28.02.2025, 10:14 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.02.2025, 10:15 przez Brenna Longbottom.)
Rysa nie tylko istniała: już zamieniła się w pęknięcie, jasno uświadamiając jej, że do pewnych rzeczy się nie nadaje. Pęknięcie, które powiększało się i miało powiększać coraz bardziej i bardziej, w miarę wydarzeń, o których Brenna nie miała pojęcia, nie zdając sobie nawet sprawy z tego, jak jest duże. I pewnie było to nieuniknione, nawet bez tego zabrania, ale nie oznaczało, że miało wyjść ostatecznie wszystkim na złe. Zakon nie był uzależniony od Brenny i nie potrzebował jej do funkcjonowania. To że nie było mowy, aby ona mogła zaakceptować pewne współprace i nie była gotowa działać z ludźmi, co do których nie była pewna, gdzie wyniosą informacje, nie oznaczało, że nie wyjdą one na dobre ogółowi. Problem dotyczył jej, a to oznaczało, że jego usunięcie wbrew pozorom było całkiem łatwe: wystarczyło, by robiła swoje, nie wtrącając się w działania innych i nie mówiąc o tym, co sama robi.
– Siedzimy w tym razem. Zawsze możesz liczyć na mnie i resztę. I wiem, że my możemy liczyć na ciebie. To w żaden sposób się nie zmieniło – powiedziała, nawet jeśli w głębi ducha wiedziała, że zawsze często trwa zbyt krótko. Nie, nie miała zamiaru ich porzucić, nagle zrywając kontakty. Nie planowała też zniknąć, jak zrobili to Mavelle, Patrick i Danielle, gdy zbyt dużo spadło na ich głowy i musieli pozbierać się po tym, co zrobiło im Beltane, ale wbrew całej prezentowanej światu beztrosce doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że każdy dzień może okazać się jej ostatnim. Że Erik wystawił się swoim wywiadem na odstrzał, że nikt w Zakonie nie był całkowicie bezpieczny.
Dora jednak też doskonale zdawała sobie z tego sprawę. Nie była już dzieckiem i nie mogli ochronić jej przed całym złem świata.
– Ja przecież wiem – powiedziała, sięgając ku niej, by pogłaskać młodszą dziewczynę po włosach. – Zawsze będę wiedziała. Słońce, nigdy nie będziesz sama.
Zawahała się na moment, ale potem wsunęła rękę do kieszeni i wyciągnęła w stronę Dory lusterko.
– To lusterko dwukierunkowe. Nie ma dużego zasięgu, niestety, pewnie jakieś trzydzieści kilometrów i może być nam kiedyś potrzebne na jakimś zadaniu, ale na razie myślę, że może zostać u ciebie, jeśli je chcesz – powiedziała, wręczając Dorze przedmiot. Brenna nauczyła się cholernych fal, by móc pozostawać w kontakcie z innymi, ale problem polegał na tym, że osoby, które jej tego uczyły – Patrick i Mav – znalazły się absolutnie „poza zasięgiem”. Lusterko miało za mały zasięg, by naprawdę na ten problem zaradzić, ale mogło być przydatne.
– Siedzimy w tym razem. Zawsze możesz liczyć na mnie i resztę. I wiem, że my możemy liczyć na ciebie. To w żaden sposób się nie zmieniło – powiedziała, nawet jeśli w głębi ducha wiedziała, że zawsze często trwa zbyt krótko. Nie, nie miała zamiaru ich porzucić, nagle zrywając kontakty. Nie planowała też zniknąć, jak zrobili to Mavelle, Patrick i Danielle, gdy zbyt dużo spadło na ich głowy i musieli pozbierać się po tym, co zrobiło im Beltane, ale wbrew całej prezentowanej światu beztrosce doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że każdy dzień może okazać się jej ostatnim. Że Erik wystawił się swoim wywiadem na odstrzał, że nikt w Zakonie nie był całkowicie bezpieczny.
Dora jednak też doskonale zdawała sobie z tego sprawę. Nie była już dzieckiem i nie mogli ochronić jej przed całym złem świata.
– Ja przecież wiem – powiedziała, sięgając ku niej, by pogłaskać młodszą dziewczynę po włosach. – Zawsze będę wiedziała. Słońce, nigdy nie będziesz sama.
Zawahała się na moment, ale potem wsunęła rękę do kieszeni i wyciągnęła w stronę Dory lusterko.
– To lusterko dwukierunkowe. Nie ma dużego zasięgu, niestety, pewnie jakieś trzydzieści kilometrów i może być nam kiedyś potrzebne na jakimś zadaniu, ale na razie myślę, że może zostać u ciebie, jeśli je chcesz – powiedziała, wręczając Dorze przedmiot. Brenna nauczyła się cholernych fal, by móc pozostawać w kontakcie z innymi, ale problem polegał na tym, że osoby, które jej tego uczyły – Patrick i Mav – znalazły się absolutnie „poza zasięgiem”. Lusterko miało za mały zasięg, by naprawdę na ten problem zaradzić, ale mogło być przydatne.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.