zapachu. Czy teraz to mogło się zmienić? Poza tym jak bardzo niebezpieczne było wchodzenie do Kniei teraz, gdy już wcześniej ludzie ginęli?
– Próbowałam tropić je wcześniej, ale nic z tego nie wyszło – przyznała. Zmysły wilczycy były dużo bardziej czułe niż ludzkie, mimo to węsząc wokół domu Mildred Found nie znalazła punktów zaczepienia. – Nanieś to miejsce na mapę, proszę. Postaram się najpierw dowiedzieć, czy ktoś miał podobne doświadczenia. Na Polanie Ognisk pracują Niewymowni i kilku innych naukowców, jeśli coś się zmieniło, to do licha, powinni to zauważyć, wchodzą przecież do Kniei – mruknęła, a z jej ust wyrwało się westchnienie.
Zagrożenie czające się w lesie, tuż na skraju wioski z jednej strony. I bardzo skomplikowana relacja Sama i Nory z drugiej. Obie te rzeczy martwiły ją równie mocno. Brenna sięgnęła ku ręce Sama, na moment ściskając jego dłoń. I jeżeli chciał, usiadła po prostu na ziemi, pośród nadmiernie wybujałych traw, wyrastających pod wpływem dziwnej magii, która szerzyła się ostatnio w Anglii.
– Nie zmienisz, więc nie ma co się skupiać na przyszłości. Myślcie o tym, co dzieje się teraz – powiedziała. – Po prostu musisz być przy nich teraz. Mam poszukać jakiegoś specjalisty?
– Chodzi mi o to, że… – zawahała się, zastanawiając, jak ubrać to wszystko w słowa. Nie znała się specjalnie na magicznych stworzeniach – ani żadnych innych – a wszystkie teorie były trochę błądzeniem w mroku. – Po Beltane niektórzy czuli… obecność, ale nikt niczego nie zobaczył, kiedy przeszukiwano las. Potem natknęliśmy się na widma, zaczęły polować na ludzi. A teraz… teraz są coraz śmielsze i niektóre cielesne. Chodzi mi o to, że może obżarły się tak mocno, że zyskały ciała? To wciąż widma, ale zyskały materialną postać, te, które… które kogoś zabiły? Albo mamy do czynienia z kilkoma gatunkami… tego samego rodzaju? Tak jak hm… tak jak niedźwiedź może być taki jak ten, w którego ty się zmieniasz albo polarny?
Przygryzła lekko kciuka, zastanawiając się. Czy zdołałaby wywąchać tę istotę? Do tej pory nie udało się jej schwycić tropów, wydawało się jej, że nie zostawiają zapachu. Czy teraz to mogło się zmienić? Poza tym jak bardzo niebezpieczne było wchodzenie do Kniei teraz, gdy już wcześniej ludzie ginęli?
– Próbowałam tropić je wcześniej, ale nic z tego nie wyszło – przyznała. Zmysły wilczycy były dużo bardziej czułe niż ludzkie, mimo to węsząc wokół domu Mildred Found nie znalazła punktów zaczepienia. – Nanieś to miejsce na mapę, proszę. Postaram się najpierw dowiedzieć, czy ktoś miał podobne doświadczenia. Na Polanie Ognisk pracują Niewymowni i kilku innych naukowców, jeśli coś się zmieniło, to do licha, powinni to zauważyć, wchodzą przecież do Kniei – mruknęła, a z jej ust wyrwało się westchnienie.
Zagrożenie czające się w lesie, tuż na skraju wioski z jednej strony. I bardzo skomplikowana relacja Sama i Nory z drugiej. Obie te rzeczy martwiły ją równie mocno. Brenna sięgnęła ku ręce Sama, na moment ściskając jego dłoń. I jeżeli chciał, usiadła po prostu na ziemi, pośród nadmiernie wybujałych traw, wyrastających pod wpływem dziwnej magii, która szerzyła się ostatnio w Anglii.
– Nie zmienisz, więc nie ma co się skupiać na przyszłości. Myślcie o tym, co dzieje się teraz – powiedziała. – Po prostu musisz być przy nich teraz. Mam poszukać jakiegoś specjalisty?
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.