28.02.2025, 10:40 ✶
Czy na pewno z głową miała dobrze? Patrząc na jej ostatnie poczynania, to chyba niezbyt było z nią okej. Ale humor się jej trzymał, bo to było ostatnie, czego mogła się chwycić. Jej ciało było nieprzyjemnie bezwładne, a jej się tak bardzo chciało spać... Nienawidziła tego uczucia, nienawidziła czuć się słaba. Nie chciała taka być przed bratem, ale przecież był jej rodziną. Mogli sobie dogryzać, mogli sobie dokuczać, mogli być jak ogień i lód: ale wciąż byli Traversami. Wciąż pochodzili z łona tej samej matki, a to przecież coś znaczyło, prawda? Nawet jeżeli stali na dwóch różnych biegunach.
Drugi z Niewymownych kiwnął głową, zanim kratka od windy zdążyła się zamknąć. Pędził już w górę, na konkretne piętro, by wezwać kogo trzeba. Ostatnim co widział i słyszał było to, że z Faye nie było aż tak źle, więc... nie musiał się spieszyć. Jednak nie chciał denerwować Nicholasa, szczególnie że zawroty głowy i omdlenia nigdy nie były normalne. Zniknął na górze z cichym skrzypnięciem, pozostawiając rodzeństwo samo sobie.
Gdy Nicholas ją podniósł, Faye oplotła mu szyję dłońmi, chociaż chyba tylko dla formalności. Zwykle uścisk miała mocny i pewny, teraz jednak jej ręce drżały i były słabe jak wyjątkowo kiepsko zrobiona galaretka. Gdyby się zachwiał lub po prostu ją puścił: kiedyś by się utrzymała. Dzisiaj, w tym konkretnym momencie - upadłaby z hukiem na ziemię. Gdy więc odłożył ją na kanapę, dłonie rozplotły się niemal natychmiastowo pod wpływem jej własnego ciężaru.
- Bywałam w gorszym stanie, tylko po prostu mnie w nim nie widziałeś - mruknęła, próbując unieść się na łokciach tak, by być w półsiadzie. - Wtedy, gdy zginął Jack. Pamiętasz? W 70, gdy spotkaliśmy garboroga. Musiałbyś mnie widzieć wtedy...
Uśmiechnęła się blado, chociaż smutno. To był ten przełomowy rok, gdy Faye została zmuszona do powrotu do Szkocji, do rodziców. Zadziwiająco dobrze zniosła zarówno śmierć swojego partnera biznesowego i kolegi, jak i wszelkie rany, których doznała.
- Jak przyjdzie tu uzdrowiciel, to mnie odeśle do domu albo do Munga, a ja chcę wiedzieć już teraz - powiedziała pewnie, z wdzięcznością przyjmując szklankę wody. Wypiła całą zawartość jednym, potężnym łykiem. Cud, że się nie zakrztusiła. - Przesłuchiwał mnie Hugo Bones. Lazarus Rowle wie o moim stanie. Uznali, że to wpływ ostatnich wydarzeń w Dolinie, ponoć już wszystko jest załatwione, ale... Nick. Co się ze mną dzieje? Dlaczego nagle się przemieniłam? Nikt nie chce mi powiedzieć, co się ze mną stało, dlaczego to się stało i czym są te cholerstwa, które widziałam w Kniei.
Lodowaty dreszcz przeszedł jej wzdłuż kręgosłupa na samo wspomnienie widm.
Drugi z Niewymownych kiwnął głową, zanim kratka od windy zdążyła się zamknąć. Pędził już w górę, na konkretne piętro, by wezwać kogo trzeba. Ostatnim co widział i słyszał było to, że z Faye nie było aż tak źle, więc... nie musiał się spieszyć. Jednak nie chciał denerwować Nicholasa, szczególnie że zawroty głowy i omdlenia nigdy nie były normalne. Zniknął na górze z cichym skrzypnięciem, pozostawiając rodzeństwo samo sobie.
Gdy Nicholas ją podniósł, Faye oplotła mu szyję dłońmi, chociaż chyba tylko dla formalności. Zwykle uścisk miała mocny i pewny, teraz jednak jej ręce drżały i były słabe jak wyjątkowo kiepsko zrobiona galaretka. Gdyby się zachwiał lub po prostu ją puścił: kiedyś by się utrzymała. Dzisiaj, w tym konkretnym momencie - upadłaby z hukiem na ziemię. Gdy więc odłożył ją na kanapę, dłonie rozplotły się niemal natychmiastowo pod wpływem jej własnego ciężaru.
- Bywałam w gorszym stanie, tylko po prostu mnie w nim nie widziałeś - mruknęła, próbując unieść się na łokciach tak, by być w półsiadzie. - Wtedy, gdy zginął Jack. Pamiętasz? W 70, gdy spotkaliśmy garboroga. Musiałbyś mnie widzieć wtedy...
Uśmiechnęła się blado, chociaż smutno. To był ten przełomowy rok, gdy Faye została zmuszona do powrotu do Szkocji, do rodziców. Zadziwiająco dobrze zniosła zarówno śmierć swojego partnera biznesowego i kolegi, jak i wszelkie rany, których doznała.
- Jak przyjdzie tu uzdrowiciel, to mnie odeśle do domu albo do Munga, a ja chcę wiedzieć już teraz - powiedziała pewnie, z wdzięcznością przyjmując szklankę wody. Wypiła całą zawartość jednym, potężnym łykiem. Cud, że się nie zakrztusiła. - Przesłuchiwał mnie Hugo Bones. Lazarus Rowle wie o moim stanie. Uznali, że to wpływ ostatnich wydarzeń w Dolinie, ponoć już wszystko jest załatwione, ale... Nick. Co się ze mną dzieje? Dlaczego nagle się przemieniłam? Nikt nie chce mi powiedzieć, co się ze mną stało, dlaczego to się stało i czym są te cholerstwa, które widziałam w Kniei.
Lodowaty dreszcz przeszedł jej wzdłuż kręgosłupa na samo wspomnienie widm.