Stella tak właściwie miała to wszystko gdzieś. Najważniejsze było to, żeby miała możliwość występować. Potrzebowała publiki, najlepiej jej się grało dla tych bogatych, a nie ma co ukrywać, że ta największa śmietanka towarzyska to byli właśnie czystokrwiści, zresztą sama czuła się dumna, że i w jej żyłach płynie właśnie taka krew.
- Z drugiej jednak strony, czy to nie jest tak, że nam się bardziej wszystko należy? Jakby nie patrzeć to my od zawsze byliśmy częścią tego świata, mugolacy pojawiają się znikąd i do niego dołączają. - Mówiła w głos wszystko, co przychodziło jej na myśl i nie widziała w tym nic złego. - Trochę zawłaszczają sobie nasze miejsce. - Uważała, że nie było to do końca sprawiedliwe.
- Może nie wszyscy, ale dlaczego nie? W końcu od czegoś trzeba zacząć, my wszyscy przez lata walczyliśmy o swoje miejsce w świecie, o status, dlaczego oni nie mieliby przejść podobnej drogi? - Tylko mieć wszystko od razu podsunięte pod nos. Nie uważała, że było to słuszne rozwiązanie. - Niech się przegrupują i założą swoje własne dzielnice, miasta, gdzie będą mogli działać tak jak chcą, a nam nie rozwalają świata, który przecież już jakoś działa. - Od lat w końcu wszyscy znali swoje miejsce. Miała wrażenie, że nagle mugolacy zaczynają walczyć o swoje prawa. Gdyby siedzieli cicho, to pewnie nikt by tego nie zauważył, a oni trąbili wszędzie, że są gorzej traktowani.
- Nie zaatakują mnie, zresztą skąd możesz wiedzieć, że Ci drudzy nie będą chcieli mi zrobić krzywdy tylko dlatego, że nasi rodzice są czystej krwi? - W końcu też nie do końca im to pasowało. - Chcą zrobić porządek, kto wie do czego się posuną, nie boję się tych naszego pokroju, nie skrzywdzą mnie ot tak. - Była o tym święcie przekonana, chociaż właściwie nie miała żadnej pewności. Wierzyła jednak, że jest na tyle znana w czarodziejskim świecie, że nie zrobią jej krzywdy.
- Dobrze mi jest w Londynie, ojciec całkiem sprawnie wprowadził mnie na salony, mam swoją pozycję, zapraszają mnie na bankiety, naprawdę nie uważam, że powinnam stąd uciec. - Nie sądziła, że grozi jej jakiekolwiek zagrożenie, a nawet jeśli, nie miała problemu z tym, żeby zaryzykować, zresztą nie było chyba miejsca, w którym mogłoby do tego dojść, bo grywała przede wszystkim u czystokrwistych, nie sądziła, że będą atakować swoich, a czuła się za swoją.