28.02.2025, 10:17 ✶
- Bez kija nie podchodź, Bagshot - burknęła, wciąż grzebiąc w kurtce w poszukiwaniu papierosów. Gdy się do niej zbliżył, uniosła wzrok, na moment przerywając swoją jakże pasjonującą czynność. Zmarszczyła brwi, zerkając na dyndający na jego szyi aparat, a potem na twarz. Jej samej przez wiele lat nie było w Anglii, więc również nie miała pojęcia, że Isaac się zawinął. Ale czytała kilka jego artykułów, po książkę nie miała okazji sięgnąć. Również niewiele się zmienił - gdyby na ten przykład zapuścił brodę czy wąsa, to pewnie by go nie rozpoznała. A tak to nawet fryzury nie zmienił. W sumie tak, jak ona - to było miłe ułatwienie, żeby się rozpoznawać. - No raczej, gdybym była wampirem, to już bym się zmieniła w syczące coś na widok czosnku.
Burknęła, marszcząc brwi. Isaac niczym tu nie zawinił, po prostu ona była ostatnio nie w sosie. Była zła, smutna i zagubiona, nie wiedziała co ma ze sobą zrobić a na dodatek czuła się jak wyrzutek i Merlin jej świadkiem, że chciała po raz kolejny uciekać z Anglii. Leviathan, Maddox, jej rodzina, cała ta wojna... Wszystko to wydawało się napierać na nią ze wszystkich stron i sprawdzać, kiedy w końcu pęknie.
- Dobra, w sumie czemu nie - westchnęła, zaciskając dłoń na paczce. Wyszła z Isaaciem na zewnątrz, bo chłopak miał rację: tu nie było miło. Nie dzisiaj. I to nie była wina lokalu, tylko gości, którzy akurat postanowili zgrywać bohaterów. To bolało na wiele różnych sposobów, a w szczególności ostatnio.
Przyjemnie chłodne powietrze owiało jej zgrzane policzki, studząc lekko jej temperament. Zerknęła na podsuniętą w jej stronę paczkę, a potem kiwnęła głową. Cudzesy zawsze lepsze niż swoje.
- Dzięki. Wkurwili mnie, banda jełopów - powiedziała półgębkiem, odpalając papierosa, którego zdążyła już wetknąć w usta. - Mają się za tak cywilizowanych i kulturalnych, a wystarczy ubrać się inaczej niż normalni ludzie i już rzucają w ciebie czosnkiem.
Ze złością wypuściła dym nosem. Banda debili.
Burknęła, marszcząc brwi. Isaac niczym tu nie zawinił, po prostu ona była ostatnio nie w sosie. Była zła, smutna i zagubiona, nie wiedziała co ma ze sobą zrobić a na dodatek czuła się jak wyrzutek i Merlin jej świadkiem, że chciała po raz kolejny uciekać z Anglii. Leviathan, Maddox, jej rodzina, cała ta wojna... Wszystko to wydawało się napierać na nią ze wszystkich stron i sprawdzać, kiedy w końcu pęknie.
- Dobra, w sumie czemu nie - westchnęła, zaciskając dłoń na paczce. Wyszła z Isaaciem na zewnątrz, bo chłopak miał rację: tu nie było miło. Nie dzisiaj. I to nie była wina lokalu, tylko gości, którzy akurat postanowili zgrywać bohaterów. To bolało na wiele różnych sposobów, a w szczególności ostatnio.
Przyjemnie chłodne powietrze owiało jej zgrzane policzki, studząc lekko jej temperament. Zerknęła na podsuniętą w jej stronę paczkę, a potem kiwnęła głową. Cudzesy zawsze lepsze niż swoje.
- Dzięki. Wkurwili mnie, banda jełopów - powiedziała półgębkiem, odpalając papierosa, którego zdążyła już wetknąć w usta. - Mają się za tak cywilizowanych i kulturalnych, a wystarczy ubrać się inaczej niż normalni ludzie i już rzucają w ciebie czosnkiem.
Ze złością wypuściła dym nosem. Banda debili.